[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Teraz Parvez przemawia publicznie i jest wybitnymczłonkiem Klubu Rotariańskiego (oddział leicesterski).Plus ęa change!piąłek 14 grudniaNazbierały się góry rzeczy do prania i dziś rano musiałem szukać czystych slipek.W trakcieposzukiwań otworzyłem szufladę z bielizną Daisy i znalazłem trzy pary kompletów majtek zestanikami z czarnej, czerwonej i białej koronki.Były o klasę lepsze od jej starych, poszarzałych wpraniu majtek i biustonoszy.Wreszcie wygrzebałem jakieś bokserki z góry rzeczy przeznaczonych do prasowania.Kiedy Daisy zamierza zająć się brudami? To dość łatwe - musi tylko wrzucić rzeczy dopralki, wsadzić tabletkę z detergentem do małej siatkowej torebeczki i nacisnąć guzik.Co w tymtrudnego? A co do prasowania, każdy głupi potrafi suwać żelazkiem po ubraniach, prawda?Po drodze na terapię spytałem matkę, co powinienem kupić Daisy pod choinkę.Matka odrzekła bez wahania:- Torebkę od Marca Jacobsa - pikowaną, połyskliwą, z dwoma rączkami, łączącą wsobie klasyczny chłód ze złotymi okuciami.- Brzmi to dość drogo - zauważyłem.- Owszem - przyznała matka wymijającym tonem.-Ale ona to właśnie chce dostać.Byłem jej wdzięczny.Zaoszczędziła mi godzin łażenia po sklepach.Poprosiłem, byzamówiła mi tę torebkę w in-ternecie, i dałem jej swoją kartę Visa.Anthony jest w prywatnym szpitalu w Leicesterze, gdzie robią mu przeszczepy skóry.Jegorodzice sprzedali jeden ze swoich warzywniaków, by za to zapłacić.- To bardzo miłe ze strony rodziców - powiedziałem Sally.- Niezupełnie - odparła.- Oni się go boją. soboła 15 grudniaW drodze na terapię matka spytała:- Kiedy dasz mi trochę forsy na benzynę?Wprawiło mnie to w osłupienie.Jak można być tak wyrachowanym?Zwróciłem jej uwagę na fakt, że wkrótce będę bezrobotny i w tej chwili potrzebny mi jestkażdy pens z moich zarobków.- Ale stać cię na wyrzucanie forsy na torebkę od Marca Jacobsa dla twojej pracującejżony - rzuciła sarkastycznie.- Oddała mi moją kartę Visa i dodała: - Securicor dostarczy torebkędziś rano.Twój ojciec odbierze przesyłkę i schowają gdzieś tak, by Daisy nie zauważyła.Securicor! Dlaczego dostarczają torebkę? Przecież zajmują się dostawą wyłącznie bardzodrogich przedmiotów.Glenn i Finley-Rose są zaręczeni.Zadzwonił do mnie, gdy byłem w drodze na terapię.- Jeśli oberwę w Afganistanie, Finley dostanie wdowią pensję - powiedział.Myślę, że to zbyt daleko posunięty pragmatyzm.niedziela 16 grudniaPolewając gorącym gęsim sadłem pieczone ziemniaki, spytałem Daisy, co powinienemkupić matce pod choinkę.Przerwała szatkowanie marchewki i odparła:- Chciałaby srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie róży z różowego kwarcu.- Gdzie ja coś takiego dostanę? - zmartwiłem się.- Na stronie internetowej Tiffany'ego - odparła.- Tego ze Zniadania u Tiffany 'ego! - upewniłem się.- Tak - powiedziała.- Twoja matka czekała, aż ojciec kupi jej coś u Tiffany'ego odczasu, gdy poszli razem na ten film w roku sześćdziesiątym pierwszym.Po wyjściu z kina obiecał,że jeśli za niego wyjdzie, na każde urodziny będzie jej kupował coś z biżuterii od Tiffany'ego.Włożyłem ziemniaki z powrotem do piecyka i powiedziałem:- Cóż, jeszcze jedna złamana obietnica.Mijając Daisy, spytałem, czy mogłaby trochę równiej kroić marchewki.Zwróciłem jejuwagę, że niektóre kawałki są cienkie jak opłatek, a inne posiekane w grubą kostkę.Moja żona nie przyjmuje żadnej krytyki.Ku memu absolutnemu zaskoczeniu wpadła w szał i zaczęła chodzić pokuchni, tupiąc i wymachując dziko naszym najostrzejszym nożem do siekania warzyw.Od marchewek" przeszła do mojego  egocentryzmu" oraz  doktor Pearce", a potem do  Pandory".Zatrzymała się na chwilę na mojej obsesji na punkcie  śmierdzących starych książek", a potempogalopowała wprost do  przestałeś być mną zainteresowany emocjonalnie, seksualnie iromantycznie".Potem zamilkła i poczęła gwałtownie szlochać.Weszła Gracie, która spojrzała na mnie z wyrzutem i powiedziała:- Jak mama będzie przez ciebie płakała, pójdziesz do więzienia.Powiedziałem małej, żeby się nie wygłupiała, bo nikt nie idzie do więzienia za krzyki.- A właśnie że tak - zaperzyła się.- Widziałam w programie policyjnym The Bill.- Nawet nie możemy się spokojnie pokłócić! - wrzasnęła Daisy.- Albo Gracie namprzerywa, albo twoi rodzice podsłuchują przez ścianę działową.- Dlaczego zaczęłaś nagle kupować komplety koronkowej bielizny? - ryknąłem.To pozwoliło jej rozwinąć kolejną tyradę na temat mojego  skąpstwa" oraz antyspołecznego i podejrzanego zachowania", potem zaś wykrzyknęła niewybaczalne słowa:-A twoja pisanina to śmiech na sali.W porównaniu z tobą Barbara Taylor Bradford tonoblistka.Nie umiałbyś dzięki pisaniu wyjść z plastikowej torebki.Zastanów się, Adrianie:dlaczego nikt nie chciał wydrukować ani puścić w radiu czy telewizji niczego, co napisałeś w ciąguponad dwudziestu pięciu lat?Nie raczyłem jej odpowiedzieć.Wziąłem najcieplejszy płaszcż, rękawiczki, szalik,kominiarkę i wyszedłem z domu, rzucając przed zatrzaśnięciem drzwi:- Wychodzę na jakiś czas.Niestety było wpół do czwartej, prawie ciemno, więc przeszedłem się parę razy tam i zpowrotem po drodze, po czym wróciłem do domu, gdzie z zaskoczeniem zobaczyłem, że jestdopiero pięć po czwartej.Nie odzywałem się do Daisy tego wieczoru, oprócz tego że dałem jej swoją kartę Visa zesłowami:  na naszyjnik".poniedziałek 17 grudniaNa terapii powiedziałem Sally, że odczuwam niezmierny dyskomfort podczas oddawaniamoczu. - Jak niezmierny w skali od jednego do dziesięciu? -spytała.- Jestem pisarzem, Sally - powiedziałem.- Bardzo starannie dobieram słowa.- Ale masz również skłonność do przesady, Adrianie - zauważyła.Dlaczego wszystkie kobiety w moim życiu są takie trudne? Mężczyzni nie poprawiająmnie, gdy mówię, nie krytykują mojego charakteru ani nie oskarżają o obojętność seksualną.Po terapii poszedłem do księgarni i zdziwiłem się na widok rojącego się tam tłumku.Okazało się, że to kompani Bernarda od kieliszka.Obiecał im pięćdziesięcioprocen-tową zniżkę nawszystkie książki bożonarodzeniowe.Zauważyłem, że wiele wybranych tytułów miało jakiśzwiązek z alkoholem.Jeden z kumpli Bernarda kupił sztukę Dni wina i róż dla swojej matki.włorek 18 grudniaOdczuwam napięcie z tego powodu, że nie rozmawiam z Daisy.Jesteśmy jak dwojegłuchoniemych.Porozumiewamy się znakami i cichymi pomrukami.Wkrótce będę musiałprzerwać milczenie, bo muszę omówić z nią przygotowania do świąt.W drodze na terapię spytałem matkę, czyjej zdaniem jestem dobrym pisarzem.Nieodpowiadała przez długi czas, potem lis przebiegł nam drogę i musiała gwałtownie zahamować.Gdy znów ruszyliśmy, powtórzyłem pytanie:- Czy jestem dobrym pisarzem, mamo?- Lubię niektóre twoje rzeczy - odparła wymijająco.Zażądałem, by wymieniła jakiś utwór.- Kran mi się podobał - przyznała, cytując: -  Z kranu ciągle kapie, znowu spać niemogę.Do rana nam całkiem zaleje podłogę".- Podoba ci się banalny wiersz, który napisałem, gdy miałem trzynaście lat i trzyczwarte! A co z moimi pózniejszymi dziełami?Dzienniczku, kusiło mnie, by wyznać, że czytałem Dziewczynę zwaną gównem i poradzićjej, by nie kontynuowała tego skazanego na niepowodzenie projektu, ale zmilczałem.Pózniej tego ranka poszedłem do szkoły podstawowej Mangold Parva na jasełka.Daisy jużtam siedziała w pierwszym rzędzie, obok mojego ojca na wózku.Trzymał przenośną kameręwideo.Usiadłem między nimi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum