[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. To oznacza, \e Pirtonna nie był taki skory dozabijania jak pan.Rozsądny gość.Mo\e prze\yje ten dzień. Uniosła odrobinęwy\ej lufę blastera. A jaką pan ma na to szansę?Birtraub zbladł jak ściana.Był tak spięty, \e chocia\ otworzył usta, nie mógłwymówić ani słowa. Bardzo mnie interesuje, dlaczego był pan gotów mnie zabić tylko za to, \eznalazłam się w pobli\u pańskiej firmy  zagadnęła Mara.Birtraub chrząknął, a na jego twarzy pojawił się wyraz rezygnacji. To z powodu.pewnego człowieka  wykrztusił w końcu z wysiłkiem.Nazywa się Caaldra.Współpracuje z gangiem piratów.bardzo potę\nym.Piraciprzechowują tu mnóstwo zrabowanych towarów.Oni.nie lubią, jak się nimiinteresują obce osoby.  Nie mam im tego za złe  stwierdziła Mara.A zatem mo\e jednak dziełasztuki w sejfie moffa Glovstoaka w ogóle nie przeszły przez ręce Rebeliantów,pomyślała. Gdzie mogę znalezć tego Caaldrę?Birtraub zbladł jeszcze bardziej. O, nie  jęknął. Proszę, niech pani mnie o to nie pyta.Caaldra zabije mnie,je\eli się dowie, \e to ja pani o nim powiedziałem. Nigdy się tego nie dowie  zapewniła go Mara. Gdzie mogę go znalezć? Niczego pani nie rozumie. Birtraub był wyraznie zdesperowany.Kilkagodzin po tym, kiedy panią schwytają, wszystkiego się od pani dowiedzą. Kilka godzin po tym, kiedy mnie schwytają, będą martwi  zapewniła Mara.Gdzie go znajdę?Birtraub głęboko odetchnął i zaplótł ręce na piersi. Nic z tego  oznajmił buntowniczo, jakby nie miał nic do stracenia.Cokolwiek mi pani zrobi, nie mo\e się to równać z tym, co mi zrobi Caaldra.Mara wydęła pogardliwie wargi.Imperator często jej wytykał, \e jest o wiele zamłoda, \eby ludzie traktowali powa\nie jej grozby. Je\eli właśnie tego pan chce. zaczęła. W takim razie będę musiała gosama znalezć. Wykonała wymowny ruch lufą blastera w kierunku drzwi. Proszęiść przodem.Ulgę, jaka zaczynała się malować na twarzy Birtrauba, ponownie zastąpiłoprzera\enie. Co takiego?  \achnął się mę\czyzna. Nie sądzi pan chyba, \e będę sama spacerowała po terenie, którego w ogólenie znam  odparła rzeczowo młoda kobieta. A poza tym Caaldra, je\eli w końcugo znajdziemy, na pewno przystanie, przywita się z panem i zapyta, kim jest pananowa przyjaciółka.A wtedy będzie pan mógł oficjalnie nas sobie przedstawić.Birtraub ponownie zbladł jak ściana. Jest pani szalona  syknął. Zapomnijmy o tym.Nie pójdę z panią. Nie ma pan wyboru  uświadomiła mu Mara. Mam uzbrojonych stra\ników na terenie całego ośrodka  postraszył jąmę\czyzna. Tutaj te\ miał pan uzbrojonych stra\ników  przypomniała Mara, ruszając wjego stronę. Traci pan czas.Idziemy.Po zachowaniu Birtrauba zorientowała się, \e jej rozmówca zamierza zrobić cośgłupiego.Przygotowała się na to, ale szła dalej.Kiedy znalazła się blisko, Birtraubzebrał się na odwagę i wymierzył cios pięścią, celując w jej gardło z całą siłą, na jaką mógł się zdobyć.śadna siła i największa nawet desperacja nie mogły się jednak równać z jejwspomaganymi przez Moc odruchami.Mara uchyliła się przed ciosem i pięśćBirtrauba nieszkodliwie przecięła powietrze obok jej szyi.Mę\czyzna straciłrównowagę i kiedy przechylił się w jej stronę, Mara obróciła się na prawej pięcie,\eby zejść mu z drogi, gdy będzie się przewracał.Niektórzy ludzie zrezygnowaliby w takiej chwili, ale Birtraub się do nich niezaliczał.Jeszcze padając, zaklął i usiłował ją kopnąć.Mara się uchyliła i niemalodruchowo podcięła mu drugą nogę.Mę\czyzna runął na twarz i w końcu zrezygnował ze stawiania oporu. To co, jesteś gotów?  wycedziła Mara cicho, kopiąc go w \ebra szpicembuta.Birtraub skrzywił się z bólu, wsparł się na ręce i odwrócił, \eby spojrzeć naswoją prześladowczynię. Magazyn czternasty  wychrypiał, krzywiąc się, jakby wypowiedzenie tychsłów sprawiło mu jeszcze większy ból.Mogło zresztą tak być, zwa\ywszy, z jakimimpetem runął na podłogę. Wschodnie skrzydło kompleksu. Przeniósł spojrzenie na nieprzytomnychpodwładnych. Je\eli cię złapią, powiedz im, \e dowiedziałaś się tego od Pirtonny.Mara uśmiechnęła się pogardliwie.Typowe, pomyślała. Dziękuję  powiedziała, opuszczając lufę po\yczonego blastera. Pamiętaj,\e je\eli nie zastanę tam Caaldry, wrócę tu i utnę sobie z tobą kolejną pogawędkę powiedziała.Wystrzeliła i mę\czyzna znów runął na twarz, pora\ony błękitną błyskawicąogłuszającego strzału.Mara zabrała swoją torbę i ruszyła opustoszałymikorytarzami do wyjścia.W kabinie długiego śmigacza lądowego czekał cierpliwie kierowca.Maraogłuszyła go jednym strzałem i zaciągnęła jego zwiotczałe ciało pod ścianę pustegomagazynu, gdzie nie będzie się rzucał w oczy.Wróciła do śmigacza, usiadła nafotelu kierowcy i odleciała.Jak mogła się spodziewać, magazyn czternasty mieścił się obok lądowiskanumer czternaście, na którym spoczywał frachtowiec typu Crescent firmy HyrotiiEngineering.Takie statki stanowiły zazwyczaj zabawkę rozkapryszonychdzieciaków z zamo\nych rodzin, jeszcze raz jednak wygląd stał w sprzeczności zprzeznaczeniem.Zataczając powoli krąg nad zewnętrznym podjazdem kompleksu, Mara postanowiła przyjrzeć się statkowi.Zauwa\yła zamaskowane wyloty laseróworaz wyrzutni torped i sfałszowane oznaczenia na kadłubie.Zwróciła uwagę na to,\e zarówno samego statku, jak i szerokich wrót towarowych magazynu strzeglinienagannie ubrani, chocia\ wojowniczo wyglądający ludzie.Za wrotami, nauboczu, dostrzegła trzy lądowe śmigacze ze znakami firmy braci Birtraub naburtach.Przez wrota było tak\e widać grupę robotników, którzy ładowaliokratowane skrzynie na repulsorowe wózki i wje\d\ali nimi po rampiezaładunkowej frachtowca.Sam magazyn wyglądał na dobrze zaopatrzony, bo wwielu miejscach stały stosy skrzyń.Przelatując naprzeciwko wrót, Mar zwróciłaszczególną uwagę na stosy, które ustawiono pod tylną ścianą.Kiedy dotarła na tyły magazynu czternastego, przekonała się, \e jego ścianasąsiaduje z tylną ścianą innego budynku o podobnych rozmiarach, podzielonego namniejsze segmenty do składowania towarów.Oba budynki oddzielało wąskieprzejście, niewątpliwie potrzebne w razie konieczności dokonywania naprawurządzeń.Mara unieruchomiła śmigacz, wyskoczyła z kabiny i wślizgnęła sięmiędzy oba budynki.Podeszła pod tylną ścianę magazynu czternastego, kryjąc sięza stosem skrzyń, które powinny ją zasłonić przed spojrzeniami pracujących tamtragarzy.Uwolniła myśli i posługując się Mocą, upewniła się, \e w pobli\u nie manikogo, kto by ją mógł zaskoczyć.Otworzyła torbę i przystąpiła do działania.Zaczęła od wyjęcia świetlnego miecza, którego rękojeść ukryła w długimczytniku i analizatorze danych.Urządzenie miało trzy ukryte zatrzaski,rozmieszczone w takich odległościach, \eby nie dało się przycisnąć wszystkichrównocześnie.Mara nacisnęła dwa z nich palcami i wywarła nacisk na trzeci,posługując się Mocą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum