[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Potrząsnęłabojazliwie głową. Był zapewne u ciebie i pożegnał się z tobą, zanim opuścił dwór?Aasta wybuchnęła płaczem: Nijakiej przyjazni nie było między mną a Eirikiem, gospodarzuOlafie. Prawda, chłopak żartował z nią niekiedy, był wesoły i zuchwały,ale dobry.A widząc kwaśny, niedowierzający uśmiech gospodarza,zaniosła się głośnym płaczem i zaklinała się na wszystkie świętości, żenie zapomniała jeszcze dotychczas rad swych zacnych rodziców: jej cześći dobre imię są bez zmazy i hańby. No, jeśli w ten sposób pozwolisz się obłapiać młodzieniaszkom,jakem widział niedawno, niedługo zachowasz cześć i dobre imię  odparłOlaf szorstko. Idz teraz i wypłacz się na dworze.Tak więc nie pozostało mu nic innego, jak patrzeć w twarz własnejrozpaczy.Przez cały dzień łamał sobie głowę nad tym, aby znalezćodpowiedz na pytanie, co Eirik mógł zrobić& Chłopak odszedł z domu w luznym okryciu z kapturem, zabrał swój miecz i włócznię.Koszulęmiał zawsze spiętą małą złotą szpilką, a kubrak  wielką klamrą, na palcunosił pierścień z czerwonym agatem.Jeśli więc udał się do miasta, mógłzapewnić sobie na jakiś czas miejsce w gospodzie, sprzedając jeden ztych klejnotów.Być może, poszedł do Klausa Wiepharta lub do płatnerza,albo do jednego z klasztorów.A może nadarzyła mu się sposobnośćpopłynięcia fiordem do Tunsberg? Mogło być i tak, że chłopcu wpadłodo głowy poszukać szczęścia w grodzie, gdzie kręciło się tylu dowódcówi rycerzy.Czasami Olaf próbował podsycać w sobie znowu pierwszerozgoryczenie z powodu ucieczki Eirika&Po nocach jednak leżał bezsennie i nie potrafił odegnać myślikrążących bez ustanku wokół pytania, co mogło przytrafić się Eirikowi?Mógł zabłądzić we mgle owej nocy, mógł spaść ze skały.Syna gospodarzaz Hestviken znało przecież tylu ludzi  niemożliwe więc było, abyzniknął, jakby się zapadł w ziemię& Zaczarowany, zaklęty, usidlanyprzez złe moce? Olaf przypomniał sobie teraz to wszystko, co Erikopowiadał w dzieciństwie, jak to obcował z  tamtymi & Może jednakbyła w tym jakaś cząstka prawdy, jeżeli nawet reszta była kłamstwem? Amoże znalazł się w dzień po ucieczce na fiordzie? Owego dnia na fiordzieutonęło kilka łodzi.Zresztą i drogi z jednej gminy do drugiej nie byłytak pewne, aby nie przedstawiały niebezpieczeństwa dla samotnego,dobrze ubranego i noszącego klejnoty wyrostka.Chodziły nawet słuchyo zbójach na północy, w puszczach Gerdarud.A może, może& Olaf znałdoskonale humory Eirika, chłopak przerzucał się szybko i gwałtownie odzuchwalstwa do smutku.Nie mógł jednak aż tak wziąć sobie do sercaojcowskich razów, aby rzucić się do wody&Inguno, Inguno, moja Inguno, pomóż mi, gdzie jest chłopiec?Jezu, Maryjo, gdzie jest Eirik?Olaf ukląkł na posłaniu z głową w splecionych dłoniach, oparł czoło o twardy kant łoża&  Nie dla siebie błagam o zmiłowanie.PannoNajświętsza, ja sam wyuczyłem chłopca tych modlitw, gdy był jeszczemaleńki, pamiętaj o tym.Od tej pory upłynęło już wiele, wiele lat& Nie wiedział, czy Eirikpamięta bodaj jeden pacierz.Lata minęły, odkąd Olaf myślał o tym, abyuczyć dzieci modlitwy.Cecylii nie uczył nigdy, zostawił to pani Maercie.Doszło do tego, że nie śmiał i nie mógł.Ale Boże, mój Boże, chyba dziecinie będą musiały pokutować za to! Prosił Boga, aby wziął Eirika podswoją opiekę, prosił Matkę Boską o orędownictwo u Syna, modlił się doświętego Olafa i świętego Eirika, do których jeszcze nigdy się nie zwracał.Chwilami spływał na niego spokój& Niechaj się z nim samym stanie,co chce, byleby tylko ten chłopak, syn Inguny&O Cecylii nie myślał nigdy w ten sposób  była zarówno córką jego,jak Inguny.Nie mógł już dłużej przeciwdziałać temu, aby czeladz nie mówiła oucieczce Eirika.Sam nie odzywał się prawie wcale, tylko nasłuchiwał,zesztywniały z napięcia, czy inni nie dowiedzieli się już o czymś&Słoty trzymały się uporczywie.W wilię Bożego Narodzenia wicherświstał w kościele, chwilami, gdy huragan wzmagał się, płomienie świecpochylały się w oświetlonym prezbiterium.Wówczas przestrzeń nad nimipogrążała się w cieniu, ciężkie drzwi drżały i stukały okiennice.Jak gdybyburzliwe moce całą siłą nacierały na zasuwy i rygle, aby przeszkodzićświętej czynności, dokonującej się w prezbiterium.Wiatr wył i huczałdokoła węgłów, potężny dziki szum szedł w koronach jesionów nastarych grobach za cmentarzem.Poprzez huk i ryk burzy dzwięczał kościelny śpiew osobliwie łagodnie i mocno niby lśniąca smuga nurtu wniespokojnym morzu&Kiedy rozdzwoniły się srebrne dzwonki i cała gmina padła na kolana,a w prezbiterium rozległo się Sanctus, sanctus, sanctus  nastała cisza.Płomienie świec wyprostowały się, malowane postacie na tynkowanychścianach zajaśniały, zdawały się ożywać i rozbłyskiwać błękitną, żółtąi rdzawoczerwoną barwą.Wysoka postać siry Hallbjrna w białejpowłóczystej komży, z narzuconym na nią złocistym ornatem wyglądałajak anioł z niebiańskich widzeń świętego Jana  posłaniec Boskiej nowinyi zwiastun Bożych wyroków.Potem nowy zryw wichury załomotał i zawył wokoło ścian [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum