[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W dole widać było pomniejszony perspektywą wał oblężniczy.Na zamarzniętejsadzawce kilku miniaturowych żołnierzy wroga bawiło się beztrosko w  gęsi i lisa.Salwyśmiechu dolatywały aż do okna Lancelota, na przemian z wywołującymi je głuchymiodgłosami upadku. Póki wojna trwa  odezwała się Ginewra  wciąż giną piechurzy, prości ludzie,którzy nie są rycerzami.Tylko nikt nie zwraca na to uwagi. Wciąż giną ludzie.Ginewra, nie odwracając się od okna, oznajmiła: Chyba jednak pójdę tam, mój kochany.Zaryzykuję.Nawet jeśli mnie spalą nastosie  lepszy taki koniec niż te męczarnie.Lancelot podszedł za nią do okna. Chętnie poszedłbym z tobą, Jenny.Niechby obojgu nam ścięli głowy, gdyby tomiało położyć kres wojnie.Ale za pózno: wszyscy oszaleli.Nawet jeżeli my dwoje siępoddamy  nawet jeśli nas zabiją  taki Bors czy Ector, czy ktokolwiek inny, będzie dalejpodjudzał nienawiść.Już jest do niej o sto więcej powodów  za tych, którychwyrżnęliśmy na rynku i na schodach, za całe pół stulecia rządów Artura.A i ja długo niepowstrzymam moich ludzi: Hebes le Renoumes, Villiers Waleczny, Urre Węgierski wszyscy zechcą nas pomścić, i zrobi się jeszcze gorzej.Urre jest mi morderczo oddany.  Czy nasz cywilizowany świat całkiem oszalał? Tak, oszalał, i samiśmy się do tego przyczynili.Bors, Lionel i Gawaine leżą ranni,a wszyscy inni pałają żądzą krwi.Wiesz, jak to jest: zmuszają mnie, żebym wiódł ich doboju, ja markuję atak, wtedy Artur, chcąc nie chcąc, staje przeciwko mnie, albo Gawainenaciera  ja osłaniam się tarczą, bronię własnej skóry, ale nie oddaję ciosów  moi ludzieto dostrzegają i zarzucają mi potem, że celowo przedłużam wojnę, działając tym na ichszkodę. Bo to prawda. Oczywiście, że prawda.Przecież inaczej musiałbym zabić Artura i Gawaine a, a tegonie uczynię.Gdybyż tak Artur przyjął cię z powrotem i odjechał do domu! Jakuprościłoby to sprawę!Dwadzieścia lat wcześniej Ginewra oburzyłaby się na taki nietakt, lecz teraz tylkouśmiechnęła się, rozbawiona  oto jak starość łagodzi obyczaje. Strasznie tak mówić, Jenny, ale to prawda. Oczywiście, że prawda. Traktujemy cię jak marionetkę. Wszyscy jesteśmy marionetkami.Niepocieszony Lancelot oparł głowę na zimnym kamieniu framugi.Ginewra pochwili ujęła go za rękę. Nie myśl za dużo.Siedz w zamku i czekaj cierpliwie.Może Pan Bóg zlituje się nadnami. Już to kiedyś mówiłaś. Owszem, tydzień przed zasadzką. Jeśli Bóg znów odmówi  rzekł z gorzką drwiną Lancelot  możemy zawszezaapelować do Papieża. Do Papieża!  powtórzyła Ginewra z nadzieją.Lancelot podniósł na nią oczy. Co masz na myśli? Sam przecież powiedziałeś.Załóżmy, że Papież wysłałby bulle obu stronom,grożąc ekskomuniką, jeśli nie dojdziemy do zgody? Jeżeli wystąpimy o sąd papieski, Borsi reszta nie będą mieli wyjścia, jak tylko uznać werdykt.A wtedy.Lancelot chłonął każde, starannie dobrane, słowo Ginewry. Papież mógłby powierzyć Biskupowi Rochesteru pieczę nad przestrzeganiemwarunków pokoju. Ale jakie to będą warunki?Ginewra, pochłonięta własną ideą, nie dawała się zbić z pantałyku. Jakiekolwiek będą, my dwoje, Lance, musimy je przyjąć.Nawet gdyby miało to oznaczać.nawet gdyby okazały się dla nas niekorzystne  ludziom przyniosą pokój.A nasi wojowniczy rycerze stracą usprawiedliwienie dla dalszych awantur: będą musieliusłuchać Kościoła.Lancelota zamurowało. No więc?Twarz Ginewry wyrażała pewność, ulgę i kontrolę nad sytuacją  z taką samą minąkobiety karmią niemowlęta lub oddają się innym zajęciom wymagającym szczególnychkwalifikacji, płci.Lancelot nadal nie znajdował słów. Posłaniec mógłby wyruszyć jutro. Jenny!Nie mógł znieść myśli, że ona  już niemłoda  tak spokojnie pozwala przekazywaćsię z rąk do rąk, że może odjechać na zawsze  albo zostać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum