[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego mętnobrązowe oczy płonęły z podniecenia.- Wszystko dograłem w szczegółach, Kay - powiedział.- Przed odjazdem zapakuję większość rzeczy do furgonetki.W ten sposób natychmiast po powrocie będziemy mogli wziąć ślub i zjeść weselny obiad.Musi to być obiad, gdyż nie mogę czekać aż do wieczora.A zaraz potemwyjeżdżamy.Zostawię wiadomość na automatycznej sekretarce, że jadęna długi urlop.Zawiadomię dziś rano moich najlepszych klientów, że siężenię.W ten sposób nikomu nie wyda się dziwne, że długo nie wracam.- Był najwyrazniej zadowolony ze swoich planów.Pochylił się i pocałował ją w czubek głowy.- Może kiedy urodzisz dziecko, pojedziemy z wizytą do mojej matki.Zawsze się ze mnie śmiała, kiedy mówiłem jej, żenie wychodzi mi z dziewczynami.Mawiała, że jedyna dziewczyna, jaka zemną zostanie, to związana.Założę się jednak, że kiedy zobaczy, jaka jesteś piękna i jak bardzo kochamy nasze dziecko, to mnie przeprosi.Nie pozwolił Kay ubrać się przed śniadaniem.- Wystarczy, że włożysz szlafrok.Napięcie widoczne w jego postawie osiągało coraz wyższy poziom,toteż Kay nie miała ochoty chodzić przy nim w szlafroku i przezroczystej,przylegającej do ciała koszuli nocnej.- Donny, jest strasznie zimno.Pożycz mi na razie swój płaszcz.Zostawił dwa komplety sztućców, dzbanek do kawy, toster i dwa talerze.Całą resztę już zapakował.- Większość czasu spędzimy w namiotach i domkach letniskowych,zanim dotrzemy do Wyoming, Kay.Lubisz wakacje w surowych warunkach, prawda? Musiała przygryzć wargę, żeby powstrzymać się od histerycznegośmiechu.Do tej pory za  surowe warunki" uważała wynajęte umeblowane mieszkania, często bardzo atrakcyjne.Mike, Mike.Wspomnienieimienia męża zmieniło wzbierający śmiech w potok łez.Nie rób tego,ostrzegła się.Nie rób tego.- Płaczesz, Kay?Donny przechylił się przez stół i przyjrzał się jej uważnie.Jakimś cudem zdołała stłumić pragnienie płaczu.- Oczywiście, że nie.- Zdołała powiedzieć to z kokieteryjnym westchnieniem.- Każda panna młoda ma stracha przed ślubem.- Dokończ śniadanie, Kay.- Donny wyszczerzył zęby, szeroko otwierając usta, co stanowiło karykaturę uśmiechu.- Musisz się spakować.-Wyciągnął jaskrawoczerwoną walizkę.- Niespodzianka! Kupiłem ją dlaciebie.- Nie chciał jej jednak pozwolić na włożenie koszulki z krótkimirękawami i dżinsów.- Nie, Kay, zapakuj wszystko oprócz swojej sukniślubnej.O wpół do dziesiątej odjechał, obiecując, że wróci najdalej za dwielub trzy godziny.W saloniku stały jego dwie stare walizki obok jej nowej, czerwonej.Na ścianach pozostała jedynie powiększona do formatuplakatu fotografia ich obojga z balu absolwentów. Złożymy przed niąprzysięgę", zapowiedział Donny.Ażurowa suknia była za ciasna i piła w ramionach, a potem rozdarłasię, gdy Kay sięgnęła po śrubokręt między sprężyny sofy.Chwyciła gow dłoń, następnie odłożyła i starannie porwała na strzępy kartkę, na której Donny napisał dla niej małżeńską przysięgę.I tak zamierzał ją zabić.Równie dobrze mogła mu się sprzeciwić od razu, tutaj, gdzie jej ciało zostanie kiedyś odnalezione i wtedy Mike wreszcie przestanie jej szukać.Ze zrodzonym z desperacji spokojem wzięła z powrotem śrubokrętdo ręki, wstała z sofy i podeszła do metalowej płyty, ciągnąc za sobą ciężki łańcuch.Przykucnęła, odkręciła już obluzowaną śrubę, upuściła ją napodłogę i wetknęła szpic narzędzia w rowek na główce drugiej śruby -tej, która zaczęła się ruszać poprzedniego wieczora.Mike przyjechał do domu 0'Neilów o dziewiątej.Był piękny, rozjaśniony słońcem czerwcowy dzień.Niedorzeczne, żetakiego dnia coś może się nie układać, pomyślał Mike.Jak we śnie zobaczył młodego mężczyznę na sąsiednim trawniku, włączającego zraszacz.Dookoła niego ludzie zajmowali się normalnymi w sobotni poranek pracami lub wybierali się na wycieczki z dziećmi albo na partię golfa.Mike dla odmiany przez minione trzy godziny rozlepiał kolejne zdjęcia Kay nasłupach telefonicznych w pobliżu okolicznych klubów pływackich.Zastukał do siatkowych drzwi, po czym sam wpuścił się do środka.Pozostali zebrali się już przy kuchennym stole: Virginia i Jack 0'Neil,Jimmy Barrott, trzy koleżanki Virginii z klasy.Mika przedstawiono Marian Martin.Natychmiast wyczuł, że w pokoju panuje wzmożone napięcie.Bojąc się zapytać, o co chodzi, popatrzył na Jimmy'ego Barrotta.- Niech pan mi powie, czego się dowiedzieliście.- Niczego nie wiemy - odrzekł detektyw.- Uważamy, że pani Martinmogła dostrzec kogoś ukrywającego się koło ścieżki, gdy Kay zbierała siędo powrotu z pikniku [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum