[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- A ja ci mówię - krzyczała stara Wasilczukowa - żebyś doniego tak nie przewracała gałami.Chłop jest zawsze chłopem.Zrobi swoje i pójdzie w czorty, a ty się z dzieckiem zostaniesz.Ikto cię wtedy weźmie?- Niech mi mama da spokój - powiedziała czerwona zgniewu dziewczyna.- Co to ja nie wiem, czy jak?Mamie się zdaje, że ja zawsze mam dziesięć lat.- Rób, jak uważasz.Jak się sama nie upilnujesz, to ja cię nieupilnuję.Ale żebyś potem nie żałowała.- Co mama chce ode mnie? Co to ja lize do niego na siano,czyjak? A zresztą przecie on tu nie będzie wiekował.Pójdzie doNiemiec i tyle go będziemy widzieli.- Oj, żeby to się jak najprędzej stało - westchnęłaWasilczukowa.Downar zsunął się na dół po sianie.Zeskakując na klepisko,poczuł pod nogami miękki grunt.To go zdziwiło.Klepisko byłotwarde, mocno ubite.A pod samą ścianą.Pod samą ścianąziemia była niedawno poruszona.Ktoś tu musiał kopać.Należało to zbadać.Zaczekał do wieczora.Kiedy w chacie zgasło światło,wyszedł ostrożnie z szopy i z małej komórki przyniósłnajostrzejszą łopatę.Wrócił i ostrożnie, bardzo ostrożnie zacząłkopać, przyświecając sobie latarką.Kopał dość długo.Wreszciena prawie metrowej głębokości łopata szczęknęła o metal.Wsunął rękę i wyjął żelazną puszkę.Otworzył ją bez trudu.Wgrubą, przesyconą tłuszczem szmatę owinięty był ciężkirewolwer bębenkowy dużego kalibru.Obejrzał go uważnie,wytarł chustką z oliwy i wsunął do kieszeni.Następnie wrzucił do puszki kilka kamieni i zakopał ją wtym samym miejscu, zacierając starannie wszystkie ślady.Skończywszy z tą robotą, otrzepał ubranie i wdrapał się nagórę, na siano.Leżąc z podłożonymi pod głowę rękami, patrzył w ciemność.Niespokojne, gorączkowe myśli nie dawały mu zasnąć.Cochwila miał ochotę zerwać się z posłania i jechać do Warszawy,żeby sprawdzić swoje domysły, które właściwie były dośćfantastyczne.Jak wykazała ekspertyza pocisków, Borecki iAnna zostali zabici z tego samego rewolweru kalibru jedenaściemilimetrów.Że morderca strzelał z broni bębenkowej,potwierdzał to jeszcze fakt, iż w obydwóch wypadkach nieznaleziono łuski.Do Anny strzelał z tego rewolweru i zpistoletu Szymańskiego kalibru siedem sześćdziesiąt dwa.Dlaczego użył i rewolweru, i pistoletu? Trudno było odgadnąć.Być może, że w ten bardzo prymitywny zresztą sposób chciałrzucić podejrzenie na Szymańskiego.Wykopany w tej budzierewolwer to austriacki jede-nastomilimetrowy gasser.Ciekawebyłoby sprawdzić, czy Borecki i Anna nie zginęli właśnie z tegorewolweru.Ale kto mógł być mordercą? Stary Wasilczuk?Wykluczone.On był dobry do przerzucania ludzi przez granicę,ale nie do takiej roboty.Po lesie poruszał się swobodnie.WWarszawie zgubiłby się i straciłby głowę.Nie, nie, to nie miałosensu.Sen nie przychodził.Zeskoczył na klepisko i wyszedł przedszopę.Sięgnął po papierosy.Bał się palić na suchym sianie.Spodziewał się tutaj znaleźć jakiś trop Stasiaka.Zupełnieprzypadkowo wykopał ten rewolwer, który skierował jego myśliw inną stronę.Już teraz wiedział, że stary Wasilczukprzeprawia ludzi przez Odrę.Ajeżeli trudni się tym zawodowo,to z łatwością może mieć jakieś powiązanie z organizacjąszpiegowską.Któryś z bandy mógł zakopać u niego tenkompromitujący rewolwer, licząc na to, że kiedyś jeszcze sięprzyda.Rozumowanie było ostatecznie prawdopodobne,chociaż niezbyt przekonujące.Downar skończył papierosa i wrócił na siano.Przy śniadaniu Wasilczuk stwierdził:- Będziesz musiał jeszcze zaczekać kilka dni.- A bo co?- Bo przygotowują dla ciebie dokumenty, kosztować będąpięć patyków.- Mniejsza o to.Niech kosztują.A jak z przerzutem? Staryposkrobał się za uchem.Właściwie pozbył się już wszystkichobaw i podejrzeń co do tego faceta, ale ciągle jeszcze trudno mubyło się zdecydować.- To ty naprawdę chcesz iść na tamtą stronę?- No pewnie.A co tu wysiedzę? Mam już dosyć.- Tak ci tu u nas źle?- Źle nie jest.Ale trzeba się do czegoś zabrać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

") ?>