[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Zliwiecka kieruje się do wyjścia.- Dobrze, pani ordynator.- I proszę mnie poinformować, jak odzyska przytomność.- Oczywiście.Profesor Zliwiecka wychodzi.Pielęgniarka chwilę krząta się poniewielkiej izolatce i również wychodzi.Maciek leży bez ruchu.Podłuższej chwili ostrożnie otwiera oczy.Kobiet nie ma, znowu słychaćmiarowy szum klimatyzacji i aparatury podtrzymującej.Co teraz!? Sytuacja jest fatalna.Wciąż chcą go zabić, a on jest takbeznadziejnie bezbronny.Postanawia sprawdzić, czy może się ruszać.Prawa ręka, palce.Działają.Teraz dłoń.Porusza dłonią.Oczywiście omocnym uścisku nie ma mowy, ale porusza dłonią.Próbuje uruchomićcałą rękę.Ogromnym wysiłkiem podnosi ramię dziesięć centymetrów nadpościel.- Aaa.szlag by to.- słyszy jęczący warkot wydobywający się zwłasnego gardła.A lewa ręka? Usiłuje nią poruszyć.Nic.Nie jest w stanie, ręka go niesłucha.Nóg w ogóle nie czuje, więc nie ma co próbować.Tylko na tyle goteraz stać.Na lekkie uniesienie prawej ręki nad pościel.W takiej sytuacjinawet średnio przeszkolone dziecko mogłoby go wysłać na tamten świat.Co może zrobić? Może krzyczeć, już to przetrenował.Może prawąręką zerwać elektrody od EKG z piersi, na pewno wywoła to alarmaparatury monitorującej.Na razie tylko tyle może.Ach, gdybym miałkomórkę! I co? Co byś zrobił, idioto? Do kogo byś zadzwonił? Skądwiesz, kto jest jeszcze z tobą, a kto już przeciwko tobie!? Teraz musiszzdrowieć, musisz wydobrzeć i nie dać się zabić.Przetrwać noc.AresztAreszt śledczy przy Rakowieckiej jest duży, stary, ciasny,przeludniony i duszny.Komisarz Lidka Nowakowska szczególnie nielubiła tej męskiej duchoty.Było w niej wszystko - pot, ślina, sperma,bieda, skarpetki, nieświeże oddechy, resztki jedzenia, kibel, tanie mydło,tytoń i wszystko doprawione tym szczególnym aromatem nieszczęścia.Tego ostatniego setki skazanych miały tu akurat pod dostatkiem.Pora wizyty jest dość niecodzienna jak na oficera śledczego, dozgaszenia światła w celach zostały niespełna dwie godziny.Czynnościśledcze zwykle wykonuje się dużo wcześniej.Ale Lidkę przycisnęło.Szczególnie po wizycie w szpitalu u ciężko rannego Macieja Szumana. Postanowiła, że jeszcze dziś musi porozmawiać z jego ochroniarzem,który był z nim wtedy pod Leclerkiem.- Niezły kozak z tego waszego ochroniarza.- Klawisz idzie przy niej,miarowo pobrzękując kluczami.- Dwóch osadzonych tak oklepał, że leżąteraz na izbie chorych i nie wiedzą, jak się nazywają.- Co się stało? Dlaczego się bili?- To się stało, że grypsujący do niego przyszurali, a on za kratamipierwszy raz, i od słowa do słowa zrobiła się sprawa.A że chłopak jestszybki i odważny, to dał se radę.Krata!Warczenie elektrycznego zamka i kolejne zakratowane drzwiotwierają się przed komisarz Lidką Nowakowską.Po chwili zamykają sięz trzaskiem.Wchodzi coraz głębiej w kolejne kręgi piekieł.Zawsze, będąctu, zastanawia się, co by było, gdyby akurat teraz wybuchł bunt, gdybywięzniowie opanowali budynek i wzięli ją jako zakładniczkę.Tłumwyposzczonych, bezwzględnych, brutalnych recydywistów i ona jedna,młoda policjantka, nie za ładna (co do tego nie miała już złudzeń), alejednak kobieta.Spogląda na klawisza.- Naczelnik zamierza wyciągać jakieś konsekwencje po tej bójce?Klawisz spogląda na nią zdziwiony.Kroczy korytarzem spokojnie,dostojnie, jak król.- A po co? To grzeczny chłopak.Tamtych dwóch to świry, niepierwszy raz robią problemy, chłopak ich naprostował i już, teraz onrządzi.Lidka dobrze wiedziała, że tak naprawdę rządzą tu klawisze.Oni sątu królami i od nich zależy los ich poddanych.Jeśli nie zamierzają karaćCycka za udział w bójce, to tylko dlatego, że mieli kłopoty z tamtymi.Wielkim kluczem otwiera drzwi pustej celi.Tu zwykle oficerowieśledczy albo prokuratorzy spotykają się z osadzonymi.W niskiej celi jesttylko biurko i dwa twarde krzesła po obu stronach.- Pani komisarz poczeka, zaraz go przyprowadzę.- Klawisz zamykadrzwi i odchodzi.Komisarz Lidka Nowakowska zostaje w celi sama.Tyle razy tu byłai wciąż czuje w środku to denerwujące drżenie.To strach.Dobrze o tymwie.Może po prostu nie nadaje się do tej roboty.Może lepiej by jej było wdrogówce albo w prewencji, gdzieś w biurze.Spokojnie, osiem godzin zabiurkiem, kawka, radyjko, ploteczki i znowu kawka.Teraz znajduje się wmiejscu, gdzie nienawiść do policjanta przybiera rozmiary monstrualne.Czuje tę nienawiść przez ściany, wlewa się przez dziurkę od klucza, przezbrudny wywietrznik pod sufitem.Nienawiść do policji jest tu tak konkretna, zgęstniała i namacalna, że można ją kroić nożem jak masło.Dlaczego zdecydowała się na takie życie? Dlaczego chce być tak bliskozła, skoro zło ją przeraża? Nie potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie.Wjej rodzinie nie ma tradycji mundurowych, jej mąż jest inżynierem odszerokopasmowych transmisji światłowodowych, mają małe dziecko, aona uparła się, żeby być na pierwszej linii walki z całym złem tego świata.Właśnie teraz tego żałuje.Wie, że to potrwa krótko, że za chwilę wróci jejzapał do policyjnej roboty, ale teraz, tutaj, w tym naszpikowanymnieszczęściem miejscu tego żałuje.Drzwi się otwierają.Klawisz popycha lekko Cycka do środka.- Poproszę nie za długo, pani komisarz, za półtorej godziny gasimy.- Dobrze.Drzwi znowu się zamykają [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum