[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.sobą.Czy potrafisz mi wybaczyć?Potrzebuję czasu, żeby odpowiedzieć.- To nie ma nic wspólnego z wybaczeniem.- Wyprzedzam Sonię i Luisę, mając nadzieję,że uda mi się pohamować gorycz, jaką czuję w sercu i zapewne wyrażam.- Więc.z czym? - w głosie Soni wyraznie słychać rozpacz.Zatrzymuję się, żeby popatrzeć na wodę.Nie słyszę kroków na ścieżce, więc wiem, żeSonia i Luisa przystanęły za mną.Jest tyle słów, tyle pytań, oskarżeń.Tak dużo, jak ziarenekpiasku na plaży pod nami.Jednak wyłącznie jedno jest teraz istotne.Odwracam się do Soni. - Jak mogłaś?Zdruzgotana Sonia stoi ze zwieszonymi ramionami, lecz jej spokój, jej słabość nie budząmojego współczucia ani zrozumienia.Rodzą tylko potęgującą się wściekłość, którąposkramiałam w sobie od dnia, kiedy zbudziłam się, czując, że przykłada medalion domojego znamienia.Przez jedną straszną chwilę szukam czegoś, co pomogłoby mi rozładowaćnarastającą furię.- Ufałam ci! Ufałam ci we wszystkim! - wrzeszczę, rzucając w Sonię grzebykiem z całąmocą gniewu, który zwinął się we mnie jak żmija.- Jak zdołamy zaufać ci teraz? Jak zdołamykiedykolwiek ci zaufać?Sonia robi unik, chociaż grzebień nie jest grozną bronią.Przypuszczam, że dlategowłaśnie go użyłam - bo przecież mimo wszystko ją kocham.Nie chcę jej zrobić krzywdy,chociaż z drugiej strony nie potrafię się opanować.Luisa staje przed Sonią, jakby chciała ją przede mną obronić.Przede mną.- Lia, przestań.- Dlaczego, Luiso? Dlaczego mam nie zadawać pytań, które powinny paść, nawet jeśli sięich obawiamy?Potem zapada cisza, której nie mogą już przerwać żadne słowa.Powiedziałam prawdę,wszyscy to wiemy.Tak, tęskniłam za Sonią.Tak, kocham ją i zależy mi na niej.Nie mogęjednak nie dostrzegać, że pewne rzeczy musiałyby nas drogo kosztować - nawet równać sięcenie życia - gdybym uznała, że uczucia są najważniejsze.Idąca za mną Luisa schyla się, żeby wziąć z ziemi kilka kamyków.Podchodzi dokrawędzi urwiska i rzuca je w morze.Patrzę, jak przecinają powietrze.To taka jałowarozrywka - urwisko jest zbyt wysokie, żeby zobaczyć, jak wpadają do falującej wody.- Lia ma rację.- Na dzwięk głosu Soni odwracam się i widzę, że podniosła mój grzebyk.Ogląda go, jakby zawierał odpowiedzi na wszystkie nasze pytania.- Nadużyłam waszegozaufania i nie ma pewności, że będę silniejsza przy następnej okazji, gdyby Dusze chciałymnie wykorzystać.Mam tylko nadzieję, że następnego razu nie będzie.One.- Sonia urywa,a kiedy podejmuje wątek, jej głos dochodzi jakby z daleka.Wiem, że musi sobie wszystkoprzypomnieć.- One nie przyszły do mnie jako Dusze.Przybrały postać mojej matki.- Obracasię w moją stronę, a w oczach ma czysty ból.- Spotkałam się z nią na Równinie.%7łałowała, żeoddała mnie do pani Millburn.Powiedziała, że nie zdawała sobie sprawy, jak powinnapostąpić, że myślała, iż pani Millburn pomoże mi zrozumieć moje własne umiejętności.Miłobyło znowu mieć mamę przy sobie, jeśli nie w tym świecie, to w jakimś innym.- A potem? - pytam prawie szeptem. - Potem matka zaczęła martwić się o moje bezpieczeństwo.Mówiła, że pilnującmedalionu, narażam się na ryzyko, i że przez to, że nie chcesz otworzyć Bramy, wszyscyjesteśmy zagrożeni.Na początku nie słuchałam.Pózniej jednak.nie wiem, jak towytłumaczyć.Po prostu to wszystko zaczęło brzmieć sensownie.Oczywiście zdawałam sobiesprawę, że nie myślę normalnie, ale.- Patrzy mi w oczy i jeszcze teraz da się zauważyć, jakwielką władzę miały nad nią Dusze.To władza wynikająca z obietnicy, że coś, co było drogiei zostało utracone, można jakoś zastąpić.- To działo się stopniowo, tak powoli, że nawet niewiem, kiedy się zaczęło.Jej słowa unoszą się i opadają wraz z morską bryzą, odbijają się echem w moim umyśle,potem cichną.Wreszcie Sonia wyciąga do mnie rękę, w której trzyma grzebyk.Biorę go odniej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum