[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Potem skierowała wierzchowca na północ.Zawahał się,gotów złapać za lejce, wiedział jednak, że powstrzymując ją przed odjazdem,niczego w tej chwili nie zmieni.- Gwendolyn.- %7łegnaj, Jasonie - powiedziała, odwracając się od niego na dobre.Jason stał na pustym dziedzińcu i patrzył, jak się oddala, nie oglądając się anirazu za siebie.16Wrócił powoli do domu, zmierzając do salonu akurat w chwili, gdy bratz niego wychodził.Bracia dostrzegli się jednocześnie i przystanęli.- Szedłem cię poszukać, sprawdzić, czy mogę ci jakoś pomóc - powiedziałJasper.Jason pokręcił głową.- Za pózno.Odjechała.- Nie muszę pytać, jak ci poszło.Widzę to na twojej twarzy.Jason odsunąłkosmyk włosów z oczu.Był bardziej wstrząśnięty, niż chciał to okazać.- Muszę się napić.Wszedł do salonu, skierował się do karafki z whisky i nalał sobie pełnykieliszek.Jednak po pierwszym łyku odstawił go z obrzydzeniem.- Nie pomaga, co?Odwrócił się.Brat usiadł w fotelu przy niezapalonym kominku, patrząc naniego ze współczuciem.- Dlaczego kobiety są takimi upartymi, uczuciowymi stworzeniami? -zapytał Jason, podchodząc do kominka. Jasper wzruszył ramionami.- To część ich natury, ich czaru i uroku.- To akurat nie wydaje mi się w najmniejszym stopniu czarujące - burknąłJason.- Czy to oznacza, że masz zamiar dać sobie spokój z tą kobietą?- Do diabła, nie! - Jason czuł, jak krew kipi mu w żyłach.- Pamiętasz, żebymkiedykolwiek pozwolił kobiecie wygrać ze sobą?Jasper się zastanowił, wpatrując się w skupieniu w twarz brata.- Na ogół twoje przygody przebiegały tak, jak się spodziewałeś, jednak kilkarazy, jak sądzę, zakończyły się inaczej, niż planowałeś.Przypominam sobiepewną baletnicę, która odeszła ze szmaragdowo-brylantową kolią i takim samymdiademem, które musiały kosztować całą twoją kwartalną pensję.Była teżrubensowska śpiewaczka operowa.- Użyłem metafory.- Jason się skrzywił, siadając na krześle naprzeciwkobrata.- Co z Elizabeth?Jason zastanawiał się chwilę, wyciągając długie nogi w stronę zimnej kratykominka.- Miałem dwadzieścia dwa lata, Jasperze.Zakochałem się po raz pierwszy,byłem pewny siebie, zarozumiały.I zbyt zatopiony we własnych uczuciach,pragnieniach i potrzebach, żeby zdać sobie sprawę, że Elizabeth nieodwzajemniała mojej miłości.Przyznaję, że zle przyjąłem odrzucenie, a potemwykorzystywałem tę ranę, żeby usprawiedliwić swoje skandaliczne zachowanie.- A teraz?Jason siedział, patrząc na brata, ale pogrążony we własnych myślach.- Podjąłem decyzję, żeby zmienić swoje życie, zanim tu przyjechałem.Zanimpoznałem Gwendolyn.Nie jestem pewien, dlaczego.Może to, że zobaczyłem,jak bardzo ty i Claire jesteście szczęśliwi, dało mi impuls, żeby wreszcie sięzmienić, dojrzeć, zacząć w końcu postępować odpowiedzialnie.- Westchnąłciężko.Dziwne, ale przedtem samotność nigdy mi nie przeszkadzała, a potem nagle zrozumiałem, że chcę czegoś więcej od życia.Ale nie byłem pewien, co tojest to więcej, dopóki nie spotkałem Gwendolyn.Przy niej wszystko stało sięjasne.Nie chciał więcej od życia.Był dżentelmenem z urodzenia, ale niezachowywał się stosownie przez wiele lat.Kochał Elizabeth i zraniony jejodmową nie chciał już kochać.Nie chciał zależeć od kogoś, ufać i tęsknić.Dbałtylko o siebie, robił, co mu się podobało i kiedy mu się podobało, nie przejmującsię konsekwencjami.Jasper zmrużył oczy w zamyśleniu.- Czy Gwendolyn czuje do ciebie to samo? Jason wykrzywił usta w ponurymgrymasie.- Porzuć tę zgnębioną minę.Nauczyłem się paru rzeczy o kobietach odczasów Elizabeth.Gwendolyn żywi wobec mnie głębokie uczucia.Jasper uśmiechnął się kpiąco.- Tak, widziałem na własne oczy, co do ciebie czuje.- Była wzburzona, poznawszy prawdę - powiedział Jason.- Wiem, że bardzojej na mnie zależy.To cudowna kobieta.Dobra, szlachetna, kochająca i przedewszystkim, moralna.Musi mnie kochać, inaczej nigdy by nie.Jason urwał nagle, zdając sobie sprawę, że wyjawił za dużo.Nastąpiła krótka,ale bardzo znacząca cisza.Miał nadzieję, że ta chwila minęła bezpiecznie, alejedno spojrzenie na wściekłą twarz brata go przekonało, że Jasper zrozumiałniedomówienie.- Nie powiesz chyba, że zaciągnąłeś ją do łóżka? Nie wtedy, kiedy udawałeśmnie!- Odmawiam odpowiedzi na to wulgarne pytanie - odparł Jason, przejętypoczuciem winy.- Chodzi o reputację damy.- Jeśli moja żona dozna upokorzenia z twojego powodu, uduszę cię - oznajmiłJasper groznym głosem.- Claire w żaden sposób na tym nie ucierpi.- Jason, który podniósł sięprzedtem z krzesła, usiadł z powrotem, wzdychając.- Rozumiem, że chceszchronić żonę, ale reszta nie ma znaczenia.Zawsze zbyt wiele uwagi poświęcałeś swojej bezcennej reputacji i temu, co inni o tobie myślą, Jasper.Todenerwujące.- A ty za mało się tym przejmujesz - odparował brat, z błyskiem w oczach,opuszczając kąciki ust w grymasie dezaprobaty.Obaj zamyślili się na chwilę, potem napięcie w pokoju odrobinę zelżało.- Ktokolwiek powiedział, że blizniacy myślą i postępują tak samo, byłkompletnym głupcem - stwierdził Jason, siląc się na lekki ton.Jasper zerknął w jego stronę.- W istocie.Jason wiercił się niespokojnie.Był poirytowany i niezbyt dumny ze swoichpostępków.- Kocham Gwendolyn.I będę o nią walczył, bez względu na to, ile mnie tobędzie kosztować.- Nie wyglądała na szczęśliwą, kiedy stąd wypadła.Być może czeka ciędługie oblężenie.- Wiem.- Jason, choć bardzo się starał, nie zdołał stłumić rozczarowaniaw głosie.Nagle na twarzy Jaspera pojawił się szeroki uśmiech.- To wielka przyjemność widzieć, że zachowujesz się w ten sposób.- Jak zakochany dureń?- Nie, jak mężczyzna, który ma jakiś cel, chce coś osiągnąć i nie przejmujesię przeszkodami.Jason pozwolił sobie na słaby uśmiech.- Wolałbym, żebyś dodawał mi odwagi, bracie.A nie zmuszał, żebymdostrzegł ponurą rzeczywistość.- Gdybym uprawiał hazard, postawiłbym na ciebie - powiedział Jasperz lekką ironią.- Dziękuję.- Jason skłonił głowę, zadowolony, że znów rozmawiają bezgniewu.Nie znosił kłócić się z bratem.W przeszłości zdarzało się to zbyt często. - Zmieńmy temat - zaproponował Jasper.- Opowiedz mi, co się tutaj działo.Poza tym, że podszyłeś się pode mnie, rujnując moją reputację wśródmiejscowych i dobre imię u służby.- Poza jednym incydentem, o którym nie wspomnę, wszystko poszło jaknajlepiej.Choć nie osiągnąłem jeszcze tego, co chciałem.Nie wyjaśniłem dokońca kwestii brakujących pieniędzy.Wargi Jaspera drgnęły.- Twoja maskarada nie była zbyt udana.Snowden wiedział, kim jestemw chwili, kiedy otworzył mi drzwi.- Oczywiście, że wiedział, kim jesteś - powiedział kpiąco Jason.- Jesteśmyblizniakami.Jasper pokręcił głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum