[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- I półelf.- Tak - powiedziała bez zainteresowania Kitiara. Wyciągnąwszy miecz z pochwy, zaczęła wycierać z niego krew rąbkiem swejpeleryny.- Mam iść za nimi? - spytał lord Soth.- Nie.Mamy teraz na głowie ważniejsze sprawy - odparła Kitiara.Zerknąwszy naniego, uśmiechnęła się krzywo.- Ta elfia kobieta nigdy nie należałaby do ciebie, nawet pośmierci.Bogowie chronią ją.Soth obrócił migotliwe oczy ku Kitiarze.Przejrzyste wargi wykrzywiła pogarda.- Ten półelf nadal jest twym panem.- Nie, nie sądzę - odrzekła Kitiara.Odwróciła się i odprowadzała spojrzeniem Tanisa,który zamknął za sobą drzwi.- Czasami, w najcichszej godzinie nocy, kiedy będzie leżał włóżku przy niej, Tanis stwierdzi, że myśli o mnie.Przypomni sobie moje ostatnie słowa ibędzie nimi wzruszony.Dałam im ich szczęście.A ona musi żyć ze świadomością, że ja będęzawsze żyć w sercu Tanisa.Zatrułam wszelką miłość, jaka może ich łączyć.Dopełniła sięmoja zemsta na nich obojgu.A teraz, czy przyniosłeś to, po co cię posłałam?- Tak, pani - odrzekł lord Soth.Wypowiedziawszy magiczne słowo, wyjął jakiśprzedmiot i wyciągnął go do niej na kościstej dłoni.Złożył go z szacunkiem u jej stóp.Kitiara zatrzymała oddech, a jej oczy zabłysły w ciemności niemal tak jasno, jak oczylorda Sotha.- Wspaniale! Wracaj do twierdzy Dargaard.Zgromadz wojska.Zawładniemy latającącytadelą, którą Ariakas posłał do Kalamanu.Następnie wycofamy się, przegrupujemy ibędziemy czekać.Makabryczną twarz lorda Sotha wykrzywił uśmiech, gdy rycerz wskazał na przedmiotpołyskujący w jego bezcielesnej dłoni.- Zgodnie z prawem teraz to należy do ciebie.Ci, którzy sprzeciwiali ci się, albo nieżyją, jak rozkazałaś, albo uciekli, zanim zdołałem do nich dotrzeć.- Ich zguba odsunęła się tylko w czasie - stwierdziła Kitiara, chowając miecz.-Przysłużyłeś, mi się, lordzie Soth, i zostaniesz wynagrodzony.Sądzę, że nie zabraknie na tymświecie elfek.- Ci, których rozkażesz zgładzić, zginą.Ci, którym pozwolisz żyć - spojrzenie Sothapadło na drzwi - będą żyli.Pamiętaj o jednym: spośród wszystkich, którzy ci służą, CzarnaPani, tylko ja jeden mogę zaoferować ci wieczną wierność.Czynię to chętnie.Wraz ze swymiwojownikami powrócę teraz do twierdzy Dargaard, jak sobie życzysz.Tam będziemy czekaćna twe wezwanie.Kłaniając jej się, wziął jej dłoń w swą rękę szkieletu. - %7łegnaj, Kitiaro - powiedział, a potem przerwał.- Jakie to uczucie, moja droga,wiedzieć, że sprawiło się przyjemność potępionemu? Uczyniłaś moje ponure królestwośmierci interesującym.Gdybym tylko znał cię, kiedy byłem żywym mężczyzną! - Blada twarzuśmiechnęła się.- Cóż, ja mam całą wieczność.Być może poczekam na tę, która mogłabydzielić ze mną tron.Zimne palce pieściły ciało Kitiary.Wzdrygnęła się konwulsyjnie, widząc rozwierającąsię przed nią czeluść niekończących się, bezsennych nocy.Tak wyrazny i przerażający był tenobraz, że Kitiara poczuła, jak obumiera ze strachu, gdy lord Soth znikł w ciemności.Została zupełnie sama w mroku i przez chwilę targał nią strach.Zwiątynia dygotaławokół niej.Kitiara skuliła się pod ścianą, przerażona i samotna.Tak bardzo samotna! Wtedydotknęła stopą czegoś, co leżało na posadzce świątyni.Schyliła się i zacisnęła na nim palce zpoczuciem wdzięczności.Podniosła przedmiot w obu rękach.To rzeczywistość, twarda i solidna, pomyślała z westchnieniem ulgi.Blask żadnej pochodni nie padał na złotą powierzchnię, ani nie płonął w czerwonychklejnotach.Kitiara nie potrzebowała pochodni, by podziwiać to, co trzymała w ręku.Przez długą chwilę stała w rozsypującym się korytarzu, gładząc palcami ostre,metalowe krawędzie splamionej krwią korony.Tanis i Laurana zbiegali krętymi, kamiennymi schodami do podziemnych lochów.Zatrzymawszy się przy biurku nadzorcy więzienia, Tanis popatrzył na ciało hobgobliną.Laurana spojrzała na niego.- Chodz - popędzała, wskazując na wschód.Widząc, że Tanis się waha i spogląda napółnoc, wzdrygnęła się.- Nie chcesz chyba tam iść! To tam.zabrali mnie.- Odwróciła sięszybko i pobladła na dzwięk wołania i krzyków dochodzących z cel więziennych.Minął ich spłoszony smokowiec.Prawdopodobnie dezerter, domyślił się Tanis,zobaczywszy, że stwór warknął i skulił się na widok zbroi oficera [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum