[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W ciągu najbliższych czterdziestu ośmiu godzin zamierzała uwieść Trippa, a przynajmniej zrobić coś, aby sięw niej zakochał.W końcu wcale nie musi mieszkać w FortBragg.Jej praca w Fundacji Hopechest polega na pozyskiwaniu funduszy.Równie dobrze mogłaby je pozyskiwaćw Santa Rosie czy gdziekolwiek indziej.Praca jest ważna - ale miłość była ważniejsza.Niektórzy ludzie uważają, że są kowalami swego losu.%7łe mogą na niego wpływać i dowolnie go kształtować.Amber wierzyła, że można dopomóc losowi, ale tylkodo pewnego stopnia.Była realistką.Nie żyła w świeciezłudzeń.Nie planowała zakochać się w Trippie Calhounie, aleponieważ tak się stało, chciała, by odwzajemnił jej uczucie.Ucieszyła się, słysząc, że pokoje dziesięć i dwanaściesą połączone drzwiami, i że oba są wolne, gdyż poprzednia rezerwacja została odwołana.Godzinami chodziłapo sklepach, szukając idealnej sukienki i butów.Zapakowała na drogę świeczki zapachowe, najpiękniejszą koszulę nocną oraz ulubioną płytę z romantyczną muzyką.Przygotowała wszystko w najdrobniejszych detalach, alenigdy w życiu nie posunęłaby się tak daleko, by zarezerwować tylko jeden pokój.Cóż, najwyrazniej los jej sprzyja.Uśmiechnęła sięw duchu. %7łONA NA POKAZ 143- Zróbmy tak - powiedział Tripp.- Ty zostaniesz tutaj, a ja poszukam czegoś w pobliżu.Tego nie przewidziała.- Jeszcze raz bardzo przepraszam za nieporozumienie- rzekła właścicielka pensjonatu.- Jeżeli pan sobie życzy, podzwonię po hotelach w okolicy, ale nie sądzę, abyw którymś znalazło się wolne miejsce.Amber nie odezwała się słowem, natomiast z każdąsekundą coraz większą sympatią darzyła miłą, eleganckąkobietę za ladą recepcji.- Akurat jest szczyt sezonu turystycznego.W dodatku w tej części miasta odbywa się kilka różnych zjazdów.W hotelach mają komplety gości, a w pensjonatach teżzaczyna brakować miejsc.Może państwo obejrzą pokój,a ja w tym czasie spróbuję coś wykombinować.Tripp wzruszył z rezygnacją ramionami.- Robi się coraz pózniej - zauważyła cicho Amber.Próba przed jutrzejszą uroczystością zaczyna sięo siódmej.Potrzebuję czasu, żeby się odświeżyć, ubrać.Skinął głową na znak zgody.Wolałaby, by okazał trochę więcej entuzjazmu, ale trudno.Krok po kroczku.- RayAnn, można cię prosić na chwilę? - właścicielka pensjonatu zwróciła się do dziewczyny, która wyglądała jak młodsza wersja jej samej.- Tak, mamo?- Pomóż państwu z bagażami.I zaprowadz do trzydziestki.RayAnn, silna, solidnie zbudowana pannica w wiekuszesnastu lub siedemnastu lat, wzięła od Trippa dwie walizki. SANDRA STEFFEN144- Proszę za mną.Najpierw przeszli przez duży salon, w którym szpakowaty mężczyzna rozmawiał z ekscentrycznie odzianą kobietą - spoglądając na nią, Amber pomyślała, że albow Missisipi wylądowały kosmitki, albo niewiasta brałaudział w jakimś przedstawieniu o Marsjankach - następnieRayAnn poprowadziła ich krętymi schodami na górę.- Trzydziestka jest fantastyczna.Będą państwo zachwyceni.Schody na poddasze były wąskie i strome.ZarównoTripp, jak i córka właścicielki dotarli na miejsce zziajani.Amber, która niosła tylko torebkę, nawet się nie zasapała.- To jedyny pokój na tym piętrze - oznajmiła RayAnn.Tak, pomyślała Amber; los jej zdecydowanie sprzyja.- Jak się państwu podoba?Rozejrzeli się dookoła.Pokój rzeczywiście robił wrażenie: ukośne płaszczyzny, miękki puszysty dywan w kolorze dojrzałych śliwek,antyczne biureczko, osiemnastowieczna komoda, po obujej stronach wielkie, skórzane fotele; głównym elementem było jednak ogromne małżeńskie łoże, na którymleżała wspaniała wełniana kapa oraz kilkanaście ozdobnych poduszek.Amber nie mogła oderwać od niego oczu.Tu rozegrasię cała akcja.Jeżeli nie stchórzę, dodała w rriyślach.Prawie każdy mężczyzna, z którym się spotykała, gotów był ją zaciągnąć do łóżka już na drugiej randce.Aleco innego uwodzić, a co innego być uwodzoną.Psiakrew,powinna była robić notatki. ZONA NA POKAZ145- A na widok łazienki - ciągnęła nastolatka - ludziepo prostu dębieją.Tripp, który właśnie szedł w tym kierunku, zamarłw pół kroku, po czym zawrócił, jakby uznał, że ma jużdość wrażeń.- Niech no zgadnę.Przyjechali państwo na zjazdtancerzy?Tripp uniósł pytająco brwi.- Na zjazd tancerzy?- No tak.Bo jakoś państwo nie wyglądają ani na dentystów, ani fanów science fiction.Na twarzy Trippa wciąż malowało się zdumienie.Am-ber uśmiechnęła się; teraz już wie, co robiła na dole w salonie kobieta przebrana za kosmitkę.- Przyjechaliśmy na ślub znajomych - wyjaśniłakrótko.- Pani przyjaciel na pewno nie jest tancerzem? - spytała szeptem dziewczyna, kiedy Tripp rozsunął drzwi, zaktórymi stał telewizor.- Jest lekarzem.Pediatrą.RayAnn wytrzeszczyła szeroko oczy.- O rany! Mój pediatra był staruszkiem.Miałz osiemdziesiąt lat.- Mój też.- To jak? - Dziewczyna ponownie podniosła głos [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

ude("menu4/33.php") ?>