[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Złożyła je w małą kosteczkę i wrzuciła do kieszeni ciążo-wych dżinsów.- Co zrobimy? - zapytała, myśląc o planach, jakie sobie ułożyli: ona wzięła rokurlopu, by być w domu z dzieckiem, a on miał pracować na utrzymanie.Steve odepchnął się od stołu i przeszedł obok niej, nie patrząc jej w oczy.- Idę pobiegać - oświadczył.- Idziesz pobiegać - powtórzyła, przekonana, że to jego dziwaczne poczucie humorui że zaraz powie jej, iż to wszystko jest żartem.Bieganie.I utrata pracy.Poszła do kuchni, trzymając jedną dłoń na brzuchu, który wydawał się jej znaczniecięższy niż dotychczas, i zaczęła wyciągać rzeczy z lodówki - kurze piersi, brokuły,wywar do gotowania ryżu.Pięć minut pózniej Steve wyszedł z sypialni w szortach,podkoszulku i sportowych butach.- Niedługo wracam.- I już go nie było.Kelly stała przez chwilę w cichej kuchni.Może Steve zaraz wróci i powie, że żarto-wał, wszystko będzie dobrze, dotrzyma obietnicy, złożonej pierwszej nocy, i zaopie-kuje się nią.Kiedy się nie pojawiał, wstawiła kurczaka do piekarnika i nastawiła wodęna brokuły.Potem poszła do sypialni, gdzie na łóżku leżały garnitur, krawat i koszulajej męża.Położyła się na nich, opierając czoło o wilgotny, pachnący kawą rękaw.Onschrzanił, a ona ma problem.W głowie miała już dawno wszystko ułożone.Czekałaich świetlana przyszłość - wielkie wesele, piękne mieszkanie, dzieci, wszystko opartena karierze Steve'a, na pensji, która na to pozwoli. Znów się pomyliłaś, głupia" - ja-kiś głos szeptał w jej głowie.I co teraz będzie? Mężowie nie byli objęci gwarancją,tak jak samochody.Nie mogła odstawić go na przegląd ani zadzwonić do szefa i na-prawić błąd, za który zapłacił utratą pracy.Kiedy godzinę pózniej Kelly usłyszała szczęk klucza w zamku, rozebrała się, zało-żyła szlafrok i weszła do salonu.Steve leżał na podłodze, w miejscu, gdzie powinnastać kanapa.Zrzucił buty.Mokra od potu klatka piersiowa z przyklejonym do niej T-LRT shirtem unosiła się i opadała rytmicznie.Kelly spojrzała na niego, z całych sił starając się zdobyć na odpowiedni żoniny ton.%7łyczliwy.Empatyczny.Jakiś.- Posłuchaj - powiedziała w końcu.- Takie rzeczy się zdarzają.Każdy może popeł-nić błąd.- Trafne użycie formy bezosobowej - powiedział Steve.- Co chcesz, żebym powiedziała? - zapytała Kelly.Steve wzdrygnął się, jakby gospoliczkowała.To jej nie powstrzymało.- Chcesz, żebym powiedziała, że wszystkojest w porządku? %7łe będę miała dziecko, a mój mąż nie ma pracy, ale jest świetnie?Steve w końcu podniósł głowę.- Coś się przypala.- Włączył się alarm pożarowy.Lemon zaczął wściekle ujadać.- Cholera - syknęła Kelly.Poszła do kuchni i zauważyła, że woda na brokuły sięwygotowała.Wyłączyła gaz, wrzuciła garnek do zlewu i puściła na niego zimną wo-dę.Buchnęła para.Alarm pożarowy zawył jeszcze głośniej.Kelly pobiegła do łazienki, wyciągnęła z szafki pod umywalką kilka świec zapa-chowych - cynamon, wanilia, Wiosenny Deszcz, Słodkie Ciasteczka.Zaniosła je dokuchni i zapaliła.Słyszała, jak Steve tłumaczy przez telefon gospodarzowi domu, żenic się nie stało.- Mały wypadek przy gotowaniu. I małe bezrobocie" - pomyślała Kelly.Ustawiłaświeczki na kuchence, pobiegła do drugiej łazienki po odświeżacz powietrza i zaczęłapsi- kać.Lemon zawył i uciekł.Steve złapał ją za rękę.- Co ty robisz?Otworzyła usta, by opowiedzieć mu, jak wyglądała kuchnia jej matki w Ocean City.Naczynia stale piętrzące się w zlewie, zmywarka wiecznie do połowy zapełniona i za-pach, przede wszystkim zapach, jakby ściany wchłaniały woń każdego posiłku, jakikiedykolwiek został tam ugotowany, wszystkich patelni z bekonem i garnków wypeł-nionych brukselką, każdego wypalonego papierosa, otwartego piwa (i puszek burbonaz dietetyczną colą).Nie chcę po prostu, by śmierdziało tu dymem.- Tylko tyle udało się jej powiedzieć.Sięgnęła po odświeżacz powietrza i zobaczyła, że drży jej ręka.Steve wyjął pojemnik z dłoni Kelly i odstawił na blat.- Idę spać - oznajmiła.Była siódma wieczorem i jeszcze nie jadła kolacji, ale Stevetylko skinął głową i powiedział:- Okay!Kelly zacisnęła dłonie w pięści i ledwo powstrzymała się od sięgnięcia po zapacho-wy spray.LRT - Posłuchaj - odezwała się.- Przykro mi z powodu tego, co się stało.Wszystko bę-dzie dobrze.- Słowa zawisły w kuchni wraz z dymem.Steve nie spojrzał na nią.- No, to dobranoc - powiedziała i przeszła obok niego przez pusty salon, korytarzemobok gabinetu, pokoju dziecinnego, aż w końcu dotarła do sypialni.Przypomniała so-bie, jak po raz pierwszy zobaczyła to mieszkanie, i już wtedy wiedziała, że właśnietaki dom zawsze chciała mieć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum