[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wkrótce udało mu się zauważyć ją w tłumie. Panie  zawołał  zgubiłeś w zawierusze ten oto cenny klejnot, który ci przynoszę.55 Alicja sięgnęła do beretu, a widząc, że istotnie brak jest sprzączki odpowiedziała: Masz słuszność.Potem dodała z uśmiechem. Zatrzymaj ten klejnot na pamiątkę naszego spotkania. Ależ pan raczy żartować!  wykrzyknął olśniony taką hojnością Langrogne.Ten klejnotwart jest co najmniej paręset liwrów! Tysiąc pięćset  rzuciła od niechcenia  tyle zapłaciłem za niego.Zachowaj go jednak,jako nagrodę za twoją uczciwość.Odeszła, pozostawiając Langrogne a w radosnym osłupieniu.Opamiętał się wreszcie ikryjąc klejnot w najtajniejszym zakątku swych kieszeni, ruszył do oberży, mówiąc do siebie zzachwytem: Na pewno to jakiś przebrany książę! Aby móc robić takie podarunki biednemu masztale-rzowi, jakim jestem, pan de Maubert musi być bogatszym od króla jegomości!XXIALICJA ODSAANIA KARTYAlicja tymczasem skręciła w lewo i znalazłszy się na ulicy Rivoli, weszła do małego,nędznego szynku. Było to miejsce gdzie gromadziły się dziewczęta lekkich obyczajów, włóczędzy, żebra-cy, dezerterzy, słowem najniższa kasta ludzi.Dlatego pewnie szyld szynku opiewał:  PodPoczciwymi Chłopcami.W tym zakładzie rozsiedli się przy stole Urwiłebek, Białorączka, Czerwonoręki i KoziaBródka popijając wino.Na sali widać było jeszcze kilkunastu gości i wesołych dziewcząt.Dziewczyny byty młode i ładne.Twarze mężczyzn nacechowane byty dzikością i występ-kiem.Zgromadzenie piło, czyniąc straszliwy zamęt.Skoro tylko Alicja ukazała się na sali, zaległa nagła cisza, jak makiem zasiał.Ruszyła pro-sto do stołu, przy którym siedziała jej straż.Przed zajęciem miejsca wydobyta z kieszeni kilkasztuk złota, które włożyła w rękę oberżyście, po czym rzekła z królewską łaskawością i dumą,której mógłby jej pozazdrościć król Franciszek: Ugość ich w imieniu Alicji II. Wiwat Alicja! Wiwat nasza królowa  ryknęła cała sala, po czym wszczęła się ogólnapełna ożywienia rozmowa w oczekiwaniu obiecanego poczęstunku.Alicja wyczekała chwilę, potem rozpoczęła rozmowę ze swą świtą: Statki przybiją do brzegu w pobliżu des Celestins i szop artylerii.Lecz sam Jan Morinnie wie jeszcze dokładnie, kiedy przybędą: może dzisiejszego wieczoru a może dopiero zaparę dni.Trzeba dzień i noc pilnować tej sprawy. Ba!  bąknął jeden z jej satelitów  czy warto tracić czas dla kilku marnych worków soli?!Na usta Alicji wybiegł zagadkowy uśmiech; zwróciła się do niego ze wzgardliwym skrzy-wieniem: Głupcze! Czy wiesz, ile kosztuje ten  marny transport soli?.Dziesięć tysięcy liwrów!56  Dziesięć tysięcy liwrów!  wykrzyknęła cała czwórka, szeroko otwierając oczy. Co najmniej!  dodała z mocą Alicja.Czy teraz ciągle jeszcze uważacie, że nie wartotracić czasu na taką bagatelkę?.Wpatrując się w Kozią Bródkę i Czerwonorękiego dodała ze złowróżbnym spokojem: A czy wiecie, na jaką karę zasługują ci wszyscy, którzy nie wytrwają na wyznaczonymsobie przez królowę Argot posterunku? A więc wiesz wszystko?  wybełkotali roztrzęsionym ze strachu głosem. Wiem, że zeszliście z placówki, aby ograbić mnichów, wiem, że każdy z was dla głupichczterdziestu liwrów nadstawiał swoją głowę, wiem i to, że staliście się łupem kata Argot.Dwaj nieustraszeni łotrzykowie spuścili głowy, przyznając się bez słowa do winy; powoliodpięli swe sztylety i rapiery, kładąc je przed Alicją na stole. Możemy wyrównać nasz rachunek  rzekli jak na komendę.Wbili w swą panią spojrzenie, w którym wyczytać można było, iż są jej oddani, jak wiernepsy, aż do śmierci.We wzroku ich nie było prośby o łaskę, tylko bezbrzeżny smutek i pytanie: Kto będzie cię kochał więcej od nas? Kto będzie tak czuwać nad tobą, jak my.kiedy jużnas nie będzie?!Okrutne, surowe twarze zapamiętałych łotrów pod wpływem nurtujących serce ich uczućzmiękły, stając się bardziej ludzkie i subtelne.Alicja przez chwilę jakby namyślała się, co ma uczynić, potem odsuwając sztylety i rapie-ry w stronę Czerwonorękiego i Koziej Bródki, rzekła łagodnie: Zabierzcie waszą broń.Tym razem upiekło się wam; Alicja postara się zapomnieć o tym,że ośmieliliście się kwestionować jej rozkazy.Z głuchym pomrukiem radości sięgnęli po broń, hałaśliwie sapiąc i wzdychając. Niech się to jednak nie powtórzy  ciągnęła dalej  mogłabym wtedy bowiem nie patrzeć jużna to, że jesteście najsilniejszymi najdzielniejszymi i najwierniejszymi sługami królowej Argot.Na te słowa szerokie ich twarze rozpłynęły się w błogim uśmiechu, a z piersi ich zaczęływydobywać się jakieś nieartykułowane dzwięki.Przerwała im okrzykiem: To jeszcze nie wszystko; zwróćcie zrabowane osiemdziesiąt liwrów do ogólnej kasy.Nosy naszych zuchów wyciągnęły się, nie zaoponowali jednak i bez szemrania położyli nastole żądaną sumę.Alicja wyrzekła głosem sędziego, ogłaszającego wyrok: Każda zdobycz, którą się posiadło podczas pełnienia urzędowych obowiązków, jest wła-snością ogółu i winna być przelana do ogólnej kasy.Tak brzmi odnośny paragraf naszegoprawa, nie gorszego od prawa, ustanowionego przez uczciwych ludzi.Z tymi słowy zgarnęła pieniądze do swego woreczka przy pasie, dodając: Otrzymacie z tego swój dział; ani o liwra nawet więcej. Takie prawo!  przytaknęli z rzadkimi minami Kozia Bródka i Czerwonoręki. A teraz do rzeczy  zaczęła mówić głosem zimnym i twardym.Nie mogę wraz z wamiwziąć udziału w tej wyprawie, bo mam na głowie inne jeszcze sprawy.Udacie się więc saminad rzekę, aby pilnować przybycia statków [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum