[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mandyuklękła przy nim.- Czy z tą panią mieszkają inni starsi ludzie? Przytaknął.-Wielu?306 Wzruszył ramionami i potaknął.Mandy wykręciła numer informacji izapytała o adresy domów opieki w najbliższej okolicy.Operator podał jejdwa: Sherwood Villas i Cedar Lakes Community.Sketch przeczytał tenazwy i wzruszył ramionami.Wujek zlokalizował Sherwood Villas wodległości dwóch mil od miejsca, gdzie teraz byliśmy.Przyjechaliśmy nakiepsko oświetlony parking i wujek pozwolił Sketchowi wysiąść.Chłopak rozejrzał się, zagryzł wargę i pokręcił głową.Wujek ponownieprzejrzał mapę i pojechaliśmy kilkanaście przecznic dalej, do CedarLakes.Wjechaliśmy na długi podjazd obrośnięty po obu stronach zielonątrawą i drzewami magnolii, a nogi chłopca zaczęły podskakiwać, jakbyobudziła się pacynka.Wjechaliśmy na parking wielkiego centrum dlaemerytów, które składało się z wielu budowli.Niektóre nawet tworzyłymałe osiedla, z garażami, wszystko było bardzo dobrze oświetlone.Wujek jeszcze się nie zatrzymał, gdy Sketch wyskoczył z samochodu ipobiegł pędem do wejścia.W pewnej odległości od drzwi zatrzymał się,wrócił do nas, wsadził szachy pod pachę i znów pobiegł w tę samą stronę.My wszyscy ruszyliśmy za nim.Gdy dobiegł do drzwi wejściowych,okazało się, że są zamknięte.Zza biurka wstał strażnik i podszedł wnaszym kierunku.Nacisnął guzik i pomachał do nas.Sketch pchnął drzwi,ominął jego biurko i pobiegł korytarzem w lewo.Strażnik krzyknął zzabiurka:- Hej, nie wolno tu wchodzić o tej porze!Cala nasza trójka pobiegła za Sketchem korytarzem, wzdłuż któregowidać było jedne drzwi obok drugich, jak w hotelu.Strażnik biegł zanami, a wielki pęk kluczy, który wisiał przy jego pasku, obijał się okrótkofalówkę.Jedyną rzeczą, która robiła jeszcze więcej hałasu, byłyjego skrzypiące buty.Sketch biegł korytarzem przed siebie, potem skręciłw lewo, na klatkę schodową, a potem znów korytarzem na307 wprost.Strażnik zaczął mieć trudności ze złapaniem oddechu, więczatrzymał się i nacisnął guzik krótkofalówki, wzywając na pomocjakiegoś Grega i Berta i mówiąc im, że jakiś zwariowany dzieciak biegapo Seattle West.Mandy i ja zostawiliśmy go i ruszyliśmy za Sketchem nadrugie piętro.Chłopiec biegł teraz jak sprinter, na końcu zatrzymał się,nacisnął klamkę ostatnich drzwi po prawej stronie i otworzył je.Wszedłem do środka tuż za nim.Na środku pokoju zobaczyłem ogromnyfotel ustawiony na wprost wielkiego okna, które wychodziło nawieżowiec.Sketch zapalił światło i podszedł do łóżka.Zwietlówka razmrugnęła, a potem zalała pokój światłem.Zobaczyliśmy sporą postaćleżącą w łóżku, jej nogi wystawały spod kołdry.Starszy mężczyzna zrzadkimi siwymi włosami, krzaczastymi brwiami i wielkimi uszamiwpatrywał się w nas oczami wielkości spodków.Chłopiec przyglądał sięmężczyznie, a mężczyzna nam.Sketchowi nie spodobało się to, cozobaczył, bo odciągnął kołdrę i zajrzał pod nią.Strażnik wbiegł tuż za nami, kaszląc.Trzymał w ręku zapaloną latarkęskierowaną na nasze twarze.Chciał coś powiedzieć, ale nie mógł złapaćtchu.Sketch obrócił się, podszedł do okna, usiadł na fotelu i wpatrzył sięw podłogę.Starszy człowiek usiadł na łóżku, pociągając spory haust zinhalatora.Strażnik w końcu złapał oddech.- Nie wolno wam tu być.Wszyscy natychmiast wychodzą!Podniosłem do góry rysunek starszej kobiety siedzącej przy oknie.- Sketch, czy to na pewno ten pokój?Pokiwał głową, dalej wpatrzony w podłogę, gryząc wargę.- Wszystko panu wyjaśnię - zwróciłem się do strażnika.Odwróciłemsię do starszego mężczyzny, który patrzył nanas, ale nie wypowiedział ani słowa.308 - A pan, czy długo pan mieszka w tym pokoju?- Jaaaakiś rok - zająknął się.Zwróciłem się znowu do strażnika.- Orientuje się pan może, czy w tym pokoju mieszkała kobieta?Pokiwał głową i gestem zaczął wypraszać nas z pokoju.- Bardzo przepraszam, panie Tuttles - zwrócił się do mężczyzny nałóżku.Wypchnął nas wszystkich na korytarz, gdzie już czekali inni strażnicyrazem z wujkiem.- No to macie kłopoty.- Proszę mi dać minutę, a wszystko panu wyjaśnię.- A ciebie już od dawna tu nie widziałem.- Po raz pierwszy strażnikpopatrzył na chłopca.- Zna go pan? - zapytałem.-Jasne, przychodził tu zwykle do pani Hampton, właściwie przez całyczas, gdy mieszkał w tym Sparksie.- W Sparksie?- Tak, w domu dla chłopców, kilka przecznic stąd.- Czy pani Hampton wciąż tutaj jest? Bert spojrzał na Grega i uniósłbrwi.- Może nie śpi - wzruszył ramionami drugi strażnik.Bert, czując sięupoważniony, poprowadził nas z sobą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum