[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A teraz podciągnij się na gałąz.Lilia skoczyła na gałąz, jakby była wilkiem.Jednak zamiast próbować wbić w nią pazury,owinęła ręce wokół gałęzi i zamachem zarzuciła na nią nogi.Po chwili siedziała już okrakiemna konarze.Odetchnęła z ulgą i wybuchnęła śmiechem.- Widzisz? Nie potrzebuję pazurów.- To było ekstra! - zawołał z góry Uldolf.Zaczerwieniona, oddychając ciężko, nagle się przestraszyła, że on zada jej pytanie opazury.Jednak najwyrazniej nic nie usłyszał.- No, chodz tu na górę! - Gestem zaprosił ją na gałąz, na której siedział, nad wodą.Naglenie miała już wrażenia, że to daleko.Skoczyła, chwyciła gałąz nad głową i zamachnęła sięciałem.Potem zrobiła to jeszcze raz.Przy każdym skoku śmiała się coraz głośniej.Wszyscy jej panowie, wszyscy nadzorcy zawsze mówili o tym, co potrafiła zrobićkudłata.To właśnie czyniło ją wyjątkową, stanowiło o jej wartości.Tę swoją część musiałaukrywać, część, która potrafiła dokonać czynów wspaniałych, krwawych i brutalnych.Niktnigdy nie powiedział jej, że to ciało, forma, którą dzieliła z chrześcijanami i poganami, byłacokolwiek warta.Zawisła na gałęzi, machając nogami w powietrzu.Jej serce biło szybko, korony drzewchwiały się wokół.Gdyby teraz się puściła, spadałaby całą wieczność.- Hej, Lilia! Dokąd?!Zobaczyła Uldolfa patrzącego na nią z dołu.Tak radośnie się wspinała, że weszła dużowyżej niż on.Uśmiechał się do niej szeroko.Przestała się huśtać.Może wcale jej nie oszukiwał.Może był przyjacielem.Zwolniłauchwyt i spadła na niższą gałąz, po czym zeskoczyła jeszcze dwukrotnie, by dostać się nakonar Uldolfa.- Rety, jeszcze nie widziałem, żeby ktoś się tak dobrze wspinał!- Naprawdę? - wydyszała Lilia, próbując opanować oddech. - Nigdy nie miałem odwagi wspiąć się tak wysoko.- Widzisz? Nie boję się.- Tym razem już nie kłamała.- Zwietnie.To teraz pokażę ci najlepsze.Wstał, chwytając się wyższej gałęzi.Kiedy już złapał równowagę, puścił gałąz i ściągnąłkoszulę przez głowę, po czym zwinął ją w kłębek i rzucił na dół.To samo zrobił z butami.Apotem zaczął ściągać spodnie.- Czekaj.co ty robisz? - Lilia pomyślała o tym, jak starannie ściągała ubranie, zanim sięprzemieniła.Czy on mógł być taki jak ona?- Nie chcę zamoczyć ubrania - powiedział już całkiem goły.Ostrożnie przeszedł po gałęzi.A potem skoczył.- Juhuuu! - krzyknął, lecąc, po czym uderzył w taflę wody z olbrzymim rozpryskiem.Lilia patrzyła na pofalowaną powierzchnię, aż wyłoniła się z niej głowa Uldolfa.- Chodz! -zawołał.Poczuła, jak znowu przyspiesza jej serce, ale nie zamierzała przed Uldolfem okazaćstrachu.Wciąż miała świeżo w pamięci to uczucie, które ogarnęło ją, gdy pochwalił jejwspinaczkę.Jeśli potrafiła zrobić tamto, mogła zrobić i to.Zdjęła ubranie i rzuciła je na dół, obok rzeczy Uldolfa.Kiedy to robiła, pomyślała nagle,jak ważne to ubranie wydawało się jej jeszcze wczoraj - prawdziwe ubranie, oznaka aprobatypana.Jak to się stało, że aprobata tego chłopca stała się dla niej ważniejsza?Wiatr owiał jej bladą skórę i poczuła gęsią skórkę.Chciała się przemienić, futro byochroniło przed chłodem.ale było to rozkoszne w sposób, jakiego nigdy nie czuła jako wilk.Przesunęła się do miejsca, z którego skoczył Uldolf, i popatrzyła na wodę.Fale migotały,odbijając błękit i zieleń.Skoczyła.Powietrze przemknęło obok niej szybko, przesuwając się po skórze i porywając włosy naboki.Wpadła do sadzawki stopami.Woda wciągnęła ją w mrozne objęcia, zmieniając jej skórę w lód.Lilia jęknęła i nabrałapełne usta wody.Jej ciało nagle zapragnęło powietrza, a nie miała pojęcia, gdzie znajduje siępowierzchnia.Uległa panice i czuła, jak ciało zaczyna reagować.Kości z trzaskiem sięwydłużały, mięśnie nabrzmiewały na plecach i w rękach, powiększały się szczęka i zęby.Oszukał nas.Musi zginąć!Nawet zdezorientowana, z ciałem krzyczącym o powietrze w zimnym mroku sadzawkiznalazła w sobie siłę, by zaprotestować: - Nie! Nie!W tym płynnym piekle słowa nie były niczym poza kolejnymi bąbelkami.Jednak jej ciałoposłuchało polecenia, mięśnie się rozluzniły, kości cofnęły do ludzkiego kształtu.Wysiłekoparcia się przemianie był wyczerpujący.Zaczęła tonąć w głębinie.Ktoś chwycił ją pod pachami.Po sekundzie głową przebiła powierzchnię.Kaszlała,charczała i wciągała pełne płuca powietrza.Uldolf ją podtrzymywał i nawet w wodzie czułajego strach.- Nic ci nie jest?Zamrugała, uświadamiając sobie, że żyje.- To miało być fajne?! - Oderwała się od niego i znowu zaczęła tonąć.Chwyciła się jedynego obiektu w zasięgu ręki, obejmując Uldolfa.Oboje na chwilęzanurzyli się pod powierzchnię, ale on w jakiś sposób zdołał wydobyć ich na górę.- Boję się - wyszeptała Lilia.- Przepraszam.Czemu nie powiedziałaś, że nie potrafisz pływać?- Pływać?* * *Uldolf cierpliwie ją uczył.Po południu zebrała się na odwagę, wspięła się i skoczyłajeszcze raz.Tym razem nie spanikowała, zdołała się opanować, machaniem nogamiwydobywając się z głębiny.Przebiła powierzchnię sadzawki i roześmiała się, wytrząsającwodę z włosów.- Szybko się uczysz! - rzucił Uldolf, a ona zaczerwieniła się z dumy i ledwie zdołaławyszeptać podziękowanie.W końcu Uldolf popatrzył na niebo i powiedział, że za chwilę musi wracać do domu.Wyszedł na brzeg i ruszył do głazu.Lilia pobiegła za nim.- Naprawdę musisz iść?Obejrzał się przez ramię.- Tak.- Odwrócił wzrok.- Dostanę za swoje, jeśli nie wrócę z innymi dzieciakami.Mamkawał drogi do tych głupich krów.I muszę wysuszyć włosy.Usiadł przy podstawie głazu, podciągając kolana do brody.Lilia usiadła obok niegodokładnie w ten sam sposób.Choć było ciepło, zadrżała.- Chciałabym, żebyś mógł zostać.- Nie masz pojęcia, jak tata by mnie zbił, gdyby myślał, że próbuję uciec z domu. Kiwnęła głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum