[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Zapewniam cię, Robbie - przerwała jej Alaina - że mieliśmy solidną przyzwoitkę w postaci Saula, a także całejeskorty żołnierzy konfederackich.Na statku też była wystarczająca liczba niebieskobrzuchów, możesz być o tospokojna.- W jej oczach zapaliły się iskry.- Czy będzie nietaktem, jeśli zauważę, że powinnaś być mi wdzięczna?W końcu twój mąż wrócił i żyje.- Gdyby się posłuchał mnie, w ogóle by nigdzie nie jechał.Moglibyśmy już być w Waszyngtonie.Kręcąc głową na poduszce.Cole usiłował nadążyć za tokiem jej wypowiedzi pomimo swych przytępionychzmysłów.Podany mu chloroform wciąż jeszcze próbował go z powrotem pogrążyć we śnie.Alaina uśmiechnęła się z przekąsem.- Nie chciałabym podkopywać twoich ambicji, Robbie, ale nie sądzę, żebyś w najbliższym czasie mogławyjechać do Waszyngtonu.Najwyrazniej nie słuchałaś dokładnie generała Mitchella.Twój mąż ma przed sobądługą rekonwalescencję, a jak słyszałam, Magruder zgłosił się już na miejsce kapitana.- O czym ty mówisz? - zaperzyła się Roberta.- Oczywiście, że pojedziemy do Waszyngtonu! Lekarz ranny nasłużbie.- zaśmiała się.- To będzie przebój sezonu towarzyskiego.Przy mojej pomocy Cole pewnie zostaniegenerałem jeszcze przed końcem wojny.- Już został majorem, bez twojej pomocy.- Alaina nie mogła sobie odmówić uszczypliwości.- I to bez jazdy doWaszyngtonu.Z nienawiści oczy Roberty zrobiły się wąskie jak szparki.Była pewna, że kuzynka z niej szydzi i cieszy się wduchu.Ta mała jędza zrobiłaby wszystko, żeby mieć Cole a blisko, nawet jeśli miałby być kaleką.Z furiąmachnęła ręką w stronę drzwi.- Wynoś się stąd! Już niczego więcej od ciebie nie potrzebujemy.Potrafię się sama zatroszczyć o męża.Nie ważsię mieszać w nasze sprawy.Nie przejmując się zbytnio, Alaina wzruszyła ramionami.Owinęła pas wokół kabury pistoletu Cole a, podeszłado łóżka i położyła go obok poduszki.- Kapitanie, jeśli tylko będzie pan potrzebował obrony przed jakimś niebieskobrzuchem, proszę dać mi znać.Cole z wysiłkiem skupiał wzrok na drobnej, chłopięcej postaci.Kobieta, która się pod nią ukrywała, była prawieniedostrzegalna pod maską przyciemnionej skóry i potarganych włosów.- Dokąd pójdziesz? - zapytał jak w malignie.Alaina uniosła wysoko szczupłe ramiona pod obszerną kurtą.- Kto to wie?Lekko zmarszczył czoło i otworzył usta, żeby jeszcze o coś spytać, lecz ona już odeszła.Na chwilę spotkały sięwzrokiem z Roberta, po czym Alaina włożyła na głowę cylinder i ruszyła do drzwi, na odchodnym rzucającjeszcze:112 - Mam nadzieję, kapitanie, że tym razem nie będzie pan żałował, iż go tu przywiozłam.Znalazłszy się za drzwiami, Alaina westchnęła ciężko i ponuro.Pozostawienie rannego mężczyzny ze złośliwąjędzą budziło w niej instynkt obronny.Ale kazano jej wyjść z pokoju.Nie mogła przecież zostać i chronić Cole aprzed jego własną żoną.Przed szpitalem czekał na nią w powozie doktor Brooks.- Pomyślałem, że trzeba cię będzie podwiezć.- Klepnął ręką siedzenie obok siebie.- Chodz.Chcę z tobąporozmawiać.Zawahała się, w obawie, że znów usłyszy od niego jakąś złą wiadomość.- Nic.poważnego tym razem, prawda? - zapytała z niepokojem.- To znaczy kapitan wyzdrowieje, tak?- To, jak sądzę, będzie po twojej myśli.- Stary doktor uśmiechnął się.Odetchnęła z ulgą i chętnie usadowiła zmęczone ciało na pustym miejscu obok doktora.- Ułożyliśmy z panią Hawthorne pewien plan - oznajmił rzeczowo.Alaina spojrzała ze zdumieniem.- Nie wiedziałam, że pan jest jej znajomym.- Znamy się od kilku lat, ale po raz pierwszy wspólnie coś realizujemy.- Znając panią Hawthorne - zaczęła ostrożnie Alaina - nie będzie dla mnie niespodzianką, jeśli to znów jakaśekstrawagancja.Patrząc na drogę przed sobą, staruszek zaśmiał się serdecznie.- Tak dobrze ją znasz, co?- Wystarczająco! - Choć starała się nie okazywać przejęcia, ciekawość Alainy została pobudzona.- Więc jakchcecie tym razem wykiwać Jankesów?- Moje dziecko, a gdybyś tak zrzuciła te ohydne łachy i ubrała się, jak przystało na młodą damę?Dziewczynę na moment zamurowało, po czym zapytała z niedowierzaniem:- W normalną suknię i inne rzeczy?- I wszystkie inne rzeczy, w jakie ubierają się młode damy.- Doktor spojrzał w bok i spostrzegł, że w jej szarychoczach zabłysły iskierki entuzjazmu.- Widzę, że ten pomysł ci się podoba.- O tak! Tak! - Roześmiała się, zdjęła kapelusz i ścisnęła go w rękach.- Byłoby cudnie.ale jest pan pewny?Dlaczego tak postanowiliście?- Pani Hawthorne głęboko wierzyła, że wrócisz.Kobieca intuicja, jak sądzę.Złożyła mi wizytę i zapytała, czymógłbym znalezć pracę w szpitalu dla jej siostrzenicy.- To znaczy w tym szpitalu jankeskim?Doktor Brooks pokiwał głową.- Już się dowiadywałem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum