[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.* Do czego?* Zobaczysz.Teraz jest mi potrzebna lina: kilkadziesiąt dwumetrowych odcinków.Remi zasalutowała.* Na rozkaz.Po godzinie pracy Sam wyprostował się i przyjrzał swojemu dziełu spod przymrużonych powiek,najwyrazniej obliczając coś w pamięci.Wreszcie skinął głową.* Pływalność powinna być wystarczająca * oznajmił.* Z mniej więcej dwudziestoprocentowymzapasem.Z tratwą na holu wrócili przez przesmyk na zachodnią stronę wyspy, po czym skierowali się wzdłużwybrzeża na południe i dotarli z powrotem nad dzwon.Sam przyciągnął tratwę osęką wędkarską doburty motorówki i przywiązał ją do knag.* Intuicja mówi mi, że będziemy mieli towarzystwo * powiedział, siadając na leżaku na pokładzierufowym.Remi dołączyła do niego.Pili wodę i obserwowali morze, aż kilkanaście minut pózniej w odległości półmili morskiej pojawił się yulin.* Miałeś nosa * stwierdziła Remi.Yulin zwolnił i na pokładzie rufowym zobaczyli mężczyznę w białym mundurze.Słońce odbijało się wszkłach jego lornetki.* Uśmiechnij się i pomachaj * powiedział Sam.Oboje robili to, dopóki mężczyzna nie opuścił lornetkii nie wszedł do kabiny.Yulin zawrócił na północ.Fargowie zaczekali, aż zniknie za krzywizną wyspy,po czym zabrali się do pracy.Sam włożył płetwy oraz maskę i chwyciwszy przygotowaną wcześniej kotwicę, stoczył się za burtę.Poniespełna półminucie ustawił tratwę nad dzwonem.Przywiązał koniec liny kotwicznej do przeciwległejstrony tratwy, zanurkował pod kątem, żeby naprężyć linę, i wepchnął łapy kotwicy w piasek.Po powrocie na powierzchnię złapał linę rzuconą mu przez Remi, zapętlił ją wokół środkowej belkitratwy, zanurkował i założył karabinek na koronę dzwonu.Wrócił na pokład rufowy, gdzieprzymocował linę do obu knag.Z rękami na biodrach przyjrzał się swemu dziełu.* Jesteś z siebie zadowolony? * spytała Remi z uśmiechem.* Owszem.* I słusznie, mój dzielny inżynierze.Sam klasnął w dłonie.* Do roboty. Kiedy Remi zajęła miejsce za sterem, Sam zawołał:* Mała naprzód!* Tak jest, mała naprzód! * odpowiedziała.Woda pod rufą zamieniła się w kipiel i motorówka ruszyła.Pokonała metr, potem drugi.Zaknagowanalina zaczęła się podnosić.Po chwili z przytłumionym mlaśnięciem zacisnęła się na poprzecznicytratwy.* Wygląda dobrze * orzekł Sam.* Płyń dalej.Tratwa zaczęła zbliżać się do rufy.Lina kotwiczna po przeciwległej stronie drżała z naprężenia, gdy stawiała opór motorówce.Samwłożył maskę, wychylił się za burtę i zanurzył twarz w wodzie.Dzwon wisiał trzy i pół metra podpowierzchnią, kilka centymetrów nad dnem.* Jak nam idzie? * zapytała Remi.* Zwietnie.Płyń dalej.Podnosili ostrożnie dzwon metr za metrem, aż w końcu korona przebiła powierzchnię i uderzyła wpoprzecznicę.* Zwolnij do biegu jałowego! * polecił Sam.* Na tyle, żeby utrzymać pozycję.* Robi się! * odkrzyknęła Remi.Sam chwycił z pokładu dwumetrowy odcinek liny i zanurkował.Po chwili dotarł do tratwy.Pięć pętli nakoronie dzwonu, węzeł na poprzecznicy i dzwon był zabezpieczony.Sam uniósł ręce w triumfalnymgeście jak kowboj, który właśnie spętał cielaka.* Załatwione!Silniki motorówki umilkły.Remi przeszła na pokład rufowy i pokazała mężowi uniesiony kciuk.* Gratulacje, Fargo! * zawołała.* Co teraz? Sam pokręcił głową.* Nie jestem pewien.Jeszcze to dopracowuję.* Skąd ja wiedziałam, że to powiesz?Rozdział 6ZanzibarNie mieli odwagi holować dzwonu wzdłuż wybrzeża do bungalowu.Potrzebowali bezpiecznegomiejsca, żeby go ukryć, dopóki czegoś nie postanowią i nie zorganizują.Wiedzieli, że spotkanie z yulinem mogło być przypadkowe, ale intuicja podpowiadała im, że anipierwsza wizyta kanonierki, ani jej powrót nie były zbiegiem okoliczności.Pytania kapitana wyrazniesugerowały, że interesuje go, czy szukają czegoś konkretnego.To z kolei oznaczało, że ktoś * byćmoże tajemnicza postać ukrywająca się w kabinie kanonierki * obawia się tego odkrycia.Odkryciadzwonu? Monety z Adelise? A może czegoś zupełnie innego?* Chcemy czekać i zobaczyć, co zrobią * zapytał Sam * czy potrząśniemy drzewem?* Nie jestem fanką bezczynnego czekania.* Ja też nie.* Więc co proponujesz?* Zachowujmy się jak ludzie, którzy mają coś do ukrycia.* Jesteśmy ludzmi, którzy mają coś do ukrycia.Dzwon okrętowy o wadze dziewięćdziesięciukilogramów wiszący pod tratwą domowego wyrobu.Sam się roześmiał.Jego żona potrafiła trafiać w sedno.* Jeśli nie wyolbrzymiamy tego wszystkiego * odparł * to tamci, kimkolwiek są, pewnie już przeszukalibungalow.* I niczego nie znalezli.* Właśnie.Więc będą czekali, aż wrócimy.Remi pokiwała głową z uśmiechem.* A my nie wrócimy.* Zgadza się.Jeśli zaczną nas szukać, będziemy mieli potwierdzenie, że gra jest w toku.* Naprawdę powiedziałeś:  gra jest w toku"? Sam wzruszył ramionami.* Chciełem się przekonać, jak to brzmi.* O rany.* jęknęła Remi. Z dzwonem i tratwą na holu wzięli kurs na przesmyk i namorzynową lagunę.Do zmroku zostało tylkokilka godzin.Jedną z nich spędzili na szukaniu w lagunie kryjówki dla tratwy.Znalezli dobre miejscena wschodnim brzegu, gdzie kępa cyprysów wyrastała ukośnie z lądu.Używając osęki wędkarskiej,wmanewrowali tratwę pod zwisające gałęzie, a potem Sam zanurkował i przywiązał ją do jednego zpni.* No i jak? * zawołał zza zasłony.* Nic nie widać * odparła Remi.* Musieliby się tam dostać, żeby ją zobaczyć.Wrócili do wylotu przesmyku, gdzie Sam złowił cztery małe czerwone lucjany, i popłynęli z powrotemdo laguny.Remi, która lepiej potrafiła filetować ryby, oczyściła lucjany, a Sam nazbierał drewna naognisko.Wkrótce filety skwierczały nad ogniem, a kiedy słońce schowało się za palmami kokosowymi,zaczęli jeść.* Wiesz * powiedziała Remi, sięgając po kawałek ryby * lubię takie prymitywne warunki.To znaczy, dopewnego stopnia.* Doskonale cię rozumiem * odparł [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum