[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I wtedy stało się coś niezwykłego.Dornowa przychwyciła swymi wątłymidłońmi szorstki rękaw sukni zakonnicy, otworzyła szeroko oczy i powiedziała zestrachem i z nadzieją: Kto tu był? Kto tu był? Nikogo nie było, moje dziecko  odpowiedziała łagodnie siostra, biorąc tewyrazy za zwykłe u chorej bredzenie.Ale Joanna nie uspokoiła się. Nie, nie  powtarzała z uporem, bardziej już do samej siebie  tu ktośbył.tu był Stefek, Stefek. Uspokój się, dziecko  powtórzyła siostra.Ale Dornowa odrzuciła kołdrę i wołała wielkim głosem: Stefku, Stefku, ja powiem ci.Opadła znużona na poduszki, gdy siostra otulała ją pieczołowicie kołdrą.A tymczasem Kaniewski szedł do domu bardzo powoli.Było pogodne popołudnie grudniowe.Rankiem prószył śnieg, który zmienił sięjuż pod stopami przechodniów w czarną masę.Zapadał wczesny zmierzch zi-mowy.LRT Na wystawach sklepowych płonęły już światła.Jedne za drugimi zapalały sięcicho barwne reklamy neonowe nad kinami i sklepami.Ludzie śpieszyli się, takjak gdyby od każdej chwili spóznienia zależało ich życie.Kaniewski szedł ulicą Bracką.Miał uczucie, że nie ma dokąd ani po co pójść.Po raz nie wiadomo który z uporem maniaka rozpatrywał każdy szczegół swychrozmów z Domową z ostatniego burzliwego badania. Co mogło ją doprowadzić do tak strasznego czynu? Przecież nie on.Czyprzysięgła coś Gorzeckiemu?"Nagle, olśniła go jak błyskawica myśl, że może rozmowa z Gorzeckim rzucijakieś światło na tę straszną tajemnicę.Gorzecki już od dawna nie dorzucił nicnowego do sprawy, ale może pod wpływem samobójstwa Dornowej powie.Ktoś ukłonił się sędziemu w przejściu.Machinalnie zdjął kapelusz.Nie wie-dział komu się odkłonił.Szedł dalej pogrążony w myślach.Wciąż widział jedno ito samo.Napiętnowaną bólem twarz Joanny i wygoloną, uśmiechniętą pewnąsiebie twarz Gorzeckiego. To jego, a nie moją jest ofiarą"  pocieszył się.I nagle poczuł wielkie znużenie.Ogarnęło całą jego istotę z taką siłą, że przy-stanąwszy na rogu ulicy, zaczął się rozglądać za taksówką.Wsiadł i rzucił swój adres.Gdy wóz ruszył, sędzia przymknął oczy i w tej sa-mej chwili w uszach zabrzmiał mu poważny głos starego lekarza: Serce to delikatny instrument.Nie potrafi być posłuszne nawet prawu. Nawet prawu."* ** Papierosa?Sędzia Kaniewski podawał przez biurko swą papierośnicę siedzącemu naprze-ciw niego oskarżonemu Edwardowi Gorzeckiemu.LRT Jednocześnie bacznie spoglądał w twarz tego człowieka, na której kilka mie-sięcy pobytu w więzieniu zostawiły już widoczne ślady.Był mizerny, choć wciążstarannie wygolony.Koło ust pogłębiły mu się dwie bruzdy, czoło było z lekkapofałdowane.Ale mimo wszystko cechowała go ciągle ta sama niewymuszonaswoboda światowca, umiejącego się zachować w każdej sytuacji.Kaniewski przypomniał sobie, jak to przed kilkoma dniami matka Gorzeckie-go, stara pani Henryka Gorzecka, która przybyła z Moran do Warszawy, by sta-rać się o sprawę syna, powiedziała do sędziego:  Mój syn, proszę pana, jest takdobrze wychowany, że nie mógłby chociaż by dlatego popełnić gwałtownegoczynu".Te wyrazy wydały mu się wówczas naiwną i pozbawioną sensu gadaniną sta-ruszki.Ale teraz, patrząc na swobodę, z jaką Edward Gorzecki zapalał papierosai mile dziękował skinieniem głowy, sędzia myślał: Albo to wyrafinowany zbrodniarz, albo."Nie, ten człowiek nie mógł być niewinny.Przecież wszystko wskazywało najego niezaprzeczalą winę.Nawet ta nieszczęśliwa kobieta.Odpędził szybko te myśli i zwrócił się do Gorzeckiego: Wie pan już zapewne o strasznym wypadku, jakiemu uległa pani Dornowa powiedział. Tak  rzekł Gorzecki powoli  czy mógłbym dowiedzieć się, jaki jeststan jej zdrowia?Wciąż nie wypadał ze swej roli człowieka z towarzystwa.Sędzia udzielił mu krótko objaśnienia co do stanu zdrowia Dornowej.Mówiąc o tym, że wciąż jeszcze znajduje się między życiem a śmiercią, bacz-nie obserwował wyraz twarzy Gorzeckiego.Teraz ta wyrażała ubolewanie, nawetsmutek.Ale trudno było dopatrzeć się na niej jakiejkolwiek rozpaczy. Aotr", myślał sędzia.Nie kochał jej.Zdobył ją sobie dla sportu, by nie wyjść zwprawy uwodziciela, a teraz nawet nie żałuje jej".I ogarnął go na nowo głuchy gniew przeciw temu człowiekowi.Ale opanowałsię szybko.LRT  Czy jest panu może wiadomy powód, dla którego pani Dornowa targnęłasię na swe życie?  spytał dobitnie.Gorzecki wzruszył z lekka ramionami. Skądże ja mogę wiedzieć  odpowiedział nieco zuchwale. Pan sędziawidywał ją zapewne na przesłuchaniach.Ja nie widziałem jej od pół roku. Tak, zapewne  rzekł sędzia, udając, że nie pojął zaczepki, tkwiącej wtych słowach.Ale pan znał dobrze oskarżoną przedtem. głos jego zadrgał zlekka  znał ją dobrze. Jestem jej kuzynem  przerwał Gorzecki jak gdyby chcąc od razu nadaćwłaściwe znaczenie tym słowom sędziego. Tak, i bywał pan częstym gościem w Moranach  dodał sędzia więc może pan powiedzieć, czy miała słonności w tym kierunku, czy kie-dykolwiek usiłowała popełnić samobójstwo.Gorzecki kręcił w milczeniu papierosa w ręku.Potem wymówił powoli: Zapewne, była nerwowa.Marian, to jest nieboszczyk Dorn, mówił mi kie-dyś. przerwał i nagle powiedział. Ale to do sprawy nie należy! Do sprawy należy wszystko, co mogłoby rzucić jakieś światło na charakterpani Dornowej  powiedział sędzia.Jednocześnie pomyślał, że Gorzecki, przedstawiając Domową jako osobę bar-dzo nerwową, chce może zrzucić na nią odpowiedzialność za zbrodnię, a sam sięoczyścić.Ale to, co powiedział Gorzecki potem było już całkiem niespodziewane. Więc, powiem panu  rzekł oskarżony. kiedyś dowiedziałem się pew-nej tajemnicy z życia Mariana Dorna i wówczas Marian zaklinał mnie, bym niewygadał się w jakiś sposób przed Joasią, gdyż gotowa zrobić sobie coś złego.Skoro tak przypuszczał, musiał ją znać dobrze. Acha  rzekł powoli Kaniewski  a jakaż to była tajemnica Dorna? Teraz, ponieważ już nie żyje i ponieważ Joasia nie ma możności dowiedze-nia się o niej, mogę ją chyba panu sędziemu powierzyć.LRT Gorzecki przechylił się przez stół.Na ustach zaigrał mu dobrze już znany Ka-niewskiemu uśmiech, który wypływał na tę twarz, ilekroć Gorzecki mówił osprawach erotycznych, czy o kobietach. Dla nas, mężczyzn, wie pan sędzia, nie było to znowu żadne przestępstwo,ani taki powód do tajemnicy.Ale wrażliwa kobieta.Chodziło tu po prostu, opewien grzeszek Mariana Dorna. Zdradzał żonę?  spytał sędzia. Tak.Oczywiście, dla stuprocentowego mężczyzny, takie małe zboczenie zlegalnej drogi małżeńskiej, nie jest nawet zdradą.Tyle że trwało to dość długo.Ale ta, z którą zdradzał Joasię.Mój Boże, czyż mogła być o nią zazdrosna? Jauważałem, że nie, ale Marian był odmiennego zdania. Któż to był taki?  niecierpliwił się sędzia.Jednocześnie myślał:  Ach więc jeszcze i to.Mąż niekochany i zdradzający.Biedna Joasia".Gorzecki wciąż uśmiechał się cynicznie.Wreszcie wycedził przez zęby: Była tam taka jedna gospodarska córka, która pełniła we dworze obowiązkipokojówki.Magda Pękalanka. Ach, tak.Sędzia zobaczył przed sobą czerstwą twarz pięknej dziewczyny, jej jasne jakzboże włosy, błękitne oczy.Usłyszał jej nonszalancki, zuchwały nieco głos.Te-raz zrozumiał, czemu mówiła o panu, że był taki dobry, a o pani tak niechętnie.To był ważny szczegół [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum