[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Jak się panu towar podoba?  zapytał go jeden z licytatorów Tomasz Flint. Niczego sobie.Wziąłbym cały transport z wyjątkiem tej starej ruiny. Ale chcą ją sprzedać razem z chłopcem  zauważył licytator. Komu może przydać się stara wiedzma?  odpowiedział ze śmiechem handlarz.Niewarta nie tylko chleba, który trzeba jej będzie dawać, ale nawet szczypty soli. A zatem nie bierze jej pan? Oczywiście, że nie.Co ja, wariat jestem, aby płacić za taką starzyznę i utrzymywać ją!Nie, pokorny sługo, nie jestem takim głupcem. A jednak i takie znajdują swych amatorów.Ona może się jeszcze przydać do różnychrobót; przy tym sprzedadzą ją za grosze. Nawet za darmo jej nie wezmę! Szkoda, wielka szkoda! Chłopiec jest najmłodszym synem i ostatnim z licznej rodziny.Powiadają, że stara jest tak do niego przywiązana, iż umrze, gdy się ich rozłączy. Zbyt ciężko pracuję, aby trwonić pieniądze na filantropię.Zresztą już dawno powinnabyła zdechnąć; na pewno na tamtym świecie szukają jej ze świeczką.Nie ma już o czymmówić.Chłopca kupię, aby go sprzedać na plantacje.Będzie z niego korzyść. Biedna kobieta! Jakże będzie cierpiała!. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.W tej chwili nadszedł taksator.Hagar odruchowo uścisnęła syna. Nie odchodz ode mnie mój kochany.Sprzedadzą nas razem. O mamo, lękam się, że nie  odpowiedział chłopak, patrząc na nią załzawionymioczyma. Ależ na pewno  twierdziła staruszka, pragnąc przekonać nie tyle syna, co siebie samą nie może być inaczej.Umrę bez ciebie.I oto taksator oznajmił, że licytacja się zaczyna.Wkrótce wszyscy niewolnicy, z wyjątkiemHagar i jej syna zostali sprzedani po wysokich cenach, świadczących o wielkim popycie natego rodzaju  towar. Podejdz chłopcze, pokaż się!  zawołał wreszcie taksator. Niech pan nas razem sprzeda, błagam pana  zawołała Hagar. Milcz babo!  krzyknął brutalnie taksator. Nie twoja rzecz, jak go sprzedamy.Nochłopcze, podskocz trochę, pokaż swą zwinność!34 Chłopiec pobiegł do estrady, wycierając łzy, które gradem spływały mu po policzkach.Zanim rozległ się rozdzierający jęk.Albert miał wielkie powodzenie.Przetarg był bardzo ożywiony, handlarzeprzelicytowywali się, lecz w końcu zwyciężył Halley.Prócz chłopca nabył jeszcze dwóchdorosłych niewolników.Chłopak podszedł do swego właściciela ze spuszczoną głową.Ale po chwili podniósł ją ispojrzał na drżącą z przerażenia matkę. Panie miłosierny, niech pan i mnie kupi.Na miłość Boską, niech mnie pan kupi.Jaumrę na pewno, jeśli pan mnie nie kupi!  krzyczała nieszczęśliwa matka, padając Halley owido nóg i chwytając go za ręce. O wiele prędzej umrzesz, jeśli cię kupię  odezwał się ze śmiechem handlarz.Biedną staruszkę nabył sam licytator Tomasz Flint, który w duszy przyrzekł sobieuspokoić ją i ułatwić jej życie, o ile to będzie możliwe.Tłum zaczął się rozchodzić.%7łegnając się, sprzedani Murzyni otoczyli starą Hagar, którejrozpacz nie miała granic. Wszystko jest w rękach Najwyższego.Nie trać nadziei ciotko Hagar  pocieszał ją John. Jaką jeszcze mogę mieć nadzieję?  odpowiedziała nieprzytomna z bólu. Nie mów tak, droga matko  odezwał się Albert. Dzięki Bogu, że nabył cię dobry pan. Cóż mam z tego? Na co mi jego dobroć?  rozpaczała Hagar. O, Albercie, drogie mojepisklę! Ostatnie z gniazda!.Boże, co mam teraz. Zabierzcie ją!  rozkazał Halley  widzicie, że to ją tylko męczy.Zakuł kupionych niewolników w kajdany i zapędził ich do więzienia.W kilka dni potem wsiadł z nimi na statek  Piękna rzeka , odbywający kursy na rzeceOhio.Statek wesoło sunął w dół rzeki.Pogoda była rozkoszna.Gwiezdzista flaga wolnejAmeryki trzepotała w przezroczystym powietrzu.Radosna pogoda udzielała się pasażerom izałodze.Jedynie niewolnicy nie brali w tym udziału; siedząc lub leżąc na pakachbagażowych, półszeptem opowiadali sobie swoje smutne przeżycia. Chłopcy!  zawołał z góry Halley  mam nadzieję, że nie nudzicie się razem! W każdymrazie starajcie się, abym nie ujrzał ponurych gęb.Jeśli będziecie się zachowywać jak należy,to nic złego wam się nie stanie.Ale czyż mogli nie mieć  ponurych gęb , skoro oderwano ich od najdroższych osób, chybajuż na zawsze?!Na jednym z przystanków któryś z licznych ajentów Halley a wywołał go na brzeg.Wkrótce handlarz wrócił w towarzystwie Murzynki z dzieckiem.Nowa pasażerka usiadła na pokładzie i zaczęła się bawić z dzieckiem.Halley podszedł doniej i powiedział jej z obojętną miną kilka słów.Murzynka przeraziła się i zawołała: Nie, to niemożliwe! Nie mogę uwierzyć! Jeśli nie wierzysz mi, to chyba uwierzysz dokumentom  odparł Halley, pokazując jejjakiś papier. Jest to akt kupna stwierdzający, że pan twój sprzedał kobietę Lucy i jej dzieckohandlarzowi Halley owi.Nieszczęsna kobieta krzyknęła i zemdlała.Ocucona przez Halley a, zaczęła gorzko płakać. Jakże mnie podstępnie oszukano!  płakała  mój pan zapewniał mnie, że wysyła mniedo Luiswille do restauracji, gdzie pracuje mój mąż.Tak się cieszyłam, tak się cieszyłam!Wytarła łzy, przycisnęła do siebie dziecko, usiadła na kuferku i wbiła nieruchomespojrzenie w rzekę. Bogu dzięki, z tą niewiele będzie kłopotu  pomyślał Halley.Istotnie, młoda niewolnica uspokajała się w miarę oddalania od brzegu.Chłopczyk siedzącna jej kolanach ze śmiechem wyciągnął ręce do krążących w powietrzu ptaków.35  Miłe dziecko  zagadnął niewolnicę, któryś z pasażerów  ile ma miesięcy? Dziewięć i pół  odpowiedziała Lucy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum