[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pomogę ci Iris, znajdę anegdoty, dokumenty, wystarczy, że po prostuusiądziesz i napiszesz! Wiesz na przykład, jak wówczas nazywano  podatki"?Ponieważ nie odpowiadała, Jo rzuciła:  Zwiadczenie banalne", mówiono na nie banały"! Nie uważasz, że to śmieszne? I wtedy.wtedy Iris, jej siostra, jejukochana siostra, odpowiedziała: Wkurzasz mnie, Jo, wkurzasz! Przesadzasz ztym.! I odłożyła słuchawkę.Przesadzam z czym? - zastanawiała się Jozaintrygowana.Dostrzegła prawdziwą złość w zdaniu:  Wkurzasz mnie, Jo".Nieopowie tego Shirley, bo tym samym przyznałaby jej rację.Iris musi być nieszczęśliwa, skoro tak reaguje.To jest to, jest nieszczęśliwa.- powtórzyła Jo,słuchając przerywanego sygnału w telefonie.- Jest mila dla dziewczynek.- Niewiele ją to kosztuje!- Nigdy jej nie lubiłaś, nie wiem dlaczego.- A twoja Hortense.jeśli nie ustawisz jej do pionu, skończy jak jej ciotka.Tożaden zawód być  żoną Iksa"!W dniu, w którym Philippe rzuci Iris, zostaną jej tylko majtki, żeby w niepłakać.- Nie rzuci jej, jest w niej szaleńczo zakochany.- A co ty o tym wiesz?Jo nie odpowiedziała.Odkąd zaczęła pracować z Philippe'em, lepiej gopoznała.Kiedy szła do kancelarii adwokackiej przy avenue Victor-Hugo,wsuwała głowę do jego gabinetu, jeżeli drzwi były uchylone.Kiedyś nawet gorozśmieszyła.Czy trzeba nacisnąć na pilota, żebyś podniósł głowę znad akt? -zapytała, stojąc w progu.Gestem zaprosił ją do środka.- Jeszcze kwadrans i płuczemy - oświadczyła Denise, fryzjerka, rozchylającsrebrzyste zawiniątko końcem grzebienia.- Dobrze chwyta, będą wyglądaćwspaniale! A panią - rzuciła do Shirley - za dziesięć minut zabieram do mycia.Oddaliła się, kręcąc biodrami pod różowym chałatem.- Powiedz - zagadnęła Jo, śledząc wzrokiem pupę Denise - czy nie tutajpracowała Mylene?- Tak, tutaj.Raz nawet zrobiła mi paznokcie.Bardzo dobrze zresztą.Maszwiadomości od Antoine'a?- %7ładnej.Ale dziewczynki mają.- To najważniejsze.Antoine to równy gość.Trochę słaby, trochę miękki.Kolejny, który musi jeszcze dorosnąć.Na dzwięk imienia Antoine'a Jo poczuła ucisk w żołądku.Ogarnęła ją czarnarozpacz: dług! Tysiąc pięćset euro miesięcznie! Pan Faugeron.CrditCommercial! Jeżeli doda ratę za styczeń, nie zostanie jej już nic z ośmiu tysięcydwunastu euro.Wydała ostatnie pieniądze na prezent dla Gary'ego i prezent dlaShirley.Pomyślała sobie, że w tej sytuacji kilka euro w tę czy kilka euro w tamtąnie robi różnicy.A liczy się mina Gary'ego, gdy otworzy prezent.Opadła na fotel, burząc zawiniątka z folii aluminiowej.- Coś nie tak?- Nie, w porządku.- Jesteś biała jak kreda.Chcesz gazetę?- Tak.Dziękuję! Shirley podała jej Elle.Jo otwarła czasopismo.Nie była w stanie czytać.Tysiąc pięćset euro.Tysiąc pięćset euro.Shirley poszła spłukać włosy.- Za pięć minut kolej na panią - powiedziała młoda dziewczyna.Josphine skinęła głową i zmusiła się do przejrzenia czasopisma.Nigdy nieczytała gazet.Patrzyła na okładki na wystawach kiosków czy w metrze, przezramię sąsiadów, rzucała okiem na połowę diety, początek horoskopu, na zdjęcieaktorki, którą lubiła.Czasami brała jakiś magazyn pozostawiony na siedzeniu iprzynosiła go do domu.Otwarła gazetę i krzyknęła:- Shirley, Shirley, patrz!Wstała i podeszła do umywalki, wymachując gazetą.Z głową wygiętą w tył izamkniętymi oczami Shirley oświadczyła:- Widzisz, że nie mogę czytać.- Popatrz tylko na zdjęcie! Na tę reklamę perfum.Josphine usiadła na foteluobok Shirley i podsunęła jej gazetę pod nos.- No i co z tego? - zapytała Shirley, krzywiąc się.- Zachlapała mi paniszamponem oko.Josphine pomachała gazetą i Shirley wykręciła szyję opartą na myjce.- Popatrz na faceta na zdjęciu.Shirley szeroko otwarła oczy.- Niezły! Zupełnie niezły!- To wszystko?- Powiedziałam, że niezły.You want me to fali on my knees?- To facet z biblioteki, Shirley! Facet wbudrysówce! Jest modelem.Ablondynka na zdjęciu to dziewczyna z przejścia dla pieszych.Robili to zdjęcie,kiedyśmy ich widziały.Jaki on jest przystojny! Ależ on jest przystojny!- To dziwne, na przejściu nie wywarł na mnie dużego wrażenia.- Ty nie lubisz facetów.- Sorry.Za bardzo ich lubiłam i dlatego trzymam ich na dystans.- Mniejsza o to: jest przystojny, żyje i pozuje do zdjęć w magazynach mody.- Zaraz zemdlejesz!- Nie, wytnę zdjęcie i wsunę do portfela.Och, Shirley, to znak!- Znak czego?- Znak, że znowu pojawi się w moim życiu.- Wierzysz w te bzdury?Jo skinęła głową.Tak, i mówię do gwiazd - pomyślała, lecz nie śmiała się dotego przyznać.- Zapraszam panią, proszę za mną, spłuczemy włosy - przerwała jej Denise.-Będzie pani odmieniona. I włosy Izoldy Jasnowłosej tak złociste i lśniące będą niczym w porównaniudo moich.- pomyślała Josphine, siadając przy myjce.Duża wskazówka zegara wskazywała wpół do piątej.Iris zorientowała się, żez lękiem spogląda na drzwi kawiarni.A jeśli nie przyjdzie? Jeżeli w ostatniejsekundzie zdecydował, że nie warto? Przez telefon dyrektor agencji wydał jej sięgrzeczny i precyzyjny. Tak, proszę pani, słucham panią."Wyjaśniła mu, o co chodzi.Postawił parę pytań, potem dodał:  Zna paninasze ceny? Dwieście czterdzieści euro za dniówkę w tygodniu, podwójnastawka za weekend.- Nie, w weekend nie będę pana potrzebowała.- Dobrze,proszę pani, możemy zatem wyznaczyć pierwsze spotkanie, powiedzmy, zatydzień.- Za tydzień, jest pan pewien? - Jak najbardziej, proszę pani.Najlepiejw dzielnicy, do której nigdy pani nie chodzi, gdzie nie ma obawy, że spotka paniznajomych.- Les Gobelins" - zaproponowała Iris.Brzmiało to tajemniczo, tajnie,nawet nieco podejrzanie. Les Gobelins, proszę pani? Znakomicie.Powiedzmy o17.30 w kawiarni o tej samej nazwie przy avenue Gobelins na wysokości ruePirandello.Aatwo rozpozna pani naszego człowieka: będzie nosił kapeluszprzeciwdeszczowy Burberry odpowiedni na tę porę roku, nie będzie rzucał się woczy.Powie: Panuje przenikliwy ziąb, a pani odpowie Nie musi mi pan tegomówić.- Doskonale - odpowiedziała niezmieszana Iris.- Będę czekać, dowidzenia panu".Jakie to było proste! Tak długo się wahała, zanim zdecydowałasię zadzwonić, a teraz było już po wszystkim! Umówiła się na spotkanie.Patrzyła na siedzących wokół ludzi.Studenci czytali, a jedna czy dwiesamotne kobiety zdawały się czekać, podobnie jak ona.Mężczyzni pili przybarze zapatrzeni w pustkę.Usłyszała dzwięk ekspresu do kawy, wydawanepolecenia, głos Philippe'a Bouvarda opowiadającego dowcip w radiu, to byłapora  Tęgich głów". Czy zna pan historię męża, który mówi do żony: Kochanie,nigdy nie mówisz mi, kiedy szczytujesz.A kobieta odpowiada: Nie mogę.Nigdycię wtedy nie ma!" Kelner za ladą wybuchnął śmiechem.Punktualnie o 17.30 do kawiarni wszedł mężczyzna w słynnym kapeluszu wszkocki wzór.Przystojny, młody, szczupły, uśmiechnięty mężczyzna.Szybko rozejrzał się dookoła i jego oczy natychmiast spoczęły na Iris, któraskinęła głową, aby dać znak, że tak, to ona.Wyglądał na zaskoczonego ipodchodząc, wymówił półgłosem zdanie stanowiące tajne hasło:- Panuje przenikliwy ziąb.- Nie musi mi pan tego mówić.Wyciągnął do niej rękę i dał znak, że chętnie by się przysiadł, gdyby była takmiła i zdjęła z sąsiedniego krzesła torebkę i płaszcz.- To nieostrożnie zostawiać torebkę na krześle.Każdy może po nią sięgnąć. Zastanawiała się, czy to zdanie również stanowi hasło, bo wypowiedział jetym samym tonem co uwagę wstępną o pogodzie.- Och! W środku nie ma nic cennego.- Torebka sama w sobie jest cenna - zauważył, patrząc na logo Vuittona [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum