[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Prawie go nie Widywała choć codzienniebadał jej gardło, usunął jej szwy z ramienia.Traktował ją ż profes-Polgara & ponaousladansc jonalizmem, któremu nic nie można było zarzucić.Wspomnienie ciepłegopocałunku w szpitalu i dotyku dłoni na jej twarzy wydawało się tylkosnem.Mając tak wiele wolnego czasu Domini postanowiła jakoś gowypełnić.Uprosiła panią Maughan o kupienie wełny w motkach i jakieśwzory do robienia na drutach.W tajemnicy przed wszystkimi zaczęłapracować nad skarpetami na prezenty gwiazdkowe.Zamierzała też zrobićna drutach swetry dla Jaroda i chłopców.Carter zadzwonił kilka razy, żeby zapytać ja o zdrowie i o to, kiedyzamierza wracać do Seattle.Nie mogła podać mu konkretnej daty.DopókiJarod nie stwierdzi, że jest zupełnie zdrowa, wolała nie robić żadnychplanów.Carter poradził jej, żeby słuchała lekarza i myślała tylko ozdrowiu.Przyjęła z ulgą jego słowa, tym bardziej, że od dwóch tygodnizastanawiała się nad tym, co powiedział jej Jarod.Spytał ją wówczas, co zDomini Loring - kobietą.To pytanie nie dawało jej spokoju, aż wreszcieuświadomiła sobie, że jako kobieta ponad wszystko pragnie jego miłości.Ale jeśli nie może jej mieć, to przynajmniej chce znalezć zadowolenie wczymś poza swoją karierą.Po raz pierwszy od bardzo długiego czasuchciała zrobić coś błahego, co nie miało nic wspólnego z pracą, coś dla jejwłasnej przyjemności.Kiedy tylko wyzdrowieje, pojedzie na długiewakacje.W trzecim tygodniu pobytu w domu Wolfe'ów, w środę po południu,słońce wreszcie przebiło się przez chmury.Domini wzięła prysznic,założyła szlafrok z różowego jedwabiu i odpoczywała, patrząc przezwielkie na całą ścianę okno.Prom wypływał właśnie z tłocznego portu.Polgara & ponaousladansc Woda przybrała kolor ciemnozielony, a flotylla małych żaglówekwyglądała niczym ślady kredy na tablicy.Widok Zatoki już nie napawałjej lękiem.- Niezwykły widok, prawda?Jarod wszedł do pokoju tak niespodziewanie, że w pierwszej chwilinie mogła wydobyć z siebie głosu i odruchowo ściągnęła poły szlafroka.Bała się spojrzeć na niego.- Tak.Te chmury rozdzielone światłem, to wszystko wygląda jakświt pierwszego dnia stworzenia.Stał tak blisko, że jego oddech poruszał wilgotne kosmyki na jejszyj.Czuła się oszołomiona tą bliskością.- Nigdy nie mogę się nasycić tym widokiem.- Na ogół nie ma cię w domu o tej porze dnia.Czy coś się stało? -Zadrżała.- Nie.Za kilka minut wyjeżdżam do Seattle, a ponieważ wrócędopiero w sobotę wieczór, chciałem więc sprawdzić jak się czujesz.Wyobrażam sobie, jakim koszmarem musi być dla ciebie bezczynność natakim odludziu jak nasze.Ale już niedługo.- Koszmarem? - odwróciła się w jego stronę, a on niespodziewanieobjął ją uspokajającym gestem.- Cieszę się każdą chwilą - powiedziała szybko, czując że onwpatruje się w jej usta.Z jego dłoni biło ciepło, cudownie ogrzewające jejramiona przez cienki materiał szlafroka.- Wszyscy się tu o mnie troszczycie - wyszeptała.- To wspaniałe uczucie.Nie mogła powstrzymać napływających do oczu łez.Jarodniespodziewanie otarł ustami jej wilgotne powieki.Polgara & ponaousladansc - Co za interesująca kwestia, Domini.Nie starała się ukryć rozżalenia w głosie.- Kpij sobie ze mnie ilechcesz, ale mówię szczerze.- Nie wiesz nawet, jak bardzo się mylisz - powiedział niemal zezłością.- Czy nie widzisz, jak bardzo pragnę cię objąć, kochać się z tobą.Tak bardzo chcę cię pocałować.To wyznanie przyprawiło ją o zawrót głowy, ale nic nie równało sięrozkoszy, której doznała kiedy dotknął ustami jej warg.Jedną dłońzanurzył w jej czarnych włosach, a drugą objął ją wpół, przyciskając doswojej piersi, także nie dało się powiedzieć, które z dwóch serc bije takmocno.Przywarła do niego, odpowiadając niepohamowanympożądaniem.Jej cichy jęk podziałał na niego podniecająco.Tulił ją jeszczemocniej.Objęła go ramionami za szyję, chcąc dać mu wszystko to, co takdługo w sobie tłumiła.Czas nie liczył się, gdy powoli chłonęli sięnawzajem.- Co się z tobą dzieje, Domini? - szepnął, zatapiając twarz wjedwabistych włosach, gdy jej ciało nie przestawało dygotać.Przytuliła policzek do jego ramienia.- Jeśli pocałujesz mnie choćraz jeszcze, mogę umrzeć z rozkoszy.Jęknął cicho i ujął jej spłonioną twarz w obie dłonie.Oddychał ztrudem, jak po długim biegu.- Czy chcesz, żebym przestał? Zamiastodpowiedzi pocałowała go w dłoń, a on znów przywarł do niej ustami.Zatraciła się w tym pocałunku.Nie był to banalny uścisk ani zdawkowygest pocieszenia.Ogień, który płonął między nimi, pożerał ich.Niezaznała dotąd niczego, co byłoby podobne do tej słodkiej i dzikiejPolgara & ponaousladansc ekstazy, która przenikała jej ciało i duszę.Kochała Jaroda i nie potrafiłajuż dłużej tego przed nim kryć.%7ładen pocałunek nie był dość długi, anidość głęboki.- Tatuś jest w domu!Do sypialni doleciał podekscytowany głos Michaela.Na jegodzwięk Domini usiłowała przerwać pocałunki, ale Jarod wydał tylkopomruk niezadowolenia i nadal więził ją w ramionach.Ogarnęła jąpanika.Odepchnęła go zmuszając by rozluznił uścisk.Udało się jejoderwać w chwili gdy Michael, a tuż za nim Peter, wbiegli do sypialni.-Tatusiu, co ty tu robisz? - spytał Michael, przyglądając się im uważnie.Jarod niechętnie puścił Domini z objęć, pozwalając jej uciec do łazienki.- Całowałem Domini, synku.Przez zamknięte drzwi słyszała ich rozmowę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum