[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z wyjątkiem Brighta, który sprawiał wra\eniezakłopotanego, wszyscy przyglądali mu się z politowaniem.Przypominali pielęgniarki, kiedy patrzyłyna niego zza szklanej ściany.Nagle Johnny poczuł się jak chrześcijanin rzucony lwom na po\arcie.Muszę wygrać, pomyślał.Jeśli coś im powiem, mają materiał na pierwszą stronę.Jeśli nie zdołam alboodmówię próby, mają inny materiał na pierwszą stronę.- I co? - zapytał Dussault.Medalion, który trzymał w zaciśniętej pięści, kołysał się, raz w jedną86 stronę, raz w drugą.Johnny spojrzał na Weizaka, ale ten patrzył w przeciwnym kierunku.- Proszę mi go dać - powiedział.Dussault podał mu medalion.Johnny poło\ył go sobie na dłoni.Medalik przedstawiał świętegoKrzysztofa.Johnny zło\ył na nim łańcuszek i zacisnął palce na małej kupce złota.W pokoju zapadła martwa cisza.Do kilku lekarzy i kilku sióstr stojących w drzwiach dołączyliinni.Niektórzy z nich mieli na sobie codzienne ubrania, najwyrazniej wychodzili ju\ do domu.Tłumek pacjentów zgromadził się pod przeciwległą ścianą, po drodze do sali telewizyjnej napierwszym piętrze.Odwiedzający, którzy pojawiali się tu regularnie, przyszli a\ z głównej saliprzyjęć.Napięcie dosłownie wibrowało w powietrzu, jakby ktoś przeprowadził tędy kabel wysokiegonapięcia.Johnny stał nieruchomy i blady.Sprawiał wra\enie bardzo kruchego w białej koszuli i za du\ychd\insach.W prawej ręce zaciskał medalik ze świętym Krzysztofem tak mocno, \e w białym świetlelamp telewizyjnych wyraznie widać było \yły na jego dłoni.Naprzeciw niego elegancki, powa\nyDussault przyjął pozycję sędziego.Chwila ta zdawała się ciągnąć w nieskończoność.Nikt nie kaszlał.Nikt nie szeptał.- Ach! Więc to tak!Palce powoli mu się rozluzniły.Spojrzał na Dussaulta.- I co? - zapytał dziennikarz, ale jego głos nagle stracił swe władcze brzmienie.Zmęczony,zdenerwowany młody mę\czyzna, który odpowiadał na pytania reporterów, znikł tak\e.Na twarzJohnny'ego wypełzł uśmiech, ale nie było w nim ciepła.Jego błękitne oczy pociemniały.Spojrzeniemiał dalekie, zimne.Weizak dostrzegł je, poczuł chłód i skórę pokryła mu gęsia skórka.Pózniejpowiedział \onie, \e twarz Johnny'ego była twarzą człowieka przyglądającego się przez potę\nymikroskop interesującemu okazowi jakiegoś wirusa.- Ten medalik dał pan swej siostrze - powiedział Johnny Dussaultowi.- Miała na imię Anna, alewszyscy nazywali ją Terry.Starsza siostra.Kochałeś ją.Całowałeś ziemię, po której stąpała.Nagle głos Johnny'ego Smitha zaczął się zmieniać.Stał się wysokim, łamiącym się głosemdorastającego chłopca.- To dla ciebie, kiedy przechodzisz przez Lisbon Street na czerwonym świetle, Terry, albo kiedyjesteś w samochodzie z jednym z tych chłopców z uniwersytetu.Nie zapomnij, Terry.niezapomnij.Gruba kobieta, która przedtem zapytała Johnny'ego, kogo nominują demokraci, wydała z siebieprzerazliwy, cienki jęk.Jeden z kamerzystów telewizji wyszeptał ochryple:  Jezu Przenajświętszy!"- Przestań - szepnął Dussault.Jego twarz nabrała niezdrowego odcienia szarości.Wybałuszyłoczy, w ostrym świetle lamp na jego dolnej wardze zalśniła ślina.Sięgnął po medalion, który terazzwisał z palców Johnny'ego na swym złotym łańcuszku, ale w geście tym nie było nic władczego.Medalion kołysał się, hipnotycznie błyskając odbitym światłem.- Pamiętaj o mnie, Terry - błagał chłopięcy głos.- Zostań czysta, Terry, proszę, na miłość Boską,zostań czysta.- Przestań! Przesta ń, łobuzie! Johnny mówił ju\ swym własnym głosem.- To była amfetamina, prawda? A pózniej heroina.Zmarła na atak serca w wieku dwudziestusiedmiu lat.Ale nosiła go przez dziesięć lat, Róg.Pamiętała cię.Nigdy nie zapomniała.Niezapomniała.nigdy.nigdy.Medalion wysunął mu się z palców i upadł na podłogę z cichym, melodyjnym brzękiem.Szlochający Dussault padł na kolana i zaczął go szukać.Trzasnęła \arówka lampy błyskowej.Twarz Johnny'ego rozpogodziła się i przybrała normalnywyraz.Klęknął niezgrabnie obok Dussaulta.- Przepraszam - powiedział.- Przepraszam, nie miałem zamiaru.- Ty mały, cholerny oszuście! - krzyczał dziennikarz.- To łgarstwo.To łgarstwo! To łgarstwo!!! -Wymierzył Johnny'emu niezgrabny cios otwartą dłonią i Johnny przewrócił się, uderzając głową wpodłogę.Usłyszał wrzask.Widział niewyraznie, \e Dussault na oślep przepycha się przez tłum w kierunku drzwi.Wokółniego i wokół samego Johnny'ego tłoczyli się ludzie.Widział dziennikarza przez las nóg.Nagleznalazł się koło niego Weizak i pomógł mu wstać.87 - Wszystko w porządku? Zranił cię?- Nie tak, jak ja zraniłem jego.Wszystko w porządku.- Johnny próbował wstać.Pomagały mujakieś dłonie - mo\e Weizaka, a mo\e czyjeś inne.Czuł się oszołomiony, miał mdłości, omal niezwymiotował.Popełnił błąd, popełnił straszliwy błąd.Ktoś wrzeszczał cienko: gruba kobieta, która zapytała go o demokratów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum