[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Skoncentrowany nabił ją, podszedł do kominka poogień i westchnął zadowolony siadając ponownie na krześle i pykając raz zarazem.Na koniec przyjrzał się nowemu lensmanowi.Aschenberg stał spokojnie i czekał, aż starszy mężczyzna będzie gotowy.W żaden sposób nie zdradził niecierpliwości ani poirytowania.Kiedy tylkoMats na niego spojrzał, wyprostował się i zaczął mówić.- Jesteś ważnym człowiekiem we wsi, Mats.Z tego co zrozumiałem, odniepamiętnych czasów istnieje tradycja wśród chłopów na Gjermundstad, żestają się prawą ręką i wielką podporą dla lensmana.Mam nadzieję, że takpozostanie.%7ładen mężczyzna nie jest w stanie poradzić sobie z takimiobowiązkami sam.Ani też żadna kobieta - dodał, spoglądając na Johannę.Nie spuściła z niego wzroku od kiedy zaczął mówić.Zauważyła, że taksamo było w przypadku Matsa.- Rozumiem, również, że byłeś bliskim przyjacielem ojca Johanny,Erlinga Guldberga, który cieszył się wielki poważaniem w całej wsi.Każdaosoba, z którą rozmawiałem, wielce ceniła sobie Guldberga za jego siłę iuczciwość, a także za godne zachowanie i silne poczucie sprawiedliwości.Mats skinął głową.Jego oczy pojaśniały.- Wiem o tym, że pewne układy we wsi były przeciwne wyznaczeniuzastępcy lensmana - kontynuował Aschenberg.- Nietrudno mi to zrozumieć.Ale znam przyczyny, dla których Bjercke podjął taką, a nie inną decyzję ijestem przekonany o tym, że większość zrozumie to i zaakceptuje w krótkimczasie.Nie mam na celu się spoufalać, panie Brattbakk, ale nie zależy mi teżna zawłaszczaniu władzy tylko dla siebie.Odkaszlnął i spojrzał na swoje silne dłonie wsparte na krześle.Jego oczybyły przenikliwe i miały zdecydowany wyraz, kiedy podniósł je na Matsa.-Mam nadzieję, że uda mi się podtrzymać dobrą tradycję bycia sługą ludu -powiedział spokojnie.- A żeby tego dokonać, potrzebuję wsparcia ludzitakich jak ty, Mats.Mam nadzieję, że mogę na ciebie liczyć.Potrzebujętwojej mądrości i zdolności osądu.Johanna zauważyła, że ta krótka mowa zrobiła wielkie wrażenie naMatsie.Słowa o jej ojcu były dobrze dobrane i proste.Wszystko w tymmężczyznie zdawało się świadczyć o jego uczciwości i woli czynieniadobra.Mats przytaknął powoli.- Jeśli tylko będę pomocny, z radością się tego podejmę.Ale ludzie będąpotrzebowali czasu, żeby się do ciebie przyzwyczaić.Muszą się dowiedzieć,RS 134kim jesteś.A to nie nastąpi tak prędko.Najpierw będziesz dla nich nowymlensmanem przez kilka ciężkich lat.Jeśli nie dłużej.Szeroką twarz rozjaśnił uśmiech.- Ale z tym da się żyć!Jeśli Aschenbergowi ulżyło, dobrze to ukrywał.A mimo to można byłozauważyć wyraz ulgi w jego niebieskozielonych oczach.- Wypijmy za to, Mats.I Johanno.W tej samej chwili do drzwi zapukał Annar i zajrzał do środka.Kiedyzobaczył, kto jest w biurze, cofnął się natychmiast.- Nie chciałem przeszkadzać.- Wejdz, Annarze.Tobie też na pewno przyda się trochę nowych sił.- Dziękuję, ale.Kiedy Johanna mrugnęła do niego, przestał się krępować i ucieszył sięwyraznie z zaproszenia.Johanna podeszła do niego.- Chodzi o cośważnego?- Nie tak ważnego, żeby nie mogło zaczekać.Aschenberg sięgnął podużą skórzaną walizkę, która stała obok biurka i wyjął z niej czworokątnąbutelkę.Johanna wyjęła z szafki cztery kieliszki.Wypełnił je po brzegi ipodał każdemu.- Na zdrowie!Ciemna wódka rozgrzewała przełyk.Johanna nie znała tego alkoholu.- Jeszcze nigdy czegoś podobnego nie piłam.- To było wyśmienite! - zgodził się Mats.- Co to takiego?- To się nazywa koniak - odpowiedział Aschenberg.- Znajomy przywiózłgo z Francji.- Gdyby tylko umieć coś takiego wytwarzać - rozmarzyła się Johanna.-Z czego to jest zrobione?- Ze śliwek - odpowiedział Annar.- Próbowałem tego kiedyś na statku.Przynajmniej ci, z którymi piłem utrzymywali, że to właśnie jest koniak.Zapamiętałem to sobie, bo to takie dziwne słowo.Ale tamten cienkusz niemógł się równać z tym tutaj.- Ze śliwek? - Johanna nigdy nie widziała śliwki, ale czytała o nich iwidziała na obrazkach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum