[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Myślałem, że to dożynki, brakowało tylko pieśni i wieńca zezbóż, był natomiast spleciony z wóięczności i dobrych uczynków. Wióę, że to jest łatwa zabawa, ironizowanie wszystkiego, bo zbyt często pan sięw to bawi  powieóiała spokojnie na pozór, ale w głębi drżała gniewem. Nie moja zasługa, a& sposobności tak częstych. iękuję panu za szczerość.Wiem teraz już dobrze, że wszystko, co robię, jestśmieszne, małostkowe, parafialne i niemądre, że to wszystko godne jest ironii, tylko ironii,a pan ją swobodnie wypowiada, bo to mnie tylko boleć może, a pana cieszy nieprawdaż? mówiła rozdrażniona. Co słowo to oskarżenie i to baróo ciężkie  rzekł Karol. I prawda. Nie, zupełna nieprawda, przywióenie dla mnie baróo bolesne. Bolesne!  zawołała ironicznie.Ziemia obiecana 277  Panno Anno, Anka! dlaczego się pani gniewa na mnie? Po co mamy sobie zatruwaćżycie takimi drobiazgami, czyż pani na serio znajduje w moim ironizowaniu niewinnymobrazę i krytykę siebie? Ależ daję pani słowo, że nigdy, nigdy tego nie pragnąłem i pragnąćnie mogłem  tłumaczył się gorąco, szczerze zmartwiony i dotknięty jej słowami.Anka nie słuchała, wyszła z pokoju, nie spojrzawszy na niego.Karol poszedł do ojca na werendę i skarżył się przed nim. Ja jestem trup, ja już nie żyję, ale ci powiem szczerze, krzywóisz Ankę i znie-chęcasz, obyś tego nie żałował pózniej  powieóiał stary ze smutkiem i zaczął mu robićdelikatne wymówki za zaniedbywanie narzeczonej i za te tysiące drobiazgów w coóien-nym życiu, którymi Ankę ranił i obrażał jej miłość własną. Antonina niech się spyta panienki, czy prędko pojeóiemy do kościoła, bo koniejuż czekają  powieóiał Karol do służącej i wzburzony wymówkami ojca, choóił powerenóie, oczekując odpowieói.Służąca przyszła zaraz. Panienka poszła do pani Trawińskiej i powieóiała, że óisiaj nie pojeóie do ko-ścioła.Borowiecki rozczerwienił się ze złości i wybiegł. P3że sobie piwo, jakieś nawarzył&  mruczał za nim pan Adam.Anka rozgniewana poszła do Niny.Nina była sama, sieóiała w narożnym pokoju przed małymi stalugami i malowałapastelami bukiet złotawych róż, rozsypanych przed nią na pysznej zielonawej materii. Dobrze, żeś przyszła, miałam pisać po ciebie. Sama jesteś? Kazio pojechał do Warszawy, wróci dopiero wieczorem, malowanie mi się jużsprzykrzyło, czytać mi się nie chce, więc chciałam ci zaproponować wycieczkę za miasto,na świeże powietrze.Bęóiesz miała czas? Ile tylko zechcesz. A Karol? Przecież jestem dorosła i wolno mi już rozporząóać sobą i czasem swoim. A!  wyrwało się Ninie mimo woli, ale nie pytała więcej, bo służący zameldowałKurowskiego, który dowieóiawszy się, że nie ma Trawińskiego, chciał wyjść.Azy, Kobieta, Mężczyzna, Zostań pan, zjemy razem obiad, a potem we trójkę urząóimy wycieczkę za miasto,Cierpienie, Szczęście,bęóiesz pan naszym opiekunem i pocieszycielem, dobrze?Kondycja luóka Na opiekuna zgoda. Ba, kiedy nam koniecznie potrzebny jest pocieszyciel. Dobrze, niechaj panie cierpią, a zacznę pocieszać, tylko uprzeóam, że łzom nieuwierzę i pozwolę im płynąć swobodnie, choćby strumieniami. Azom pan nie wierzy? Przepraszam, kobiecym łzom. Zawiodły pana jedne, a teraz zemsta na wszystkie. Tak, zawiodły, a teraz zemsta!  powieóiał wesoło. Nie bęóie pan miał do niej sposobności, bo my należymy do kobiet, które niepłaczą, nieprawdaż Anka? A przynajmniej nikt łez ani cierpień naszych nigdy nie zobaczy  odpowieóiałacicho Anka. Uwielbiam taką dumę, a gdybym był prawodawcą, nakazałbym ją wszystkim. Nikt by nie słuchał, bo luóie są szczęśliwsi przez to samo, że mogą uchoóić przeddrugimi za nieszczęśliwych. Duży paradoks, ale i duża prawda; człowiek to przede wszystkim zwierzę lirycz-ne, jeśli nie sentymentalne [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum