[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Podszedł bliżej, popatrzył na talerz z wystygłą jajecznicą i wyschniętą grzanką i skrzywił się z obrzydzeniem.- Daj mi to.- Dlaczego? - zapytała, chwytając kurczowo tacę.Sean wzniósł oczy do nieba.- Czy musisz się ciągle kłócić?- Tak, bo inaczej wszyscy weszliby mi na głowę.- Akurat tym razem powinnaś na to pozwolić.- Rozgiąłdelikatnie jej palce i odebrał tacę.- Zaraz wracam.Patrzyła za nim, zdezorientowana.Nie był ani zdenerwowany, ani zły.Jeżeli już, to raczej smutny.Wrócił po dłuższej chwili z talerzem pełnym gorącychgrzanek, posypanych cukrem i cynamonem.Postawił Dean-nie tacę na kolanach, a sam stanął nad nią z surową miną.- Masz dwa wyjścia - powiedział - albo zjesz to po dobroci.- Albo co? - przerwała mu, tłumiąc śmiech.- Albo będę cię musiał nakarmić.- Chciałabym to widzieć.Spróbuj tylko - powiedziałabuńczucznie, jednak posłusznie sięgnęła po grzankę.Pochwili ze zdumieniem podniosła na niego oczy.- Pyszne.Sam je robiłeś?- Własnymi rękami - odparł.- Kiedy człowiek mieszkasam, musi poznać podstawy gotowania, jeżeli nie chce żywićsię mrożonkami.W pracy także mamy kolejno dyżury w kuchni.Możesz mi wierzyć, jesteśmy niezłymi kucharzami.Głodny strażak to zły strażak.Deanna roześmiała się.- Co jeszcze potrafisz ugotować?- Wszystko, jeśli dasz mi książkę kucharską.Anula & Irenascandalous - Szczęśliwa kobieta, która dostanie cię za męża.- Tążartobliwą uwagą chciała wywołać uśmiech na twarzy Seana,ale on sposępniał, a potem odszedł od łóżka i zapatrzył sięw okno.- Sean!- Tak? - Powoli się odwrócił.- Dzięki, że przyszedłeś dziś wieczorem do Joeya.- Drobiazg.Nie ma za co.- Dla mnie to nie był drobiazg - powiedziała.- Słyszałam cię, kiedy leżałam nieprzytomna.- Co takiego!?- Naprawdę słyszałam twój głos.To on przywołał mniedo rzeczywistości.Sean się zmieszał.- Wtedy też coś takiego powiedziałaś.Dodałaś też, że nieotworzysz oczu, bo nie chcesz usłyszeć  a nie mówiłem.".Jak przez mgłę pamiętała, że istotnie coś takiego mówiła.- Ale nie powiedziałeś  a nie mówiłem", prawda?- Nie.Pomyślałem sobie, że i bez tego mnie zrozumiesz.- A dlaczego odszedłeś bez słowa?- Zostawiłem cię w dobrych rękach.Nie byłem ci jużpotrzebny.Deannie wydało się, że w jego słowach zabrzmiała nutagoryczy.- Sean?- Posłuchaj, muszę już iść.Nie powinienem był wychodzić z pracy, ale chciałem sprawdzić, jak się czujesz.- Nachylił się i musnął wargami jej czoło.- Masz to wszystkozjeść do ostatniego okruszka.Bo i tak o wszystkim się dowiem.Anula & Irenascandalous - Znowu obgadywaliście mnie z Ruby?Sean uśmiechnął się.- Z Ruby i z Kevinem.Nic się przede mną nie ukryje.Deanna zjadła grzanki i usnęła, w błogim poczuciu bezpieczeństwa.W ostatnim przebłysku świadomości pomyślała, że nigdy nie powie Seanowi, iż to jego zasługa.W drodze powrotnej Sean doszedł do wniosku, że coś sięmiędzy nimi zmieniło.Nie bardzo wiedział co, ale opuszczałDeannę z przeświadczeniem, że zawarli jakieś nowe porozumienie.Nie był jednak wcale pewny, czy to dobrze.WizjaDeanny, pokonującej zasieki, jakimi się otoczył, napawała gonie radością, lecz raczej obawą.Niepokoiła go również potrzeba ciągłego sprawdzania,czy u niej wszystko w porządku.Czy nie dostał wystarczającej nauczki u Joeya, kiedy został potraktowany przez Deannęi Kevina jak intruz w ich małym światku? Widocznie nie,skoro już po paru godzinach znów do niej poszedł.Jak się okazało, postąpił słusznie, gdyż Deanna nie wyciągnęła żadnych wniosków z tego, co się stało.Nawet nietknęła jedzenia, które przygotowała jej Ruby.Jednym słowem, ta kobieta pilnie potrzebowała opiekuna.Czy był gotów podjąć się tej roli? Oczyma duszy zobaczyłKevina.Nikt bardziej niż ten chłopiec nie potrzebował taty.Mały zasłużył sobie jednak na ojca, który zostałby z nim nadłużej.A on wciąż nie był pewny, czy temu sprosta.Możegdyby byli z Deanna tylko we dwójkę, zdobyłby się na tensam krok co jego brat, który ożenił się z Maggie.Jednak tuw grę wchodziło również dziecko.Nie chciał zawieść Kevi-na, gdyby im się z Deanną nie ułożyło.Anula & Irenascandalous Był tak skołowany, że gdy dziesięć minut po powrocie dostrażnicy został wezwany do pożaru, niemal mu ulżyło.Przynajmniej zrobi coś, w czym jest naprawdę dobry.Niestety, z pożarami często bywa jak z kobietami.Nigdynie wiadomo, czego można się po nich spodziewać.Podobniebyło i tym razem.To, co miało być krótką wyprawą, przemieniło się w całonocną batalię, w której wzięły udział dwiedodatkowe jednostki straży pożarnej.Pożar wybuchł w starym domu, w kuchni, gdzie od ognia na kuchennym piecuzajęły się firanki.Nim lokatorka zorientowała się, co siędzieje, upłynęło dziesięć minut, podczas których ogień zająłdrewnianą konstrukcję budynku.- Jak to się stało? - zapytał Hank, widząc płomienie buchające z okien na drugim piętrze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum