[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Lato jest czasem odnowy i Bedevere jest gotowe na odnowę - zadecydował.Nieważne, że jego odpowiedzialność ograniczała się do czterdziestu pięciu procent.Nikto tym nie wiedział oprócz spadkobierców.Genevra uśmiechnęła się z aprobatą.Ashe doświadczył miłego i zaskakującego uczucia:był zadowolony, że ją zadowolił.Od dawna nie zdarzyło się, by zależało mu na czyjejś opinii iteraz to się zmieniło.Zdecydowanie nowe, ale przyjemne odczucie.RLT - Podjąłeś dobrą decyzję - orzekła Genevra, kiedy po zakończeniu objazdu wracali doBedevere.- Jarmark wiele znaczy dla tutejszych ludzi, a termin jest dobry.Wszyscy zdążą za-kończyć wiosenne prace na polach i w ogrodach.Ashe pokiwał głową, słuchał Genevry jednym uchem.Wydawało mu się, że kabrioletprzechyla się na jedną stronę.A może to tylko iluzja po wypiciu piwa, zastanowił się.Zmiesz-ne, przecież wypił raptem cztery kufle.Chyba za długo siedzi na wsi.W Londynie mógł pićcałą noc bez żadnych odczuwalnych efektów.A może to jednak wina drogi? Koleiny były dość głębokie po zimowych opadach śniegui deszczu.- Aleks i ja uwielbialiśmy chodzić na jarmark.Braliśmy udział we wszystkich konkur-sach.Alex znakomicie strzelał.Nie przegrał żadnych zawodów na strzelnicy, od kiedy skończyłczternaście lat.Ojciec był z niego bardzo dumny.- A ty? Też strzelałeś?- Nie, ja rzucałem nożem.- Po raz pierwszy od powrotu rozmawiał z kimś o przeszłości io rodzinie.Dopiero teraz uzmysłowił sobie, że w Londynie rzadko o niej wspominał.- Alekswygrywał na strzelnicy, a ja rzucaniem do celu.Nie byłbym zdziwiony, gdyby na strychu zna-lazło się pudło zdobytych przez nas trofeów.Nasza matka wszystko skrzętnie przechowywała.- Matka?- Owszem, my także mieliśmy matkę - zażartował.- Nikt o niej nigdy nie wspominał.- Umarła dawno temu.- Rozmowa zeszła na bolesny temat.O wiele przyjemniej byłowspominać jarmark.- Utopiła się, kiedy miałem siedemnaście lat, a Aleks dziewiętnaście.Od-wiedzała przyjaciół w Trentham.Pływali po jeziorze.Po śmierci matki zaczęły się jego nieporozumienia z ojcem.Odgrywała rolę mediatora, agdy jej zabrakło, już nie potrafili się dogadać.Nawet obecność ciotek nie zapobiegała ich kłót-niom.- Nie chciałam poruszać tego smutnego tematu.- Kabriolet przechylił się tak gwałtownie,że Genevra omal z niego nie wypadła.- Co się dzieje? Musieliśmy wpaść w wyjątkowo głębo-ką dziurę.- Zauważylibyśmy ją.Nie wydaje ci się, że przechylamy się coraz bardziej?Zdążył wypowiedzieć te słowa, gdy coś pękło.RLT Pierwszą myślą Ashe'a było ratować Genevrę.Ona może ucierpieć najbardziej, bo powo-zik przewrócił się na jej stronę.Zanim jednak uderzyli w ziemię, zdążył pochwycić ją w ramio-na i osłonić własnym ciałem.Dzięki temu, że koń się nie spłoszył, tylko stał przy dyszlu, ka-briolet zachował równowagę i nie przygniótł ich.- Jesteś cała? - zapytał Ashe, podnosząc się.- Nic mi nie jest - odpowiedziała drżącym głosem.Zauważył, że miała trudności z poruszaniem się.- Nie ruszaj się.Ja zajmę się koniem.- Stój spokojnie, kobyłko - przemówił łagodnymgłosem do zwierzęcia, przytrzymując je przy pysku za uprząż.Z tego miejsca miał dokładny obraz sytuacji.Od kabrioletu odpadło tylne koło.Leżałopołamane na drodze niedaleko od przechylonego pojazdu.Kabriolet nie nadawał się do dalszejjazdy.Ashe wyprzągł konia i odprowadził na bok.- Mamy środek transportu - zawołał do Genevry, starając się zbagatelizować sytuację.Uśmiechnęła się i powoli wstała.- Mogłabyś przytrzymać konia? Obejrzę kabriolet.Wydawało się, że koło odpadło bez powodu.Ashe chciał zbadać piastę i oś zanim zrobisię ciemno.Pochylił się i natychmiast stwierdził przyczynę wypadku.Koło zostało obluzowanei po prostu zsunęło się z osi.- Nevo, kiedy ty lub ciotki ostatnio używałyście tego kabrioletu?- Jezdziłyśmy nim latem i jesienią na kiermasze, ale od grudnia stał w wozowni.- Nigdy nie było z nim żadnych kłopotów?- Nigdy.A o co chodzi?- Koło spadło.Samo w sobie nie było to niczym nadzwyczajnym.Nie powinno jednak wydarzyć się zekwipażem, który regularnie używano bez żadnych awarii i który stał nieużywany zaledwieprzez dwa miesiące.Koła same z siebie nie spadają i Ashe miał podejrzenia, kto mógł maczaćw tym palce, i wcale nie był z tego zadowolony.RLT ROZDZIAA TRZYNASTYPo przybyciu do Bedevere Genevra oznajmiła, że ma zamiar wrócić do Seaton Hall.- Sądzę, że powinnaś zostać - odpowiedział krótko i obrzucił ją wymownym, nieustępli-wym spojrzeniem.Przez całą drogę powrotną niewiele mówił.Pytał się jedynie od czasu doczasu, czy się dobrze czuje.- Muszę porozmawiać krótko ze stajennym, a potem chciałbymomówić z tobą pewne sprawy.Genevrze nie podobał się sposób, w jaki na nią patrzył, ani tym bardziej jego ton.- A ja sądzę, że powinnam jechać.Gdyby została, oznaczałoby to kolejną noc w Bedevere w ramionach Ashe'a.Kuszącaperspektywa, ale nie to sobie obiecała.Noc z Ashe'em miała się nigdy nie powtórzyć.- Idz do domu i odśwież się.Ja zaraz przyjdę.Postaraj się nie niepokoić ciotek.- Nie pozwolę się odprawiać w taki sposób - odparła, rozdrażniona.- Nie sprzeciwiaj mi się.Jeśli chcesz mnie krytykować, możesz to zrobić za pół godzinyw moim gabinecie.Trudno było z nim wygrać.Genevra głęboko odetchnęła, żeby się opanować.Postanowi-ła, że tym razem ustąpi, ale poczeka na stosowny moment.Ashe dotrzymał słowa i po trzydziestu minutach czekał na nią w gabinecie.Siedział zawielkim politurowanym biurkiem i prezentował się jak prawdziwy syn para.Choć miał niewie-le czasu, zdążył się przebrać.Patrząc na niego, nikt nie domyśliłby się, że dwie godziny wcze-śniej zdarzył się im wypadek.Genevra miała nadzieję, że i ona doprowadziła swój wygląd doładu, chociaż czasu na to miała niewiele.Udało jej się jednak zmienić suknię i poprawić włosy.- Jesteś zadowolony z rozmowy ze stajennym? - Usiadła w fotelu po drugiej stronie biur-ka, czując się w znacznej mierze jak suplikant, który przyszedł prosić o resztki z pańskiego sto-łu.Nie pozwól się onieśmielić, powiedziała do siebie w myślach.Wielkie biurko i mężczy-zna zajmujący miejsce po przeciwnej stronie nie zrobią na niej wrażenia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum