[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Tak, jestem - odpowiedziała po prostu. ROZDZIAA 10- Chodzmy - powiedział Bill, obejmując ją ramieniem iprowadząc przez tłum.- Chcę, żebyś poznała moich ludzi.- Czy Jason też tam jest?- Nie.Jason nie aprobuje mojego hobby, a poza tymwyjechał w tym tygodniu do Bostonu.Chyba jakoś pogodziszsię z tym, że będziemy w domu sami?- Z trudem.- Objęła go w pasie i lekko ścisnęła.Jegobliskość sprawiała, że kręciło jej się w głowie, a ponieważotoczenie było całkiem obce, uchwyciła się go niczym kołaratunkowego.- Wyglądasz olśniewająco - szepnął.- Coś mi mówi, żeukończę ten wyścig w rekordowym czasie.- Bill, nie rób niczego.- Ugryzła się w język, nie chcącbawić się w Penny.- Cieszę się, że cię widzę.- Nie mogę się doczekać, żebyś mi to udowodniła.A tomój samochód - wskazał żółtą corvette z dużą czarnądziewiątką wymalowaną na boku.Pod otwartą maską silnikagrzebało dwóch mężczyzn.- Fiu, fiu! - Corvette przypominała jej przyczajonego doskoku lamparta, szybkiego i niebezpiecznego.- Wyglądabombowo - rzekła, starając się ukryć swój niepokój.Ich związek powinien opierać się na niezależności.SkoroBill uwielbia wyścigi, musi zwalczyć w sobie pokusę, by godo nich zniechęcać.- To wielka frajda - powiedział.- Może kiedyś i ty.- Och, z pewnością nie!- Zapomniałem, że jesteś kobietą, która ryzykuje jedyniegrę na pięciocentowych automatach - drażnił się z nią.Podeszli do pochylonych nad silnikiem mężczyzn.- Lila, chciałbym przedstawić ci dwóch przystojniaków -Jacka i Raphaela. - A to kłamczuch - powiedział Raphael, wytarłszy ręce wszmatę, nim przywitał się z Lilą.- Zgodziliśmy się pracowaćdla niego, ponieważ obiecał, że wyścig ściągnie tutaj pięknekobiety.Zapomniał tylko wspomnieć, że dotyczy to wyłączniekierowcy, a nie jego mechaników.- Zwięta prawda - poparł go Jack.- Wybacz mi mojemaniery, Lila, ale nie mogę ci podać ręki, ponieważuświńtuszyłem się okropnie przy tym gazniku.Spojrzał na Raphaela.- Może to z powodu tych plam ze smaru na skórze ikoszulach nie możemy poderwać żadnej babki, tymczasem tenwymuskany typek, który tylko siedzi za kierownicą, ma takieszczęście.- Pewnie masz rację - roześmiał się Bill - ponieważ obajjesteście wprost uosobieniem wdzięku.Właśnie przez wzglądna ten wdzięk was wybrałem.- Guzik prawda! - mruknął Raphael.- Och, przepraszam.Wyglądasz na rozsądną kobietę.Nie mogę zrozumieć, co turobisz z tym satyrem - powiedział z uśmiechem.- Pewnie cinaopowiadał, jakim to jest superkierowcą.- Bo nim jestem - pochwalił się Bill, zaglądając podmaskę.- No to udowodnij to i wygraj ten wyścig - drażnił się znim Jack.- Wyreguluj dobrze silnik, a wygram.Spiker wezwał na start samochody biorące udział wczwartym wyścigu i Bill zapiął kombinezon.- No, grają naszą melodię - powiedział.- Mam nadzieję, że zatańczysz jak anioł.- Jack zatrzasnąłpokrywę silnika.- Zrobiłem, co mogłem.Raphael podał mu hełm i rękawice.- Uważaj na zakrętach na tego faceta z Nevady - ostrzegłgo. - I słuchaj silnika - dodał Jack.- Jeden już diabli wzięli.- Zawsze go słucham - odrzekł Bill - chyba że mi grozirozbicie o mur.- No, dobra.Daj mi buziaka na szczęście - zwrócił się doLili.Pocałowała go szybko w policzek.- To nie wystarczy mi nawet na pierwsze okrążenie -powiedział, unosząc do góry jedną brew, i pocałował jąnamiętnie, aż pokraśniała.- No, to rozumiem.Zapiął hełm, zmieniając się nie do poznania.Wyglądałteraz tajemniczo i onieśmielająco.Lila cofnęła się, gdy usiadł za kierownicą, a Jack iRaphael wypchnęli samochód na pozycję startową.Zauważyła, że inne kobiety odprowadzają swoich mężczyznaż na tor, ona jednak nie chciała, tym bardziej że obajmechanicy udzielali mu jeszcze jakichś rad i wskazówek.Dano sygnał do uruchomienia silników, a ich ryk niemalją ogłuszył.Patrzyła na mężczyznę, siedzącego wsamochodzie z numerem dziewięć i zastanawiała się, czy torzeczywiście ten sam, z którym kochała się tydzień temu.Miała nadzieję, że to uczucie obcości złagodzi niepokój, któryją ogarnął, gdy patrzyła na samochody.Nic podobnego.Gdy tylko samochody ruszyły na tor,żołądek ścisnął jej się z przerażenia.Nigdy nie umiałaprzyglądać się spokojnie, jak jej bliscy narażają się na jakieśryzyko.Gdy Tracey i Sarah jezdziły na rowerach w ruchuulicznym lub uprawiały narciarstwo wodne, oczymawyobrazni widziała zawsze ich połamane ręce czy nogi irozbite głowy.- Nic mu nie będzie - powiedział Raphael, podchodząc doniej.- Z.z pewnością nie - wykrztusiła. - Obawiam się jednak, że nic już nie wyczytasz zeswojego programu - dodał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum