[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poraz pierwszy od tragicznej nocy, gdy zginęła jego żona, teraz właśnie,stojąc w leśnym mroku, trzymając tę wyjątkową dziewczynę, coś sobieuświadomił.%7ływię do niej urazę, bo była przy Jadeitowym Niebie w chwili jej śmierci, a mnie tam nie było.Tego jej nie mogę wybaczyć.Nie, nie, pomyślał.Sobie nie mogę wybaczyć.Podniosła twarz i wyszeptała mu do ucha:- Proszę, pozwól mi odejść.Gdy Kaan spojrzał w jej ciemne, niespokojne oczy, musiałpowstrzymać impuls, który kazał mu wziąć tę uniesioną twarz w dłonie idelikatnie zetrzeć białą farbę, by pokazały się spod niej dziewczęce rysy.- Nie mogę.- Jestem daleko od domu, daleko od mego ludu i moich bogów.Jestem całkiem sama.Azy, które nagle popłynęły, przestraszyły go.Ta wyspiarka była takasilna, samodzielna, zdeterminowana.Nie przyszło mu do głowy, że jestteż zdolna do płaczu.- To twój kraj - powiedziała z napięciem.- Nie mój.Wcale mi tu niejest dobrze.Chcę do morza.Jestem daleko od moich duchówopiekuńczych, delfinów.- Długo wstrzymywane emocje wypłynęły jaksłodka woda ze studni artezyjskiej na Wyspie Pereł.- Tak bym chciaławrócić do wody, znalezć się wśród fal, na głębinie, gdzie czuję się jak usiebie w domu - łkała, nie mogąc się powstrzymać.- Tęsknię zawolnością pływania jak ryba.Bez morza jestem niczym.Kaana zdumiała namiętność brzmiąca w jej głosie.Nie miał pojęcia,jak zareagować.Widział kiedyś morze, gdy drużyna z Mayapan udała sięna turniej do Campeche.Ale Kaan nawet nie zszedł na plażę, z wierzchołka wzgórza patrzył na przerażający niekończący się wodnyprzestwór.W takiej wodzie niejeden utonął, niejednego pożarły dzikiemorskie stwory.Jak można tęsknić za czymś tak strasznym iniszczycielskim?I nagle usłyszał w głowie inny głos, głos Jadeitowego Nieba, którakiedyś, jeszcze przed ślubem, pytała:- Jak można kochać sport, który sprawia tyle fizycznego bólu, sport,w którym można zginąć?Nigdy przedtem nie analizował swojej piłkarskiej pasji, niezastanawiał się nad swoją potrzebą gry, nie uświadamiał sobie, jakożywczo działała na niego rywalizacja z godnym przeciwnikiem.Naboisku nie był ani Mają, ani Cziczimekiem, był siłą, krwią, masą.Byłsobą.Czy tak właśnie czuła się Tonina w morzu?Drgnął, bo uświadomił sobie w tej chwili, że mimo różnic - ona zbarbarzyńskich wysp, on bohater majańskiego ludu - są pod jednymwzględem podobni: kochają coś, co jest dla nich ważniejsze niż życie.Odstąpił od niej, opuścił ręce, wstrząśnięty objawieniem któregodoznał.Nie, to nieprawda.Nie możemy być podobni.Postanowił jednak, że aby skłonić ją do powrotu, zajmie sięzaprowadzeniem porządku w tłumie.Nie zrobi kroku jednak dla Toniny- tak sobie to tłumaczył - ale dla Jadeitowego Nieba.Jeśli rzeczywiściezdarzyłoby się tak, jak się tego Tonina obawia: nieokiełznany tłum zniszczyłby czerwony kwiat - to wtedy nigdy nie byłby wolny, nigdy bynie mógł wyruszyć do Teotihuacan.Rozdział Trzydziesty Pierwszy.Nazajutrz rano wezwał wszystkich, aby go wysłuchali.Zadymioneobozowisko ucichło.Wszystkie oczy skierowały się na Kaana.Patrząc na twarze pełne wyczekiwania, pomyślał: nie jestemżadnym przywódcą.Ale wtedy usłyszał głos matki, dochodzący zdalekiej przeszłości:  Nie waż się ponieść klęski, synu mój".Kaan wiedział, że dozna porażki, jeśli spróbuje sięgnąć za daleko.Dlatego konsekwentnie odmawiał, gdy proponowano mu, by zostałkapitanem drużyny.I teraz obawiał się, że przywództwo to coś poza jegozasięgiem.Spojrzał wszakże na Toninę, wspomniał ich nocne intymnespotkanie - chwilę objawienia - i uznał, że musi się tego podjąć.Był jednak zdenerwowany.Kaan nie był urodzonym mówcą, nie byłprzyzwyczajony do publicznych przemów.Jestem człowiekiem czynu,nie słów, myślał, prostując się i podnosząc głowę.Ale wytłumaczyłsobie, że słowa to też rodzaj czynów, więc rozkazującym tonem ogłosił:- Wprawdzie podążacie tylko za mną, nie ze mną, ale musicieprzestrzegać moich zasad.%7ładnych opóznień.Musimy podróżowaćsprawnie.Kto nie jest w stanie nadążyć, niech wraca do domu. Zamilkł i rozejrzał się po każdej twarzy z osobna, tak jak czynił toich trener w akademii piłkarskiej, który starał się spojrzeć każdemuzawodnikowi w oczy, żeby mieć pewność, że zrozumiał.- Każdy musi uczestniczyć w polowaniu lub w zbieraniu jadalnychroślin, nie ma wymigiwania się - mówił dalej, układając te podstawowezasady podług kodeksu honorowego akademii piłkarskiej, opartego nazaufaniu i sprawiedliwości, uczciwości i szacunku dla innych.- Jedzeniejest wspólne [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum