[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poranek musiał być zimny, bo nawet z oddali Dominik widział gęsią skórkę najej nagiej skórze.Drugi wziął futerał i podał skrzypce Summer.Trzęsła się cała od płaczu, ale powoli wzięłainstrument, przyłożyła do podbródka, wyprostowała się i ustawiła w prawidłowej pozycji.Kiedyzaczęła grać, pierwszy mężczyzna, ten z meksykańskim wąsem, znikąd wydobył ostry nóż i szybkorozciął sukienkę w talii i Summer była naga, nie licząc białych pończoch przypiętych do równieżbiałego pasa, który opasywał jej szczupłą talię.Choć oprawcy na nią patrzyli, zaczęła grać.Sen był niemy, ale Dominik wyobraził sobie muzykę, wydobywającą się za sprawą jejpalców z ciemnopomarańczowych skrzypiec, spływającą jak strumienie deszczu, roztańczoną,żywą, unoszącą się w postaci maleńkich obłoczków, tworzących nad sceną aureolę, tęczędzwięków, która okryła jak koc najpierw park, a potem cały Londyn.Senna wizja Summer, nagiej, nie licząc białych pończoch i pasa do nich, z płomienną kniejąwłosów łonowych, wyrastającą na jej alabastrowym ciele, grającej na swoich skrzypcach,pogrążonej w bezgłośnej muzyce, przyprawiła Dominika o erekcję.Zsunął dłoń na fiuta, żebyzweryfikować stan podniecenia.Jakby w odpowiedzi dwaj mężczyzni stojący na scenie po obustronach Summer rozpięli rozporki i zaczęli się do niej zbliżać, a w ich oczach widać było niecne zamiary.Dominik chciał biec do niej, pomóc, ale w jednej chwili cała scena rozmyła się i był znowuw łóżku, przebudzony, z otwartymi oczami.Przód podkoszulka, w którym sypiał, był mokry odpotu.To był sen.Albo koszmar.Dominik napił się wody ze szklanki, którą trzymał przy łóżku.Była trzecia nad ranem, w pokoju panowała ciemność, a jego myśli wypełniały obrazy Summerdorwanej przez tych mężczyzn, zagubionej, samotnej, molestowanej.Jej cenne skrzypce zostałyroztrzaskane o ziemię.Dominik i Lauralynn sączyli kawę przy kuchennym stole. Nic ci nie jest?  spytała. Nic, a co? Myślałam w nocy, że masz towarzystwo.Było głośno. Naprawdę? Przysięgam, że raz słyszałam krzyk  odparła Lauralynn. To mnie obudziło.Musiałam się powstrzymywać, żeby nie zejść na dół i nie zajrzeć do twojej sypialni. Byłem sam.To pewnie był jakiś koszmar. Cholernie głośny. Przepraszam. Muszę też powiedzieć, że nie wyglądasz zbyt kwitnąco. yle spałem.Wciąż mam fatalną migrenę. Biedaku  spoważniała. Dziękuję za wyrazy współczucia. Cała przyjemność po mojej stronie.Lauralynn wypiła kawę, dolała sobie nową porcję i poszła na górę, do swojego pokoju, aDominik został sam, rzucony na pastwę wspomnień i złych przeczuć.Powiedział panu LaValle, że nie jest przesądny, ale resztki koszmarów sennych, którezostały w ciemnych zakamarkach jego umysłu i obrazy, które prześladowały go na jawie, budziły wnim niepokój.O Summer i skrzypce.Ale przecież klątwy zdarzają się w książkach, nie w życiu.Ale jeśli coś jej się stanie? Wiedział, że poczuje się za to odpowiedzialny, nie będzie umiałz tym żyć.Powinien ją ostrzec?Nawiązać z nią kontakt po całym tym czasie? Wtargnąć w jej życie?Usłyszał z daleka telefon Lauralynn.Jako dzwonek miała ustawiony jakiś dudniący utwórdisco, całkiem niepasujący do wiolonczelistki.Próbował przypomnieć sobie, czy dzisiaj pracuje,czy będzie się w ciągu dnia kręcić po domu.Miał ochotę na towarzystwo.Poszedł do gabinetu na najwyższym piętrze, żeby przejrzeć notatki, które zrobił wczoraj pospotkaniu ze sprzedawcą instrumentów.Nie może wykorzystać opowieści w tym brzmieniu.Będziemusiał ją jakoś wzbogacić, dodać fakty historyczne i zgromadzić kilka ciekawych postaci.Ale byłpewien, że to podstawa książki, szkielet fabuły.Dobrze się bawił, zbierając materiały i choćwiedział, że skacząc po epokach, będzie musiał się dużo o nich dowiedzieć, cieszył się na towyzwanie.Na pewno musi wystrzegać się postaci zbyt podobnych do Eleny, która w powieściparyskiej była łatwo identyfikowalnym alter ego Summer.Nawet gdyby bardzo nie miał na to ochoty.Pisanie o niej było nie tylko rodzajem egzorcyzmów, ale także sposobem na zachowanie jejw pamięci.Jej pasji, twarzy, skóry, zapachu, wspomnień, których nie mógł sobie odpuścić.Nawetjeśli wywoływały ból.Westchnął, poskładał kartki papieru i przysunął bliżej laptop.Stworzył nowy dokument izawiesił palce nad klawiaturą, starając się wymyślić odpowiedni tytuł dla folderu.Kiedy pół godziny pózniej pisał, tym razem obojętny na cały świat, usłyszał ciche pukaniedo drzwi.Były otwarte, ale Lauralynn była dyskretna.  Dominiku? Tak? Co się stało?  Spojrzał ostro. Nie chciałam ci przeszkadzać.Ale coś się wydarzyło.Odsunął się od biurka. Co takiego? Miałam telefon  powiedziała Lauralynn. Chodzi o mojego brata. %7łołnierza?Zcisnął mu się żołądek.Po wczorajszych historiach o skrzypcach nic by go dzisiaj niezdziwiło.Ale przecież Lauralynn ani jej rodzina nie mieli nic wspólnego z Angelique.Toprzypadek. Tak.Jest ranny.Nic poważnego, możliwe, że straci palec, ale powinien uratować dłoń.Mina w Afganistanie. Tak mi przykro. Dominik wstał i podszedł do niej. Dzwoniła jedna z moich ciotek.Jest z nim w szpitalu dla weteranów, do którego goprzewiezli.W Wirginii.Mogłam z nim nawet porozmawiać, była przy jego łóżku.Jest w dobrejformie. Co za ulga. Tak. Lauralynn weszła głębiej do pokoju i oparła się na biurku. Jednakchciałabym na trochę polecieć do Stanów.Jest jedyną osobą z mojej najbliższej rodziny, jaka mipozostała. Oczywiście, to zrozumiałe.Mogę jakoś pomóc? Nie.Zabukowałam lot na jutro.Jeszcze nie wiem, kiedy wrócę.Może zostanę kilkatygodni. Zawsze będziesz mile widziana z powrotem.Nie odstąpię nikomu gościnnej sypialni,obiecuję. Uśmiechnął się. Wylatuję z Heathrow wcześnie rano.Podrzucisz mnie? Oczywiście.Przynajmniej tyle mogę zrobić. Dzięki.Dobry z ciebie przyjaciel.Odwdzięczę ci się.Oczywiście nie finansowo.Oczy jej rozbłysły, jak zawsze pełne chochlików. Nie wątpię!Pochyliła się i pocałowała go w policzek. Muszę wpaść do miasta, odwołać kilka sesji nagraniowych i sprawdzić, czy chłopcy zkwartetu poradzą sobie jakiś czas beze mnie.Ale w najbliższym czasie nie mamy zaplanowanychżadnych koncertów, więc powinno być OK. Wszyscy będziemy czekać na twój powrót  stwierdził.Ale myślał już o tym, jak tobędzie mieć znów cały dom dla siebie.Nie tęsknił do tego stanu. 5Ostrze nożaCzułam się, jakby wszyscy w pokoju znali mój sekret, Viggo, Fran, Chris.I możepoznaliby go, gdyby Luba postanowiła im powiedzieć.Ale przestała na mnie patrzeć i tańczyładalej, ruszając się coraz wolniej, aż znów stanęła bez ruchu, a reflektor zgasł i pogrążył wciemności i ją, i fontannę. Aał  jęknęła Fran. Może nie jestem aż tak hetero, jak mi się wydawało.To byłobardzo seksowne [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum