[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Muszę zebrać dziesięć tysięcy funtówdo pierwszego lipca, aby wykupić weksle.W przeciwnym razie Kompania pogrążysię całkowicie, a ja razem z nią.Pierś Clarence'a wezbrała słusznym gniewem.- Sądziłeś, że uda ci się wybrnąć z kłopotów, biorąc tysiąc funtów i stawiając je najakiegoś piekielnego konia?Na twarzy McCady'ego pojawił się beztroski uśmiech buntownika.- Rozpaczliwa sytuacja usprawiedliwia podejmowanie rozpaczliwych kroków.Ech,gdyby tylko ten cholerny koń wygrał.- Pochylił głowę, przeczesał palcami włosy.-Do licha, Clarey.Clarence przeniósł wzrok z pochylonej głowy kuzyna na ciemne oko swojego porto,ukrywając satysfakcję, jaką czuł.Podniósł kieliszek do ust i rozkoszował sięowocowym posma-187 kiem, jaki pozostał mu na języku.Clarence niemal codziennie przechodził obokwięzienia Fleet; przyglądał się nieszczęśnikom wyciągającym przez żelazne kratyswoje blaszane kubki, błagającym o wsparcie:  Prosimy, módlcie się za nas,nieszczęsnych dłużników."Sięgnął po karafkę, ogarnięty falą uniesienia.Nalał sobie i kuzynowi kolejną porcjętrunku.Stare nazwisko i tytuł nie uchronią McCady'ego Trewlany'ego przedskazaniem za nie spłacone długi.A więzienie Fleet złamie nawet tak aroganckiego idumnego człowieka jak on.W taki sam sposób, w jaki można złamać hikorowy kij.wystarczy, że postawisz na nim stopę i będziesz przyciskał powoli i coraz mocniej,aż zatrzeszczy, wydając odgłos przypominający krzyk.- Widziałem dzisiaj Jessalyn.Stwierdzenie, wypowiedziane ni z tego, ni z owego, tak wstrząsnęło Clarence' em,że niemal upuścił karafkę.Wiele czasu upłynęło od tamtego fatalnego lata idotychczas McCady zupełnie o niej nie wspominał.Clarence starał się nie zdradzićswoich emocji, ale wątpił, czy mu się to udało.- Naprawdę? A gdzie to było?- W Newmarket.Zmarszczył brwi.Powinien był Isię spodziewać, że McCady natknie się tam na nią.Akurat ten przypadek uwidaczniał doskonale, na co się narażała, odwiedzającwyścigi.Zatrząsł się na myśl o tych wszystkich pieniądzach, które Jessalyn trwoniłana odziedziczone po matce konie, nawet jeśli to były konie -jak to mówią - czystejkrwi angielskiej.Zwierzęta były ulokowane w komfortowych, drogich stajniach.Rozpieszczano je z myślą o zwiększeniu szans wygranych w kilku wyścigachrocznie, ale jak dotychczas całkowicie daremnie.Clarence uważał, że cały tennonsens miał swoje korzenie w domu lady Letty.Zamierzał skończyć z tymwreszcie, kiedy Jessalyn zostanie jego żoną.Pozbędzie się wszystkich tych szkap izabroni jej zbliżać się do toru wyścigowego.- Przypuszczam, że ona również co nieco straciła - powiedział Clarence, krzywiącsię jeszcze bardziej.Skłonność Jessalyn do ryzykowania pieniędzy była następnąpozycją, której zamierzał położyć kres, gdy zostanie jej mężem.McCady wzruszył ramionami.197 - Przed pięciu laty panna Letty i ja nie rozstaliśmy się w najlepszych stosunkach,dlatego ponowne spotkanie nie wypadło szczególnie.Bardzo szkoda, ponieważwyrosła na wyjątkową piękność.McCady bawił się nóżką od swojego kieliszka.Wydawał się niemal znudzony,mimo to na jego twarzy rysował się wyraz zadumy, dziwny smutek pojawił się wgłębi jego oczu.Clarence zadrżał, zaniepokojony.Może jakieś skrupułyprzeszkodziły McCady'emu uwieść ją, kiedy miała szesnaście lat, ale gdy skończyładwadzieścia jeden, stała się zdobyczą całkiem odpowiednią.Czyżby tamto miało sięzacząć od początku? Kolejny raz byłby zmuszony stać z boku i przyglądać się, jakdziewczyna, którą kochał, ulega potężnej sile uroku zdegenerowanegoTrewlany'ego!Nie.Nie tym razem.Nie był tym samym młodzieniaszkiem o gołębim sercu cowówczas.Zdobył władzę, pieniądze i zawdzięczał to wszystko wyłącznie sobie.AJessalyn Letty należała wyłącznie do niego.Odczekał, aż się całkowicie opanuje.Zdobył się nawet na uśmiech.- Szczęście, że przypadkiem wspomniałeś o pannie Letty, Mack.Bo widzisz.możezechciałbyś przy tej okazji złożyć mi gratulacje.Niedawno, właśnie w tymtygodniu, poprosiłem Jessalyn, aby uczyniła mi ten honor i została moją żoną.Kruchy kieliszek z porto zachrzęścił w dłoni McCady'ego.Ciemne, rubinowe winozaczęło mu ściekać z palców; wyglądało jak krew.Clarence podniósł się trochę, podając kuzynowi chusteczkę.- Dobry Boże, człowieku, sam nie wiesz, jaką masz siłę w ręce.McCady wziął skrawek delikatnie wyhaftowanego płótna.- I co? Przystała na twoją propozycję?Clarence wygodnie usiadł i wsunął trzy palce do małej kieszonki na zegarek.Dotknął dwóch złotych suwerenów, które nosił przy sobie na szczęście.- Naturalnie.Oboje zawsze żyliśmy myślą, że kiedyś nadejdzie taki dzień.Ustaliliśmy datę ślubu na pierwszy tydzień czerwca, ale mówiąc szczerze - pochyliłsię i uśmiechnął porozumiewawczo - nie sądzę, abym mógł tak długo czekać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum