[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Skuliłem się.W tym właśnie cały problem.Niezale\nie od tego, jak bardzosię postarasz, magowie zawsze w końcu znajdą sposób, \eby cię załatwić.- W porządku, Nathanielu - powiedziałem.- Czego ode mnie oczekujesz? Część 2Część 2Część 2Część 2NathanielNathanielNathanielNathaniel15 edwie d\inn zmienił się w gołębia i wyleciał przez okno, Nathanielzamknął je, zaciągnął zasłony i usiadł na podłodze.Twarz miał bladąL jak trup, dr\ał z wyczerpania.Przez ponad godzinę nic nie robił, tylkocię\ko oparty o ścianę tępo gapił się przed siebie.Zrobił to.Tak, zrobił to tak, jak nale\y: demon został poskromiony, znówbył w jego mocy.Teraz musiał tylko dbać o czar rzucony na puszkę - aBartimaeus będzie mu słu\ył tak długo jak on, mag, sobie za\yczy.Ju\ niemusiał się niczym martwić.Absolutnie niczym.Wcią\ sobie to powtarzał.Jednak ręce mu się trzęsły, serce boleśniełomotało, a uspokajające zapewnienia jakoś go nie przekonywały.Ze złościązmusił się, by oddychać głęboko, i mocno zacisnął dłonie, chcąc powstrzymaćich dr\enie.W ostatnim ułamku sekundy uchylił się przed Klatką Bólu.Po razpierwszy śmierć zajrzała mu w oczy.To dlatego tak reagował.Za kilka minutuspokoi się, rzuci czar, wsiądzie w autobus i pojedzie nad Tamizę.D\inn znał jego prawdziwe imię.Znał jego prawdziwe imię.Bartimaeus z Uruk, Sachr al-D\inni z Al-Arisz.Pozwolił, \eby on poznałjego imię.Pani Underwood je wypowiedziała, d\inn usłyszał i w ten109 właśnie sposób została złamana najwa\niejsza z zasad bezpieczeństwa.TerazNathaniel musiał iść na kompromis i mo\e ju\ zawsze tak będzie.Ogarnęła go panika, poczuł ucisk w gardle, niemal stracił oddech.Pierwszyraz, od kiedy pamiętał, oczy wypełniły mu się łzami.Najwa\niejsza z zasad.Jeśli ją złamiesz, ska\esz się na zatracenie.Demon zawsze znajdzie na ciebiesposób.Daj mu odrobinę mocy, a wcześniej czy pózniej cię dostanie.Czasemtrwa to latami, ale w końcu zawsze.Przypomniał sobie ró\ne słynne przypadki, o których czytał w ksią\kach.Werner z Pragi: pozwolił, by jakiś niegrozny, słu\ący mu imp poznał jegoimię, imp zdradził je diablikowi, ten przekazał je d\innowi, a d\inn - afrytowi.Trzy lata pózniej, kiedy Werner szedł przez plac Wacława, chcąc kupić sobiepieczoną kiełbaskę, uniósł go nagły powietrzny wir.Przez kilka godzinogłuszające wrzaski czarodzieja niepokoiły spokojnych mieszczan.Gdywreszcie ucichły, pokawałkowane ciało nieszczęśnika spadło na kominy iblaszane koguciki nad domami.A przecie\ gorszy los spotkał innychnieostro\nych czarodziejów: Paula z Turynu, Septimusa Manninga, JohannaFausta.Z ust Nathaniela wydobył się szloch - i ten cichy, \ałosny dzwięk wyrwałchłopca z otchłani rozpaczy i \alu.śył, a demon pozostał pod jego kontrolą.Albo się znajdzie, gdy tylko załatwi sprawę z puszką.Powinien wreszciewziąć się w garść.Wstał z trudem, taki był zmęczony.Przezwycię\ył lęk i wziął się do pracy.Znów narysował pentagram, zmienił kadzidło, zapalił nowe świece.Wkradłsię do biblioteki mistrza i sprawdził inkantacje.Do puszki po tytoniu wło\yłwięcej gałązek rozmarynu, ustawił ją na środku kręgu i zaczął rzucać czarWiecznego Uwięzienia.Po długich pięciu minutach zaschło mu w gardle, agłos się łamał, jednak na powierzchni puszki zaczęła migotać stalowoszaraaura.Rozbłysła i zgasła.Nathaniel wypowiedział imię Bartimaeusa, podałastrologiczną datę - wtedy demon miał znalezć się w zamknięciu - i zakończyłczary.Puszka znów wyglądała tak jak przed obrzędem.Chłopiec schował jądo kieszeni kurtki, zdmuchnął świece, dywanem zasłonił znaki na podłodze irunął na łó\ko.Godzinę pózniej pani Underwood przyniosła mę\owi lunch i zwierzyła musię ze swych obaw.110 - Martwię się o chłopca - powiedziała.- Ledwie skosztował kanapki.Siedział za stołem blady jak ściana.Tak jakby był na nogach całą noc.Coś gowystraszyło.albo jest chory - przerwała.- Kochanie?Underwood przyglądał się jedzeniu na talerzu.- Martho, nie dałaś mi sosu z mango.Wiesz, \e lubię go z sałatą i szynką.-Ju\ zjedliśmy, kochanie.Jak myślisz, co powinniśmy zrobić?- Kupić go.To chyba jasne, prawda? Na litość boską, kobieto.- Chodzi mi o chłopca.- Hm? Och, z nim wszystko w porządku.Po prostu jest podnieconyNadaniem Imienia.No i przyzwaniem swojego pierwszego impa.Pamiętam,jaki ja byłem przera\ony.Mistrz prawie batem musiał mnie zapędzać dokręgu.Underwood wło\ył do ust widelec z kawałkiem szynki.- Powiedz mu, \eby przyszedł do mnie do biblioteki za jakieś półtorejgodziny i nie zapomniał wziąć Almanachu.Nie, niech przyjdzie za godzinę.Będę musiał potem zadzwonić do Duvalla w sprawie tych kradzie\y, niech toszlag.W kuchni Nathaniel zjadł tylko połowę kanapki.Pani Underwoodzmierzwiła mu włosy.- Rozchmurz się - powiedziała.- Czy to Nadanie Imienia tak cię niepokoi?Nie masz się czym martwić.Nathaniel to ładne imię, ale jest te\ mnóstwoinnych dobrych imion [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum