[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.San była przekonana, \e znów powstrzymuje się od śmiechu.Spojrzała na niegoz oburzeniem.Tony wymknął się tchórzliwie z łazienki.- Co w tym takiego śmiesznego? - zapytała. - Czy poświęciłaś flagę, \eby zmienić ją w tę rzecz? - odpowiedział pytaniem napytanie.Jego słowa były ostre, lecz wypowiedział je bez złości.Sara była przekonana, \ewalczy ze śmiechem.Było to dla niej niespodziewane odkrycie, \e Thor ma poczuciehumoru.- Jedynie to znalazłam.Musiałam się w coś ubrać.Nie mogłam ju\ wytrzymać w tychd\insach.Wyraz rozbawienia znikł z jego twarzy.- Nie masz innych ubrań?- Nie.Musiałam wszystko zostawić, kiedy uciekałam z hotelu w Oranie.- Poniewa\ nie zapłaciłaś za hotel?- Mówiłam ju\.Poniewa\ ukradziono mi torebkę i nie mogłam pobrać pieniędzy zkonta.Było jasne, \e Thor w dalszym ciągu jej nie wierzy.Nie skomentował jednak tymrazem jej wypowiedzi, lecz rzekł:- Zobaczę, czy nie znajdę czegoś dla ciebie.Umiesz szyć?- Owszem - odpowiedziała.Wyciągnął do niej rękę, tak, jakby chciał jej pomóc zejść ze skrzynek, lecz szybko jącofnął.Zeszła sama.Odwrócił się i chciał odejść.Sara zatrzymała go jednak.- Kapitanie!- Tak?- Co było takiego śmiesznego? Jego usta zadr\ały.- Musisz się nauczyć odczytywać flagi sygnalizacyjne.Odwrócił się i odszedł.Mniej więcej w godzinę pózniej do kuchni przyszedł Mack i przyniósł dla niej rzeczy.- Prezent od kapitana - powiedział.- Kilka ubrań będzie na ciebie pasować.Jest te\materiał, z którego mo\esz coś uszyć.U\yj maszyny, którą Arne reperuje \agle.Poproś, abypokazał ci, jak się ją obsługuje.- Wspaniale.Sara wzięła rzeczy i zaczęła je przeglądać.Były tam materiały w kolorze białym iniebieskim, dwa podkoszulki z wydrukowaną nazwą statku, sarong i letnia damska sukienka.- Kapitan pozwolił ci przerobić te rzeczy, jeśli zechcesz.- W porządku.Dziękuję.Mack? Ty umiesz chyba odczytywać flagi sygnalizacyjne?Mack uśmiechnął się. - Tak, ale tobie nie powiem.- Mack! To nie jest fair.Roześmiał się głośno.- Poproś Arne'a, \eby ci pokazał, jak działa maszyna.Gdy odszedł, Sara zabrała rzeczy do swej kajuty.Zastanawiała się, skąd na statkuwzięła się letnia sukienka.Przymierzyła ją, lecz była za du\a.Nale\ało ją zwęzić.Ubrała sięwięc w sarong i ściągnęła z siebie flagę, która posłu\yła jej jako bikini.Popatrzyła na nią zewszystkich stron, próbując odgadnąć, co mo\e oznaczać, lecz nie była nawet pewna, czypatrzy z właściwej strony.Zazwyczaj Thor jadł sam w swojej kabinie.Tego wieczoru jednak przyszedł nakolację do mesy.Musiał powiedzieć coś Kenowi na temat przypalania posiłków, gdy\ ten tymrazem podał kapitanowi zraz wieprzowy, tak niedopieczony, \e miał barwę jasnoró\ową.Nadeser otrzymał zrobiony przez niego budyń.Reszta załogi rzuciła się z apetytem na duszonąwołowinę z jarzynami i młodymi ziemniakami oraz na budyń z bitą śmietaną, przyrządzonąprzez Sarę.Kapitan patrzył, jak: Sara odniosła do kuchni pusty półmisek po mięsie.Poniewa\przez dłu\szy czas nie wracała, zawołał ją.Przyszła szybko, spodziewając się, \e zada jejjakieś pytanie dotyczące jedzenia.On jednak zwrócił się do niej wyjątkowo uprzejmie:- Nie widzę przy stole miejsca przygotowanego dla ciebie.- Jem zazwyczaj dopiero wtedy, gdy wszyscy skończą - odparła.- To, \e wślizgnęłaś się na pokład  Ducha Wiatru , nie czyni z ciebie naszej słu\ącej.Jak długo więc jesteś na statku, masz prawa członka załogi i jesteś na równi z innymi.Idz potalerz i siadaj z nami.- Tak jest, kapitanie! - powiedziała Sara i wykonała jego polecenie.Na ławce było miejsce obok Thora, lecz Sara wślizgnęła się między Tony'ego i Pete'a.- Muszę być blisko kuchni - oznajmiła na swoje usprawiedliwienie.Sądziła, \e obecność kapitana podziała na załogę onieśmielająco.Oni jednakrozmawiali i \artowali jak zwykle.Gdy jedli, Sara zauwa\yła, \e statek zaczyna kołysać siębardziej ni\ zazwyczaj.Z trudem udało się jej zachować równowagę, gdy obchodziła stół,podając bitą śmietanę.W pewnym momencie   Duch Wiatru  przechylił się i trochęśmietany spadło na stół.Popatrzyła na kapitana, oczekując uwagi na temat jej niezdarności,lecz on nic nie powiedział, tylko nadal wpatrywał się w budyń, który przygotował mu Ken.W pewnym momencie odsunął od siebie miseczkę, nie tknąwszy budyniu, i odezwałsię do Macka:- Wiatr się wzmaga.Chyba zbli\a się do nas burza, którą zapowiadali. - Mam stanąć przy sterze, kapitanie?- Nie, jest jeszcze wiele czasu.Skończ jedzenie.Patrzył, jak Mack oblewa obficieswój budyń bitą śmietaną i spojrzał na Kena.- To nie ty zrobiłeś bitą śmietanę - odezwał się surowo.Ken przełknął łyk kawy.- O.nie.Pozwoliłem Sarze.Potrzebuje praktyki.Paru mę\czyzn zachichotało na tesłowa.Inni próbowali ukryć uśmiech.Thor popatrzył na Kena z ironią.- Wydaje się, \e praktykuje z wielkim sukcesem.Jak zwykle taktowny, Mack zmienił temat rozmowy, zadając kapitanowi pytanie oaktorów mających grać w filmie, w którym i oni mieli wziąć udział.- Sądzę, \e tacy sami jak zwykle - odparł Thor.- Mają dokonać paru zmian na statku iupodobnić go do szesnastowiecznej jednostki.Zajmie to kilka dni.Musimy uwa\ać nastolarzy, aby niczego nie zniszczyli.- O czym będzie ten film? - zapytała Sara z ciekawością.- Zdobycie Rodos przez Sulejmana Wspaniałego - odparł.- Będzie to chyba historiarycerzy, którzy bronili się przed nim w fortecy.Jego szklanka przesunęła się wzdłu\ stołu, w chwili, gdy statek podskoczył na kolejnejfali.Złapał ją i wstał z miejsca.- Przepraszam, ale nadszedł czas, \ebym wyszedł na pokład.Na rozbujanym statku posprzątanie mesy i kuchni zmieniło się niemal\e w zabawę.Sara napełniła tackę naczyniami i czekała, a\ statek przechyli się w jedną stronę, wpadłaślizgiem do kuchni i szybko poło\yła tackę, zanim nastąpił przechył w stronę przeciwną.Mę\czyzni, którzy nie byli na wachcie, siedzieli w mesie, wśród nich Tony, którywyraznie pobladł na twarzy.- Myślałem, \e nie ma burz na Morzu Zródziemnym - powiedział.Mack roześmiał się.- To jeszcze nie burza, a jedynie lekkie kołysanie.Powinieneś prze\yć z nami jeden zesztormów na Atlantyku.Podniósł się i poło\ył dłoń na jego ramieniu.- Nie martw się.Wkrótce przyzwyczaisz się do kołysania.Popatrzył, jak Sara uwija się z tacką.- Wygląda na to, \e nauczyłaś się kroku marynarskiego.Roześmiała się:- Wolałabym, \eby burza poczekała, a\ zbiorę naczynia. Statek przechylił się znowu.Tony jęknął i trzymając się ściany poszedł do toalety.Sara patrzyła w ślad za nim z sympatią.Była po raz pierwszy na morzu i nie wiedziała, czynadaje się na \eglarza.Z przyjemnością stwierdziła, \e chyba tak.Gdy skończyła sprzątanie kuchni, postanowiła udać się na pokład pod pretekstemwyrzucenia śmieci [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum